strona
glowna

 obecna liczba artykulow 105

patologia

DATA: 2013/12/31 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 382
 

Odmowa wszczęcia postępowania ws. księdza z Piotrkowa Tryb.

Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie podjęła decyzję o odmowie wszczęcia postępowania, dotyczącego przestępstw o charakterze seksualnym, jakich rzekomo dopuścić się miał jeden z duchownych z Piotrkowa Trybunalskiego. Poinformował o tym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Jeden z wątków w sprawie ks. Ireneusza Bochyńskiego przekazali w połowie grudnia do łódzkiej prokuratury śledczy z Piotrkowa Trybunalskiego, którzy prowadzili czynności sprawdzające po wywiadzie na temat pedofilii, jakiego duchowny udzielił lokalnemu tygodnikowi. Według prokuratury z treści artykułu wynikało, że ksiądz może mieć informacje o konkretnych przypadkach kontaktów seksualnych osób dorosłych z osobami poniżej 15. roku życia.

Jak wyjaśnił wcześniej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim Witold Błaszczyk, sprawa trafiła do Łodzi, ponieważ piotrkowscy prokuratorzy nie znaleźli żadnych dowodów ani poszlak potwierdzających, że tego rodzaju zabronione czyny miały miejsce na terenie Piotrkowa. - Ale jeśli jakieś czyny tego rodzaju miały miejsce, to miały one miejsce na terenie Łodzi, konkretnie na terenie dzielnicy Polesie, kiedy to duchowny pracował w jednej z tamtejszych parafii - mówił w połowie grudnia Błaszczyk. Zaznaczył jednak wyraźnie, że piotrkowscy śledczy "nie przesądzają, czy miały one miejsce, czy nie". Ustalono, że w 1999 roku łódzka prokuratura prowadziła już postępowanie przygotowawcze wobec duchownego, a dotyczyło ono "innych czynności seksualnych", jakich miał dopuścić się wówczas wobec 16-latka, a więc nie "pedofilii". Zostało ono jednakże prawomocnie umorzone.

Kopania poinformował, że aktualnie postępowanie nie mogło zostać wszczęte z uwagi na upływ okresu przedawnienia. - Badany czyn w 1999 r. zagrożony był bowiem niższą niż obecnie karą, tj. karą pozbawienia wolności do lat pięciu - co ma wpływ na termin przedawnienia karalności - powiedział. W wywiadzie dla tygodnika "Tydzień Trybunalski" ksiądz pytany m.in. o to, czy dorosły człowiek może powiedzieć, że ma problem, bo dzieci go prowokują, odpowiedział: "trzeba by porozmawiać z ludźmi, którzy w życiu tego doświadczyli". - Nie wiem, o jakim czasie bycia dzieckiem mówimy, bo jeżeli mówimy o dziecku trzyletnim (bo i takie przypadki pedofilii miały miejsce), to dotyczyły one rodzin, bo pod ich ścisłą opieką znajduje się wtedy dziecko. Ale mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci wchodziły do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka - mówił. W związku z wywiadem piotrkowska prokuratura wszczęła czynności sprawdzające. Przesłuchano duchownego w charakterze świadka. Odpowiedział on na kilka pytań, na inne nie udzielił odpowiedzi, powołując się na prawo kanoniczne zakazujące udzielania informacji o faktach, o których dowiedział się podczas spowiedzi. W charakterze świadka przesłuchano również posłankę PO Elżbietę Radziszewską. Przesłuchanie parlamentarzystki to konsekwencja jej wypowiedzi w mediach. W jednym z programów telewizyjnych mówiła, że docierały do niej sygnały, iż duchowny sam dopuszczał się czynów pedofilskich.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019395,title,Odmowa-wszczecia-postepowania-ws-ksiedza-z-Piotrkowa-Tryb,wid,16295041,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/12/29 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 381
 

Biskupi w obronie rodziny

Kościół katolicki obchodzi dziś Niedzielę Świętej Rodziny. Polscy biskupi w tym roku szczególnie przestrzegają przed " ideologią gender". "Kościół jednoznacznie opowiada się przeciw dyskryminacji ze względu na płeć, ale równocześnie dostrzega niebezpieczeństwo niwelowania wartości płci" - piszą biskupi w liście pasterskim. Episkopat przestrzega, że ideologia gender bez wiedzy społeczeństwa i zgody Polaków od wielu miesięcy wprowadzana jest w różne struktury życia społecznego. Gender to wielkie kłamstwo antropologiczne - podkreśla arcybiskup Henryk Hoser, przewodniczący komisji bioetycznej Episkopatu Polski. Jest ono bowiem zaprzeczeniem dzieła stwórczego Boga. Arcybiskup Hoser zaznacza, że gender to grzech przeciwko Bogu, który stwarzając człowieka, stworzył mężczyznę i kobietę.

Tymczasem według ideologii gender, nie istnieje determinacja płci wiążąca i biologiczna, lecz płeć jest traktowana jako rola społeczna, którą człowiek może wybrać. Hierarchowie apelują o odważne działania, które "będą służyć upowszechnianiu prawdy o małżeństwie i rodzinie". Trzeba bronić wielkiej wartości rodziny - zaznacza przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Dodaje, że trzeba pomagać ludziom w wyprostowaniu ich myślenia na temat wartości i piękna rodziny tradycyjnej, złożonej z mężczyzny, kobiety i dzieci. Arcybiskup dodaje, że trzeba to robić z pokorą, nie osądzając i nie raniąc nikogo. List Episkopatu Polski jest dziś odczytywany w kościołach w całej Polsce. Biskupi przestrzegają, że ideologia gender ma charakter destrukcyjny wobec człowieka, relacji międzyludzkich, a więc całego życia społecznego. "Wobec nasilających się ataków tej ideologii czujemy się przynagleni, by stanowczo wypowiedzieć się w obronie chrześcijańskiej rodziny, fundamentalnych wartości, które ją chronią, przestrzec przed zagrożeniami płynącymi z propagowania nowego typu form życia rodzinnego" - napisali biskupi. Ich szczególny niepokój budzi to, że według ideologii gender człowiek miałby w dowolny sposób określać swoją płeć. Przestrzegają, że ma to prowadzić do tego, by "społeczeństwo zaakceptowało prawo do zakładania nowego typu rodzin, na przykład zbudowanych na związkach o charakterze homoseksualnym".

Biskupi przypominają, że ideologia gender stanowi efekt trwających od dziesięcioleci przemian ideowo-kulturowych, mocno zakorzenionych w marksizmie i neomarksizmie, promowanych przez niektóre ruchy feministyczne oraz rewolucję seksualną. "Genderyzm promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem natury człowieka" - napisali biskupi. Episkopat zwraca uwagę, że ideologia gender "od miesięcy, bez wiedzy społeczeństwa jest wprowadzana w naszej edukacji, służbie zdrowia, działalność placówek kulturalno-oświatowych i organizacji pozarządowych". Biskupi przypominają też słowa Błogosławionego Jana Pawła II, który powiedział, że prawdy o instytucji małżeństwa należy szukać u Boga - Twórcy małżeństwa. Jest ona "ponad wolą jednostek, kaprysami poszczególnych małżeństw, decyzjami organizmów społecznych i rządowych".

http://fakty.interia.pl/polska/news-biskupi-w-obronie-rodziny,nId,1081480

patologia

DATA: 2013/12/28 ZRODLO: hotmoney.pl RAPORT NR: 378
 

Proboszcz: Macie sprzątać kościół. Nie przyjmuję usprawiedliwień

Niezwykłe ogłoszenie parafialne. Mała parafia we wsi Bagno, w pobliżu Trzebnicy ma, najwyraźniej, problemy ze sprzątaniem kościoła. Dlatego też wśród ogłoszeń parafialnych pojawiło się coś, co wielu może zaskoczyć. ( OGLOSZENIE - "Są duże problemy ze sprzątaniem kościoła. Dużo ludzi uchyla się od tego obowiązku, przynosząc na plebanie zwolnienia. Od tej chwili ksiądz proboszcz nie przyjmuje żadnych usprawiedliwień. W porozumieniu z radnym ustalono następująco: będą czytane numery domów po kolei. Kto nie czuje się na silach lub czuje się upokorzony sprzątaniem świątyni niech za drobna oplata wynajmie sonie zastępstwo. UWAGA! Prosimy mieszkańców Bagna, aby miedzy sobą rozstrzygali i pilnowali porządku kolejki, a nie obarczali problemem sprzątania księdza proboszcza." )

Rozwiązanie to zaskakuje swoją prostotą. Zamiast płacić komuś za sprzątanie Kościoła, ksiądz proboszcz korzysta z pomocy (miejmy nadzieję dobrowolnej) mieszkańców parafii. Jeżeli nie mogą sprzątać, sami powinni kogoś opłacić. Wśród ogłoszeń parafialnych parafii w Bagnie możemy także znaleźć informację, że miejscowa młodzież miała zadbać o choinkę i szopkę. W zależności od punktu widzenia sprawa może szokować lub nie. Jeżeli świadczenie na rzecz proboszcza i kościoła jest dobrowolne, to należy uznać, że wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak jest inaczej, to ogłoszenie to może bulwersować.

http://www.hotmoney.pl/Proboszcz-Macie-sprzatac-kosciol-Nie-przyjmuje-usprawiedliwien-a32891

patologia

DATA: 2013/12/27 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 376
 

Pijany ksiądz potrącił kobietę. Dziś nie będzie zarzutów

Ksiądz, który wczoraj pod wpływem alkoholu prowadził samochód i potrącił kobietę w Łowiczu w Łódzkiem, nie usłyszy dziś zarzutów. Przesłuchanie duchownego nie było możliwe. Ksiądz zgłosił się co prawda na policję, ale był nietrzeźwy. Potem usłyszy zarzut prowadzenia samochodu po pijanemu, ale może też odpowiadać za spowodowanie wypadku w stanie nietrzeźwości. 66-letni duchowny potrącił 41-letnią kobietę, gdy wracała z kościoła. Życie kobiety nie jest zagrożone, ale ma rany głowy i jest poturbowana. W chwili wypadku ksiądz miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie.

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/lodzkie/lowicz/news/pijany-ksiadz-potracil-kobiete-dzis-nie-bedzie-zarzutow,1976775,4933

patologia

DATA: 2013/12/26 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 375
 

Pijany ksiądz potrącił kobietę. Miał prawie promil alkoholu

41-letnia mieszkanka Łowicza została dziś rano potrącona na przejeździe kolejowym przy ul. 3 Maja. Kobieta została od razu przewieziona do szpitala. Sprawcą zdarzenia jest 66-letni ksiądz, który miał w wydychanym powietrzu prawie promil alkoholu. O sprawie poinformował portal Lowicz24.eu. Do zdarzenia doszło tuż przed godz. 9 na ul. 3 Maja w Łowiczu, w rejonie przejazdu kolejowego - mówił dla TVN24 kom. Adam Kolasa z łódzkiej policji. Policjant dodał, że "kierowca najprawdopodobniej stracił panowanie nad pojazdem i potrącił 41-letnią kobietę. Potem samochód uderzył w słup sieci elektrycznej przy torach kolejowych". Mieszkanka Łowicza została od razu przewieziona do szpitala, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Jak podają lekarze, powinna za kilka dni wyjść do domu. Prowadzący autem ksiądz mieszkający w Łowiczu miał 0,95 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu. Odebrano mu prawo jazdy. Za spowodowanie wypadku pod wypływem alkoholu grozi do 12 lat więzienia.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15191363,Pijany_ksiadz_potracil_kobiete__Mial_prawie_promil.html

patologia

DATA: 2013/12/25 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 373
 

Abp Michalik: Nastąpił atak na prawo natury

Arcybiskup Józef Michalik powiedział podczas pasterki w archikatedrze w Przemyślu, że w naszych czasach nastąpił atak na prawo natury i doszło do próby zrelatywizowania wszystkiego. - Dzisiaj jest atak, i nie udawajmy, że nie widzimy. Na szczęście widzimy. I to jest moc naszego narodu, to jest moc naszego Kościoła, że mówi to, co widzi, że dzisiaj jest atak na prawo natury. Relatywizm. Wszystko chce się zrelatywizować - mówił podczas homilii arcybiskup. Nawiązał do kuszenia Ewy w raju przez szatana, który namawiał ją do podeptania prawa Bożego, do przeciwstawienia się mu. Zwracając się do wiernych, apelował, aby skorzystali z doświadczenia pierwszych rodziców, i aby kierując się nauką Chrystusa, uznali swoją słabość, swój grzech, dzięki czemu zwyciężą ze złem. - Myślę, że to jest ogromnie ważne przesłanie, żebyśmy dzisiaj umieli wybierać Boga. Nieustannie wybierać Boga, walczyć z egoizmem własnym, z tym naporem zła, z tym deptaniem prawa, które jest możliwe, bo zawsze było - mówił metropolita przemyski.

Powołując się na słowa św. Hilarego z Poitiers, powiedział, żeby się strzec pochlebców, i że lepiej jest, gdy "nas prześladują, widzimy wtedy, gdzie jest wartość prawdy". W jego opinii wartość chrześcijaństwa i wiary polega na tym, że "powstajemy, depczą nas, a my powstajemy". - Jest zdrowiej, jest lepiej, że nas krytykują, niż gdyby mieli nas chwalić - zauważył. Podkreślił też konieczność zachowania wierności tradycji i zachowania wierności "ojcom naszym". - Dzisiaj żyjemy właśnie w tych czasach, że nam próbują wmówić, że małżeństwo między mężczyzną i kobietą to jest przestarzałość, że wierność Bożym przykazaniom, że świętowanie dnia Pańskiego, że nie kradnij, nie kłam, że nieczystość, to jest przestarzałość. "Ty sam zdecyduj, co dobre i złe" - powiedział arcybiskup. Jednocześnie stwierdził, że człowiek ma sam decydować, ale tak, jak Bóg wpisał w jego naturę. Przypominając działania Niemców podczas II wojny światowej, którzy chcieli rozbić jedność narodu polskiego z Kościołem, powiedział, że i obecnie Kościół jest atakowany. - Dzięki Bogu, że jest (uderzenie w Kościół), bo czyszczenie, uświęcenie Kościoła jest największą perspektywą postępu. I trzeba powiedzieć, że też i naród potrzebuje oczyszczenia i uświęcenia - mówił abp Michalik.

Za chwalebne uznał domaganie się polskiego, chrześcijańskiego narodu praw m.in. dla telewizji Trwam, dla Radia Maryja, dla "innych oddechów wolności". Jego zdaniem jest to przejaw budzenia się społeczeństwa. Zauważył, że powstają różne inicjatywy świeckie w obronie życia. - Bo jak biskup to mówi, to biskupa można zakrzyczeć, opluć, powiedzieć, że on już taki zafiksowany jest. Ale świeccy się budzą dzisiaj i hołd im trzeba oddać i nie wolno ich zostawić samym sobie, trzeba im pomagać - apelował do wiernych. Przypomniał słowa kardynała Wyszyńskiego, który mówił w czasach komunizmu, że "żeby głosić kłamstwo, trzeba całego systemu, żeby głosić prawdę, wystarczy jeden człowiek". Zwracając się do wiernych, zachęcał, aby głosili prawdę Chrystusa, prawdę w miłości. - Nie wolno potępiać innego, trzeba współczuć zafałszowanemu, zawikłanemu w słabość i grzech człowiekowi. Trzeba się jednoczyć, trzeba dawać świadectwo wspólnie - powiedział na zakończenie homilii.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15187966,Abp_Michalik__Nastapil_atak_na_prawo_natury.html

patologia

DATA: 2013/12/25 ZRODLO: hotmoney.pl RAPORT NR: 374
 

Co ludzie dostali od proboszcza?

Ksiądz przesadził? Na Wykopie i Facebooku popularność zdobywa zdjęcie listu (a w zasadzie formularza), rozsyłanego przez parafię w podwrocław­skich Radwanicach: Być może korespondencja nie budziłaby takich kontrowersji - przecież w wielu parafiach wierni deklarują, ile zapłacą na Kościół - gdyby nie zawarty na "formularzu" fragment prawa kanonicznego: Kan. 222. § 1. Wierni mają obowiązek zaradzić potrzebom Kościoła, aby posiadał środki konieczne do sprawowania kultu, prowadzenia dzieł apostolstwa oraz miłości, a także do tego, co jest konieczne do godziwego utrzymania szafarzy. Prawo kanoniczne oczywiście nie ma poza Kościołem mocy "urzędowej", jednakże autor zdjęcia najwyraźniej odebrał cytat jako formę nacisku.

http://www.hotmoney.pl/Hit-internetu-Zobacz-co-ludzie-dostali-od-proboszcza-a32872

patologia

DATA: 2013/12/20 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 370
 

Poród na plebanii. Umorzenie. Nie wiadomo, czy dziecko "w sensie prawnym'' było płodem czy człowiekiem

Prokuratura w Poznaniu umorzyła śledztwo w sprawie księdza, który miał nie udzielić pomocy przy porodzie swojego dziecka. Uznała, że nie doszło do przestępstwa. Sprawa dotyczy wydarzeń z 2011 roku w jednej z poznańskich plebanii. Biegli nie potrafili stwierdzić, czy dziecko zmarło przed porodem czy po nim, w związku z tym nie było jasności, którzy zarzut należy księdzu postawić. Sprawę opisał w 2012 roku "Głos Wielkopolski". Według gazety, na początku 2011 r. w jednej z poznańskich plebanii 30-letnia kobieta urodziła martwe dziecko. Jego ojcem miał być ksiądz pracujący w tej parafii. Choć obecny na plebanii podczas porodu (słuchał w tym czasie muzyki)., nie pomógł matce dziecka, gdy wzywała pomocy. Prokuratura uznała to za "lekkomyślne" i "nieodpowiedzialne". Magdalena Mazur-Prus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, informuje, że śledztwo umorzono m.in. wobec braku uzasadnienia podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Prokuratura prowadziła śledztwo pod kątem ewentualnego narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także nieudzielenia pomocy osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - Narażenie miało polegać na tym, że podjęto decyzję o przeprowadzeniu porodu noworodka w warunkach pozaszpitalnych, na terenie plebanii, oraz zaniechaniu wezwania pomocy. W tej części prokurator umorzył postępowanie wobec braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. W drugiej części prokurator umorzył postępowanie wobec niestwierdzenia znamion czynu zabronionego" - podała Mazur-Prus. Chodzi o przepisy: art. 160 par. 2 kk mówi o narażaniu człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Natomiast artykuł 157a kk, który mówi o zagrożeniu zdrowia i życia dziecka poczętego. Biegli nie byli w stanie stwierdzić, kiedy umarło dziecko - przed porodem w łonie matki (art. 157a KK) czy po porodzie (art. 169 par. 2).

Prokuratura przesłuchała w charakterze świadka księdza, matkę dziecka, osoby, które w czasie porodu były na plebanii, lekarzy, a także rodzinę matki dziecka. "Głos Wielkopolski" podał, że po zdarzeniu ksiądz G. został przeniesiony do klasztoru pod Ostrów Wielkopolski, a potem na Ukrainę. Kuria Metropolitalna w Poznaniu po ujawnieniu sprawy informowała, że ksiądz został zawieszony w czynnościach kapłańskich.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,15170118,Porod_na_plebanii__Umorzenie__Nie_wiadomo__czy_dziecko.html

patologia

DATA: 2013/12/16 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 364
 

Ruszył proces b. księdza oskarżonego o przestępstwa seksualne

Zaczęła się pierwsza rozprawa w procesie byłego księdza Jacka S. z Legionowa, oskarżonego o kilkanaście przestępstw seksualnych, w tym m.in. wobec 14-latki. Według mediów, ksiądz nakłonił 17-latkę, która miała być z nim w ciąży, do nielegalnej aborcji, za co zapłacił 3 tys. zł (oddzielnie odpowiadają lekarze, którzy jej dokonali). S. miał po raz pierwszy wykorzystać ją seksualnie, gdy miała 14 lat; potem miał jej obiecywać małżeństwo. Jednocześnie S. miał wykorzystywać seksualnie inne dziewczęta. Od stycznia 2012 r. S. jest w areszcie - do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga doprowadziła go policja. Grozi mu do 12 lat więzienia. Watykan przeniósł go już do stanu świeckiego. Na wniosek obrony sędzia Małgorzata Wasylczuk wyłączyła jawność całego procesu, powołując się m.in. na ochronę osób pokrzywdzonych. Ani prokurator, ani obrońca nie wypowiadali się dla mediów. Żadna z osób pokrzywdzonych nie zdecydowała się wystąpić w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. W sądzie ma zeznawać pierwszy świadek oskarżenia; ma się też wypowiedzieć biegła psycholog.

Na 37-letnim Jacku S. ciąży 17 zarzutów; media podawały, że dotyczą one w sumie 12 młodych dziewcząt, w tym chórzystek z kościoła garnizonowego w Legionowie pod Warszawą, gdzie ksiądz służył i nauczał religii. Zarzucono mu: doprowadzenie innej osoby przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem do obcowania płciowego (za co grozi od 2 do 12 lat więzienia); obcowanie płciowe z osobą poniżej lat 15. (takie samo zagrożenie karą); doprowadzenie, przez nadużycie stosunku zależności, osoby małoletniej do obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej (kara do 5 lat więzienia) oraz nakłanianie do nielegalnej aborcji (kara do 3 lat więzienia). Według mediów, ksiądz nakłonił 17-latkę, która miała być z nim w ciąży, do nielegalnej aborcji, za co zapłacił 3 tys. zł (oddzielnie odpowiadają lekarze, którzy jej dokonali). S. miał po raz pierwszy wykorzystać ją seksualnie, gdy miała 14 lat; potem miał jej obiecywać małżeństwo. Jednocześnie S. miał wykorzystywać seksualnie inne dziewczęta.

Oskarżonego obciążają nie tylko zeznania pokrzywdzonych, ale także zabezpieczone w śledztwie smsy i e-maile. Ks. Jacka S. zatrzymano i aresztowano w styczniu 2012 r. Kuria Polowa WP zawiesiła go od razu w pełnieniu funkcji. Potem sam poprosił o przeniesienie do stanu świeckiego; księdzem przestał być w maju br. Zwolniono go też z zawodowej służby wojskowej w ordynariacie polowym. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie skierowała akt oskarżenia wobec S. w sierpniu br., ale sąd zwrócił go do uzupełnienia. Ponownie akt oskarżenia trafił do SO we wrześniu. - Czyny, których dopuścił się Jacek S. nie powinny się nigdy zdarzyć; zero tolerancji dla pedofilii - mówił biskup polowy Wojska Polskiego bp Józef Guzdek, który przeprosił osoby pokrzywdzone. Otrzymują one pomoc psychologiczną finansowaną przez ordynariat polowy, który zlecił też szkolenia księży dotyczące pedofilii i przemocy w rodzinie. W październiku Episkopat Polski przyjął trzy aneksy do zatwierdzonych w ub.r. wytycznych co do procedur reagowania na przypadki pedofilii wśród duchownych. Zgodnie z nimi zgłoszenie do prokuratury przypadku pedofilii pozostawiono w gestii ofiary. Część publicystów krytykowała, że kościelnej zasadzie "Zero tolerancji" nie towarzyszy ujawnienie statystyk pedofilii wśród księży.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ruszyl-proces-b-ksiedza-oskarzonego-o-przestepstwa-seksualne,wid,16262034,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/12/15 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 363
 

Zaostrzenie kary za aborcję?

Propozycja zaostrzenia kary za aborcję jest rozwiązaniem drakońskim i antyeuropejskim - oświadczył Janusz Palikot. Kilka dni temu media informowały, że Komisja Kodyfikacyjna przygotowała propozycje zmian w Kodeksie karnym, przewidujące podwyższenie kary za aborcję i wprowadzenie pojęcia "dziecka poczętego". W myśl proponowanych zmian dotychczasowy art. 152 par. 1 Kodeksu karnego "Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3", miałby otrzymać brzmienie: "Kto powoduje śmierć dziecka poczętego niezdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". - To, co się dzieje w Kodeksie karnym, to jest wojna przeciwko kobietom. Tutaj chodzi o to, by pozbawić je możliwości decydowania - komentowała w TOK FM prof. Monika Płatek.

- Prawa człowieka jest to coś, o co trzeba walczyć każdego dnia. Przypomniał nam o tym pogrzeb Nelsona Mandeli, ale przypomniał też o tym minister sprawiedliwości Marek Biernacki, którego Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego niestety zmierza w kierunku antyeuropejskim. Ponownie Kościół katolicki przez pewną zależność ministra sprawiedliwości polskiego państwa próbuje wprowadzić drakońskie i antyeuropejskie rozwiązania - podkreślił Palikot. Lider Twojego Ruchu zaznaczył, że zaostrzanie kary za aborcję jest absurdalne z punktu widzenia prawa człowieka w szczególności, i "nie jest metodą do uzyskania celu, który się stawia przy takich problemach". - Jeszcze gorsze w tym wszystkim jest to, że oprócz tego średniowiecznego pomysłu, żeby karać pięcioletnim więzieniem za dokonanie aborcji, jest próba zmiany języka i wprowadzenia do języka prawnego w miejsce płodu takich pojęć jak dziecko niepoczęte czy dziecko poczęte. To jest potwornie niebezpieczna rewolucja. Już Lenin mówił, że każda rewolucja zaczyna się od zmiany języka. Kościół katolicki podobnie próbuje tak brutalnie ingerować w nasze życie - mówił Palikot.

Zdaniem Palikota szczególnie istotne jest to, że Komisja Kodyfikacyjna "zwróciła się o opinię w tej sprawie do Opus Dei, czyli do wywiadu państwa Watykan". - To jest w tym sensie bulwersujące, że Polska i Polacy powinni mieć poczucie godności, suwerenności i samodzielności w stanowieniu prawa. Nie może być tak, że tak ważne regulacje jak kodyfikacja prawa karnego odbywają się w negocjacjach z obcym państwem (...). Wyobraźcie sobie państwo, żeby to były negocjacje z Niemcami, Rosją czy z kimś innym, jaki to byłby rwetes w kraju. Watykan jest innym państwem, nawet jeśli łączą nas jakieś szczególnie dobre stosunki w wyniku historii - dodał lider Twojego Ruchu. Palikot zapowiedział, że Klub Twojego Ruchu w poniedziałek zażąda od ministra Biernackiego wyjaśnień w sprawie propozycji zaostrzenia kary za aborcję.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15141494,Zaostrzenie_kary_za_aborcje__Palikot__Poprzez_Biernackiego.html

patologia

DATA: 2013/12/06 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 357
 

Ksiądz dostarczył na wesele kokainę. Sąd go teraz za to skazał

Rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i grzywna to wyrok dla częstochowskiego księdza, który znajomemu dostarczył na wesele kokainę. Proces był niejawny, częściowo utajnione jest też uzasadnienie wyroku. Bo dużą część dowodów stanowiły protokoły z podsłuchów rozmów telefonicznych. Postać ks. Rafała P. jako mocno związanego ze środowiskiem handlarzy narkotyków wypłynęła przy okazji dużego śledztwa Prokuratury Okręgowej i CBŚ związanego z obrotem środkami odurzającymi głównie w Częstochowie. Zarzuty usłyszało już kilkanaście osób, kilka spraw zakończyło się wyrokami. CBŚ założyło dilerom podsłuchy telefoniczne. A na pewnym etapie śledztwa jeden z podejrzanych o rozprowadzanie narkotyków poszedł na współpracę i zrelacjonował rolę duchownego. Ks. Rafał P. to postać popularna w wielu środowiskach młodzieżowych. M. in dlatego, że pasjonował się muzyką hiphopową i futbolem. Organizował charytatywne koncerty i mecze piłkarskie raperów z księżmi. Jeszcze kilka lat temu był stawiany za wzór nietuzinkowego duchownego, który docierał z ewangelizacją do trudnych środowisk. Uczył też religii w gimnazjum.

Kłopoty z prawem ks. Rafała P. zaczęły się w 2010 r. W parafii, w której był wikarym, trwał właśnie odpust. Oficerowie CBŚ poszli na mszę, którą odprawiał. Tuż po jej zakończeniu zatrzymali duchownego i zawieźli do prokuratury. Wówczas chodziło głównie o kolizję, która spowodował. Pytano też o narkotykowe związki. Już na pierwszym przesłuchaniu ks. P. przyznał się do udziału w obrocie narkotykami, głównie kokainą. Mówił od kogo ją kupował. Wskazał kilku dobrych znajomych, których poznał bliżej, udzielając im nauk przedmałżeńskich czy grając z nimi w piłkę. W sierpniu 2008 r. w roli księdza asystował na ślubie kolegi, Łukasza F. Pan młody miał nietypowy kaprys: poprosił o dostarczenie na wesele kokainy dla gości. Ksiądz P. bez wahania spełnił życzenie. Skontaktował się z Piotrem K., ten za 5 g. koki wziął 1 tys. zł. Wg naszych ustaleń rozmowę o tej transakcji zarejestrowały urządzenia podsłuchowe. Duchowny osobiście zawiózł narkotyk na wesele kolegi. Potem śledczym opowiadał, od kogo i w jakich okolicznościach w latach 2007-2008 kupował kokainę i amfetamina. Czynił to co najmniej dziesięciokrotnie. Jednorazowe "działki" to 1-7 g. Twierdził też, że sześciokrotnie załatwiał prochy na własny użytek. Innym razem, wchodząc w rolę pośrednika, spełniał prośby znajomych. W chwili zatrzymania duchowny nie miał przy sobie żadnych narkotyków. Nie postawiono mu zatem innego zarzutu poza pośrednictwem w załatwieniu "weselnego prezentu".

Na ławie oskarżonych, prócz księdza Rafała P. - zasiadł też Piotr K. oraz wskazani przez duchownego trzej mężczyźni, od których miał kupować głównie kokainę. Oni konsekwentnie nie przyznawali się do winy - twierdzili, że ksiądz ich pomawia. Sąd Rejonowy przed którym toczył się proces uznał jednak, że duchowny mówi prawdę, bo nie miał żadnego interesu wskazywać dostawców narkotyków. Wszystkich uznał więc za winnych. Piotr K. za "udzielenie innej osobie z chęci zysku" 5 g. kokainy oraz za sfałszowanie dokumentów przy kupnie samochodu w Niemczech został skazany na 1 rok i 3 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz 1 tys. zł grzywny. Ma też zwrócić na rzecz Skarbu Państwa 1 tys. zł uzyskane z "weselnej transakcji". Ks. Rafał P. za dostarczenie narkotyku panu młodemu został skazany na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 1 tys. zł grzywny. Po roku więzienia w zawieszeniu (na 2-3 lata) i grzywny od 300 do 400 zł usłyszeli dostawcy księdza P.: Artur R., który zainkasował za "prochy" dla duchownego 600 zł, Piotr S. i Mariusz G. - zarobili na dostawie kokainy po 300 zł. Wyroki są nieprawomocne, obrońcy zapowiadają apelację. Zastanawia się też nad tym oskarżyciel. - Czekamy na pisemne uzasadnienia, zwłaszcza wysokości grzywien, które naszym zdaniem są zbyt niskie i zbyt mało dla oskarżonych dotkliwe - komentuje rzecznik Prokuratury Okręgowej Tomasz Ozimek. Wg oficjalnych informacji kurii częstochowskiej, Rafał P. nie pełni dziś żadnych posług kapłańskich - od 2012 r. jest na urlopie.

http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,15083556,Ksiadz_dostarczyl_na_wesele_kokaine__Sad_go_teraz.html

patologia

DATA: 2013/12/05 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 353
 

Pieniądze ze szkolnej rady rodziców wsparły pobliską parafię. Rodzice oburzeni

Na co powinny iść w szkole pieniądze zbierane przez radę rodziców? W każdej szkole jest specjalny regulamin, a w nim określone zasady. Pieniądze przeznaczane są m.in. na przejazdy uczniów na turnieje sportowe czy olimpiady, na nagrody czy dyplomy za udział w konkursach. Ale też na zakup środków czystości, jeśli szkole na to brakuje. Okazuje się jednak, że nie tylko. W jednej ze szkół w Lublinie pieniądze z rady rodziców przeznaczono na obchody XX-lecia pobliskiej parafii. Taki sygnał dostaliśmy od samych rodziców. Rodzice, którzy się do nas odezwali, dostali kartki z informacją o wpłatach na radę. Taka sama informacja zamieszczona jest zresztą na stronie Szkoły Podstawowej nr 52 w lubelskiej dzielnicy Felin. M.in. o tym, ile w tym roku wynosi składka, do kiedy można ją wpłacać, czy istnieje możliwość rozłożenia na raty. Czytamy również, że rada rodziców z uzyskanych środków finansuje m.in. nagrody dla dzieci, zabawy karnawałowe, wynajem autokarów, ale także - i tu właśnie ten punkt, który część rodziców zdenerwował - imprezy okolicznościowe, w tym m.in. XX-lecie parafii na Felinie. Felin to dzielnica, w której mieści się szkoła. Rodzice nie rozumieją, dlaczego płacąc na szkołę, mają płacić na kościół.

Rodzice nie chcą się wypowiadać pod nazwiskiem, nie chcą, by pisać o konkretnych klasach, nie chcieli też, by nagrywać ich wypowiedzi. Boją się, że ktoś rozpozna ich głos i odbije się to na dzieciach. Ale nie kryją, że tak być nie powinno: że w szkole są też dzieci niewierzące czy przedstawiciele innych wyznań (prawosławni, świadkowie Jehowy) i ich wpłaty nie powinny iść na parafię. Dyrektor szkoły Halina Pawłowicz w rozmowie z nami przyznaje, że wpłata na XX-lecie parafii miała miejsce już kilka miesięcy temu, a informacja, którą teraz dostali rodzice, to pewnego rodzaju rozliczenie działalności rady poprzedniej kadencji.

Jak ustaliliśmy, rada rodziców SP nr 52 przeznaczyła 530 złotych ze swojego budżetu (który w skali roku wyniósł nieco ponad 20 tysięcy złotych) na rzecz parafii. - Rada rodziców i cała społeczność szkoły była zaproszona na tę uroczystość. I rada ufundowała wiązankę kwiatów i biały ornat, który jest wykorzystywany do mszy, w których uczestniczą nasze dzieci - mówi Pawłowicz. - To był upominek, bardzo skromny. Ktoś nas zaprasza i w związku z tym chyba powinniśmy w jakiś sposób podziękować za to zaproszenie. I to był taki drobny i niedrogi dar serca - dodaje dyrektorka szkoły. Wg Doroty Wójcik z Fundacji Wolność od religii nie ma tu zrozumienia dla idei szkoły świeckiej. - Kościoły są dość dobrze finansowane, a dodatkowe pieniądze powinny zbierać od wiernych, a nie od uczniów szkoły czy ich rodziców. Bo przecież do tej szkoły chodzą nie tylko dzieci wyznania katolickiego, ale też wyznawcy innej wiary i osoby niewierzące - mówi Wójcik. Lubelski kurator oświaty Krzysztof Babisz mówi nam, że absolutnie nie ma prawa ingerować w wydatki rady rodziców, bo ta ma swój regulamin i na tej podstawie działa. - W regulaminie powinny być zasady dotyczące tego, na co te środki mogą być przekazywane - mówi kurator.

W rozmowie z nami - jako kurator, ale też były dyrektor szkoły - przyznaje, że sam wybrałby inną metodę wsparcia parafii, gdyby taka była wola rodziców. Jego zdaniem lepsze byłoby zorganizowanie oddzielnej zbiórki na obchody rocznicy parafii. - Wtedy oddzielilibyśmy radę rodziców i jej składki z chęcią pomocy dla kościoła ze strony części rodziców, którzy tam do tego kościoła uczęszczają - mówi Babisz. - Nie byłoby żadnych podtekstów, które w tym momencie mogą się pojawiać. Część rodziców z takim przeznaczeniem pieniędzy może się po prostu nie zgadzać - dodaje lubelski kurator oświaty. Rodzice zgłaszają nam też inne wątpliwości dotyczące stosunków na linii szkoła-Kościół. Nie podoba im się, że np. w dniu rozpoczęcia roku główna uroczystość odbywa się w kościele. Można to zobaczyć na stronie szkoły, gdzie rzeczywiście w galerii zdjęć z rozpoczęcia roku nie ma ani jednego zdjęcia z samej szkoły.

- To już nasza szkolna tradycja - odpowiada dyrektorka. I przyznaje, że tego dnia rzeczywiście nie ma uroczystości w sali gimnastycznej czy na szkolnym holu, ale jest msza w pobliskim kościele. Jak dodaje, po tej nieobowiązkowej mszy dzieci spotykają się z wychowawcami bezpośrednio w klasach. Jeszcze jedna wątpliwość rodziców: szkolne próbne ewakuacje. Zawsze do kościoła. Halina Pawłowicz i ten zarzut odpiera. Jak mówi, kościół jest najbliżej, jest tam dużo miejsca i mieszczą się wszyscy uczniowie. Tyle że przy wielu szkołach żadnych kościołów nie ma. Dzieci w ramach ewakuacji wychodzą po prostu na zewnątrz, często zbierają się na szkolnym boisku i tam czekają.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,15082711,Pieniadze_ze_szkolnej_rady_rodzicow_wsparly_pobliska.html

patologia

DATA: 2013/11/28 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 343
 

Molestowanie 15-latki to nie pedofilia. Arcybiskup Głódź broni współpracownika

Rzecznik papieża Franciszka: - To sprawa polska. Arcybiskup Głódź: - My nie mówimy dziennikarzom, co robimy w Kościele. Ksiądz zadzwonił do rodziców zaraz po tym, gdy dziewczynka wybiegła z jego mieszkania: - Ola wyszła już z plebanii, ale była jakaś dziwna i pobiegła do lasu. Idźcie jej poszukać. Nie zdążyli się ubrać, gdy córka pojawiła się w domu, czuć było od niej alkohol, wymiotowała. Matka zmusiła ją, by opowiedziała, co się stało. - Proboszcz dał mi wódki z sokiem, a potem obłapiał - płakała Ola. Opowiadała, jak przyciągnął ją do siebie, posadził na kolanach i zaczął całować. Była w szoku, a ksiądz robił, co chciał. Kiedy wsunął rękę pod bluzkę, wyrwała się i uciekła. Gospodyni domowa i kierowca śmieciarki z Bojana, wsi koło Gdyni, mają piątkę dzieci. Ola, najstarsza, kilka dni wcześniej skończyła 15 lat. Poszła do księdza na plebanię, bo ją zaprosił podczas piątkowej spowiedzi, mieli pogadać o jej problemach.

Koło drugiej w nocy ksiądz wysłał do Oli SMS-a: "Naskarżyłaś na mnie". W poniedziałek rodzice Oli poszli poradzić się nauczycieli z gimnazjum. "Powinniście iść na policję" - usłyszeli. Na początku stycznia prokurator postawił Mirosławowi Bużanowi, proboszczowi z Bojana, dwa zarzuty: dokonania innej czynności seksualnej i rozpijania 15-latki. Gdyby zrobił to tydzień wcześniej, miałby sprawę o pedofilię. Na chwilę trafił do aresztu. Wpłacił 10 tysięcy złotych poręczenia, wyszedł, ale co tydzień musiał meldować się na komendzie policji. Metropolita Gdański Sławoj Leszek Głódź wysłał proboszcza na urlop, ale po miesiącu ten wrócił i zajął się parafialną robotą - odprawiał msze, udzielał ślubów, spowiadał dorosłych i dzieci. Ks. Bużan jest już wtedy bardzo zajęty. Jako dyrektor ds. budownictwa sakralnego w archidiecezji gdańskiej buduje nową siedzibę arcybiskupowi Leszkowi Głódziowi. 7 grudnia 2009, dwa dni po tym, gdy Ola uciekła mu z kolan, bierze udział w uroczystości położenia kamienia węgielnego. Przerobienie drewnianego pałacyku po dawnej szkole na nową siedzibę arcybiskupa pochłonęło miliony złotych. Do pałacyku na Oruni arcybiskup przeprowadził się w styczniu 2011 roku. Trzy miesiące później Mirosław Bużan dostał awans na kanonika, prałata kapituły kolegiackiej utworzonej przy nowej rezydencji metropolity. W Kościele to prestiżowe stanowisko. Biskupowi nie przeszkadza, że przed sądem toczy się sprawa o molestowanie 15-latki.

Mirosław Bużan skończył w tym roku 50 lat. Zanim trafił do Bojana, otworzył ośrodek kolonijny w Nadolu. W Bojanie (w wiosce mieszka 2500 osób) zbudował okazałą świątynię z przedszkolem na tyłach kościoła. 7 czerwca 2011 roku sędzia Grzegorz Kachel z Wejherowa uznał proboszcza za winnego molestowania seksualnego i rozpijania nieletniej. Dostał rok i cztery miesiące więzienia z zawieszeniem na cztery lata oraz zakaz pracy z dziećmi przez dwa lata. Dopiero wtedy Leszek Głódź mianuje w Bojanie nowego proboszcza, a Bużanowi pozwala zamieszkać w Nadolu, na terenie katolickiego ośrodka kolonijnego Tyberiada. W połowie 2012 roku ks. Bużan kładzie na biurku prokuratora z Wejherowa cztery dyktafony, na każdym nagrana jest jedna rozmowa. Poprosił o pomoc siostrzeńca Sebastiana i jego kolegę Darka. Mieli "omotać" 17-letnią już wówczas Olę i wyciągnąć z niej prawdę. Na nagraniach nastolatka opowiada nowym kolegom, że do molestowania nie doszło, piwo wypiła przed wizytą na plebanii, a za oskarżenie księdza miał zapłacić jej rodzicom skłócony z proboszczem biznesmen. Z dyktafonami Bużan przynosi ekspertyzę biegłego sądowego Bogdana Rozborskiego z laboratorium fonoskopii z Łodzi, który potwierdza autentyczność nagrań. Prokuratorzy wszczynają śledztwo w sprawie fałszywego oskarżenia i wysyłają nagrania do zbadania.

Ola upiera się, że nie zna Sebastiana. Prokurator zleca konfrontację. Wśród pierwszej czwórki dziewcząt jest Ola, do drugiej włączono jej siostrę, są bardzo podobne. Siostrzeniec wskazuje zupełnie inną osobę. Na okazanie doprowadzany jest ze skutymi nogami i rękoma - siedzi w areszcie w sprawie o handel narkotykami. (Dziś odbywa już karę). Gdy śledczy mówią Darkowi, że Sebastian nie rozpoznał Oli - pęka i przyznaje, że nagrania były sfabrykowane. Wystąpiła w nich inna dziewczyna. Biegli także potwierdzają, że głos nie należy do Oli. 3 października adwokat Oli Bogusław Senyszyn skończył pisać pozew o zadośćuczynienie za poniesione krzywdy. - Moja klientka leczy się w poradni psychologicznej - tłumaczy. - Najpierw została skrzywdzona, potem oskarżona w wyniku prowokacji. W jej przypadku Kościół nie zrobił nic, aby wesprzeć i chronić ofiarę seksualnych nadużyć księdza.

Dzwonimy do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Słuchamy parę chwil radosnych dzwonków i dowiadujemy się, że kongregacja nie ma biura prasowego ani rzecznika. Radzą, żeby dzwonić do biura Federica Lombardiego, rzecznika prasowego papieża Franciszka. Dzwonimy. Osoba, która odbiera, cierpliwie słucha, notuje nazwisko księdza Mirosława Bużana i nazwę diecezji. - Stolica Apostolska nie ma nic do czynienia z tą sprawą - słyszymy po chwili. - Należy rozmawiać z nuncjuszem apostolskim Celestinem Migliore. - Ale nuncjusz nie chce rozmawiać - Widocznie nuncjusz nie chce komentować tej sprawy. - Z kim w takim razie rozmawiać? - To sprawa polska, więc z nuncjuszem arcybiskupem Migliore. Z sekretarzem nuncjusza Migliorego księdzem Jerzym Trelą rozmawiamy trzy razy - pierwszy na dzień przed telefonem do Watykanu. Ksiądz mówi, że nie przypomina sobie takiej sprawy. Na pytanie, czy nuncjusz nie spotkałby się z nami w sprawie księdza Bużana, odpowiada, że nie. Tydzień później prosimy, aby sekretarz dowiedział się, czy nuncjusz zna sprawę księdza Bużana i czy powiadomił kongregację zgodnie z obowiązującymi w Kościele przepisami.

Sekretarz broni się: - Skarga mogła pójść bezpośrednio do Watykanu. - Nie mówi wam całej prawdy, nawet jak dokument trafiłby do kongregacji, do nuncjatury wpłynęłaby notatka - powie nam znajomy ksiądz. Po dwóch dniach mamy odpowiedź Celestina Migliorego. - Według naszych informacji zarzut pedofilii nie dotyczy tego księdza, więc nie ma podstaw, by informować kongregację i wszczynać postępowanie - informuje ks. Trela. - Przecież jest prawomocny wyrok w sprawie molestowania 15-latki. - Według informacji, jakie posiada nuncjusz, nie ma podstaw. Porozmawiajcie z biskupem miejsca, na pewno coś zrobił. Kodeks prawa kanonicznego za pedofilię uznaje nadużycia seksualne wobec dzieci do 18. roku życia. W 2001 roku Jan Paweł II nadał pedofilii rangę ciężkiego przestępstwa i włączył do kompetencji Kongregacji Nauki Wiary, która uzyskała uprawnienia sądu. Jeśli księdzu udowodni się winę, prawie zawsze jest wydalany ze stanu kapłańskiego. W 2011 roku, już za Benedykta XVI, kongregacja przygotowała wytyczne dla episkopatów. W dokumencie napisano, że przede wszystkim na biskupach spoczywa odpowiedzialność za przypadki pedofilii, i jeśli śledztwo potwierdzi przestępstwo, biskup ma obowiązek przekazać dokumenty do biura nuncjusza apostolskiego, który kieruje je do Kongregacji Nauki Wiary.

Polscy biskupi, w tym Leszek Głódź, który jest jedną z ważniejszych osób w Konferencji Episkopatu Polski, ogłosili na początku października aneks do papieskich wytycznych z 2011 roku. "Troska o ofiary nadużyć seksualnych to podstawowy akt sprawiedliwości ze strony wspólnoty Kościoła odczuwającej ból i wstyd z powodu krzywdy wyrządzonej dzieciom i młodzieży" - napisali w dokumencie biskupi. - Dlaczego ksiądz arcybiskup nie powiadomił nuncjusza apostolskiego o przypadku Mirosława Bużana? - To nie jest pedofilia, jego nie dotyczy ten zarzut - odpowiada zirytowany. - Jak to? Ola miała 15 lat. Kościół klasyfikuje to jako pedofilię, a ksiądz biskup nie wszczął żadnego postępowania. - My nie mówimy dziennikarzom, co robimy w Kościele. - Ta sprawa powinna być przedłożona kongregacji - naciskamy. - W Kościele jest to, co Kościół uważa, a nie wy.

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127823,15031715,Molestowanie_15_latki_to_nie_pedofilia__Arcybiskup.html

patologia

DATA: 2013/11/28 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 344
 

Abp Jędraszewski: Gender prowadzi do śmierci cywilizacji. To stanowisko całej wspólnoty polskich biskupów

- Osobiście bałbym się jakiegoś irracjonalnego lęku przed poznawaniem ideologii gender. Trzeba ją poznawać, aby tym bardziej uświadomić sobie niebezpieczeństwa, jakie niesie. Nowy ateizm jest w zasadzie neomarksizmem. To stanowisko całej wspólnoty polskich biskupów - mówi abp Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego". - To nie jest mój odosobniony głos. To także stanowisko całej wspólnoty polskich biskupów. Ideologia gender jest bardzo niebezpieczna, bo tak naprawdę kwestionuje tożsamość człowieka określaną już przez same struktury biologiczne. Ciekawe, że zwolennicy gender konsekwentnie nie chcą mieć za partnerów w publicznych dyskusjach biologów, a zwłaszcza genetyków. Boją się ich, ponieważ dobrze wiedzą, że z ich strony padną twarde argumenty naukowe mówiące o tym, że człowiek już od chwili poczęcia jest albo kobietą, albo mężczyzną. Od momentu poczęcia wszystko jest już zdecydowane, jeśli chodzi o naszą strukturę genetyczną - mówi abp Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego".

Jego zdaniem "ideologia gender uderza w rodzinę, a przez to w przyszłość społeczeństwa". - Dla mnie to także dowód na to, że tak zwany nowy ateizm jest w zasadzie neomarksizmem. Ideologia głoszona przez Engelsa była wpisana w materializm i w przekonanie, że nie ma Boga i życia po śmierci - uważa abp Jędraszewski. - Chrześcijaństwo nie ucieka od tego, co jawi się jako niezrozumiałe, ale pragnie to niezrozumiałe przeniknąć - na ile jest to możliwe - światłem rozumu - stwierdza w rozmowie z tygodnikiem. Dodaje również: - W obecnej sytuacji kulturowej mamy do czynienia z paradoksalną sprawą. Kościół bywa nazywany ciemnogrodem, a tymczasem stoi on na straży rozumu.

- Osobiście bałbym się jakiegoś irracjonalnego lęku przed poznawaniem ideologii gender - mówi abp Jedraszewski. - Trzeba ją poznawać, aby tym bardziej uświadomić sobie niebezpieczeństwa, jakie niesie. Nie można uciekać od dyskusji, zwłaszcza że mamy bardzo mocne argumenty na irracjonalność tej ideologii. Hierarcha dodał także, że gender jest nie do przyjęcia "nie tylko dla katolików, ale dla każdego, kto zdaje sobie sprawę z tego, że świat to nie tylko materia, i że życie człowieka nie kończy się na jego śmierci biologicznej".

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,15042473,Abp_Jedraszewski__Gender_prowadzi_do_smierci_cywilizacji_.html

patologia

DATA: 2013/11/26 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 340
 

Oskarżony o zniszczenie instalacji w Zachęcie: zakpiono sobie z Polaków, z katolików

Witold Tomczak, który w 2000 roku zniszczył instalację artystyczną wystawioną w warszawskiej Zachęcie, nie żałuje swojego kroku. - (Wtedy - red.) zakpiono sobie z Polaków, z katolików (…). Polska prokuratura nie ściga bluźnierców, lecz stawia przed sądem obrońcę wartości narodowych i religijnych. To fragment walki z Kościołem, z Polską - mówi "Naszemu Dziennikowi. W po­nie­dzia­łek 25 li­sto­pa­da Sąd Re­jo­no­wy War­sza­wa-Śród­mie­ście kon­ty­nu­ował pro­ces Wi­tol­da Tom­cza­ka, oskar­żo­ne­go o znisz­cze­nie rzeź­by przed­sta­wia­ją­ce­go Jana Pawła II przy­gnie­cio­ne­go me­te­ory­tem w 2000 r. Jako świa­dek prze­słu­cha­ny zo­stał Ta­de­usz S., pra­cow­nik to­wa­rzy­stwa ubez­pie­cze­nio­we­go, w któ­rym rzeź­ba "La Nona Ora" (Dzie­wią­ta go­dzi­na) wło­skie­go ar­ty­sty Mau­ri­zio Cat­te­la­na była ubez­pie­czo­na.

W grud­niu 2000 r. ubez­pie­czy­ciel wy­pła­cił rów­no­war­tość ponad 30 tys. zł od­szko­do­wa­nia wy­ko­naw­cy na­pra­wy in­sta­la­cji. Teraz firma chce do­cho­dzić tej sumy od Tom­cza­ka. Wi­told Tom­czak sko­men­to­wał po­wra­ca­ją­cą po la­tach spra­wę dla "Na­sze­go Dzien­ni­ka". – W tej spra­wie cho­dzi przede wszyst­kim o to, aby ude­rzyć w god­ność Po­la­ków i ka­to­li­ków i to na na­szej ziemi - po­wie­dział. Dodał też, że nie ża­łu­je, że zde­cy­do­wał się na taki krok. Spra­wa Tom­cza­ka zna­la­zła się na wo­kan­dzie sądu po 13 la­tach od zda­rze­nia. W 2000 r. Tom­czak (wy­bra­ny do Sejmu z listy AWS, wtedy Koło Po­sel­skie Po­ro­zu­mie­nia Pol­skie­go; w la­tach 2004-2009 eu­ro­po­seł LPR), wraz z Ha­li­ną No­wi­ną-Ko­nop­czy­ną (Po­ro­zu­mie­nie Pol­skie) pro­te­sto­wa­li prze­ciw wy­sta­wie zor­ga­ni­zo­wa­nej na stu­le­cie ist­nie­nia ga­le­rii Za­chę­ta, któ­rej czę­ścią była rzeź­ba Cat­te­la­na.

Tom­czak wszedł na wy­sta­wę, wdarł się za ba­rier­ki i usu­nął "me­te­oryt" przy­gnia­ta­ją­cy rzeź­bę pa­pie­ża. Wsku­tek tej akcji fi­gu­rze od­pa­dła część lewej nogi. Tom­czak zo­stał oskar­żo­ny o to, że "dzia­ła­jąc ze z góry po­wzię­tym za­mia­rem, po­przez gwał­tow­ne prze­su­nię­cie" uszko­dził rzeź­bę. Jego czyn miał spo­wo­do­wać stra­tę w wy­so­ko­ści pra­wie 40 tys. zł. W od­po­wie­dzi Tom­czak twier­dził, że za­rzu­ty są dla niego nie­zro­zu­mia­łe, "zwa­żyw­szy na to kim był i co przez 28 lat uczy­nił dla Pol­ski i Po­la­ków Oj­ciec Świę­ty Jan Paweł II". Po znisz­cze­niu rzeź­by po­zo­sta­wił w Za­chę­cie list z żą­da­niem dy­mi­sji jej ów­cze­snej dy­rek­tor Andy Rot­ten­berg, którą okre­ślił mia­nem "urzęd­ni­ka pań­stwo­we­go ży­dow­skie­go po­cho­dze­nia". Rzeź­ba zo­sta­ła wy­co­fa­na z wy­sta­wy. Wkrót­ce Rot­ten­berg zło­ży­ła re­zy­gna­cję z kie­ro­wa­nia ga­le­rią. Tom­czak od po­cząt­ku przy­zna­je się do uszko­dze­nia in­sta­la­cji, ale twier­dzi, że zro­bił to w imię idei oraz że jego wy­bor­cy tego od niego ocze­ki­wa­li.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/oskarzony-o-zniszczenie-instalacji-w-zachecie-zakpiono-sobie-z-polakow-z-katolikow/10gw5

patologia

DATA: 2013/11/19 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 334
 

Nowe fakty ws. abp. Wesołowskiego. "Palił i wciągał narkotyki"

- Arcybiskup Józef Wesołowski palił i wciągał narkotyki - takie zeznania miał złożyć przed dominikańskimi śledczymi diakon Francisco Javier Occis Reyes - informuje portal tvn24.pl. Prawdopodobnie wiedział on o poczynaniach nuncjusza oraz utrzymywał z nim intymne relacje. Dominikańska telewizja NCDN ujawnia także, że w aktach sprawy znalazły się zeznania pięciorga, a nie jak pierwotnie informowano trojga dzieci. Materiały śledcze, które zostały wysłane do Watykanu, zawierają ekspertyzy medyczne, nagrania audio zeznań niektórych ofiar, a także wyjaśnienia, jakie przedstawił diakon Francisco Javier Occis Reyes. Przebywa on obecnie w więzieniu pod zarzutem agresji seksualnej. Jak czytamy na stronach tvn24.pl, mężczyzna miał wyjawić, że abp Wesołowski przy nim nie brał narkotyków, ale miał kupować je na ulicy.

Wa­ty­kan wciąż ofi­cjal­nie mil­czy w spra­wie by­łe­go nun­cju­sza apo­stol­skie­go na Do­mi­ni­ka­nie ar­cy­bi­sku­pa Jó­ze­fa We­so­łow­skie­go, zdy­mi­sjo­no­wa­ne­go w sierp­niu przez pa­pie­ża Fran­cisz­ka w związ­ku z za­rzu­ta­mi pe­do­fi­lii. Nie wia­do­mo, gdzie prze­by­wa były wa­ty­kań­ski dy­plo­ma­ta. Przed­sta­wi­cie­le Wa­ty­ka­nu od­ma­wia­ją wszel­kich ko­men­ta­rzy i od­po­wie­dzi na py­ta­nia, do­ty­czą­ce kro­ków, jakie zo­sta­ną pod­ję­te w spra­wie abpa We­so­łow­skie­go - pierw­sze­go tak wy­so­kie­go rangą do­stoj­ni­ka ko­ściel­ne­go, któ­re­mu za­rzu­co­no czyny pe­do­fil­skie. Wła­śnie z tego po­wo­du sy­tu­acja, w ja­kiej zna­la­zła się Sto­li­ca Apo­stol­ska, jest wy­jąt­ko­wa. Świad­czy rów­nież o tym sta­no­wi­sko, jakie Wa­ty­kan zaj­mu­je w tej spra­wie od po­cząt­ku skan­da­lu. Wy­buchł on latem, gdy do­mi­ni­kań­ska te­le­wi­zja po­ka­za­ła do­stoj­ni­ka, od­wie­dza­ją­ce­go w sto­li­cy kraju miej­sca, znane z pro­sty­tu­cji nie­let­nich, a na­stęp­nie ze­bra­ła re­la­cje bez­po­śred­nich świad­ków.

Kiedy 21 sierp­nia pol­ski nun­cjusz na Do­mi­ni­ka­nie zo­stał w try­bie pil­nym od­wo­ła­ny przez Fran­cisz­ka i we­zwa­ny do Wa­ty­ka­nu, biuro pra­so­we w ogóle o tym nie po­in­for­mo­wa­ło. Wia­do­mość o dy­mi­sji po­twier­dził wa­ty­kań­ski rzecz­nik ksiądz Fe­de­ri­co Lom­bar­di 4 wrze­śnia, gdy po­da­ło ją kilka za­gra­nicz­nych me­diów. Wa­ty­kan wsz­czął na­tych­miast po­stę­po­wa­nie wobec abpa We­so­łow­skie­go w związ­ku z za­rzu­ta­mi pe­do­fi­lii. Trwa ono w Kon­gre­ga­cji Nauki Wiary, która zaj­mu­je się wszyst­ki­mi ta­ki­mi przy­pad­ka­mi. Naj­wyż­szą karą ko­ściel­ną za pe­do­fi­lię jest wy­klu­cze­nie ze stanu du­chow­ne­go. Ofi­cjal­ne oświad­cze­nie dla wszyst­kich me­diów, do­ty­czą­ce by­łe­go nun­cju­sza Wa­ty­kan wydał 12 wrze­śnia. Ksiądz Lom­bar­di wy­ja­śnił, że Se­kre­ta­riat Stanu za­wia­do­mił am­ba­sa­do­ra Do­mi­ni­ka­ny przy Sto­li­cy Apo­stol­skiej o za­mia­rze współ­pra­cy z wła­dza­mi tego kraju. W ten spo­sób od­niósł się do wsz­czę­te­go przez tam­tej­szą pro­ku­ra­tu­rę śledz­twa. - We­zwa­nie nun­cju­sza nie ozna­cza zatem ab­so­lut­nie za­mia­ru nie­do­pusz­cze­nia do tego, by po­niósł on od­po­wie­dzial­ność za to, co zo­sta­nie ewen­tu­al­nie po­twier­dzo­ne - za­pew­nił ks. Lom­bar­di. Pra­wie trzy mie­sią­ce póź­niej, gdy pro­ku­ra­tu­ra na Do­mi­ni­ka­nie za­mknę­ła już do­cho­dze­nie i - we­dług nie­ofi­cjal­nych do­nie­sień - wy­sła­ła jego akta do Wa­ty­ka­nu, nie wia­do­mo, czy pod­jął on de­kla­ro­wa­ną współ­pra­cę.

Wa­ty­kan nie wy­po­wia­da się rów­nież w spra­wie śledz­twa wsz­czę­te­go przez pro­ku­ra­tu­rę w War­sza­wie, która wy­sto­so­wa­ła proś­bę o pomoc praw­ną. Pol­scy pro­ku­ra­to­rzy za­py­ta­li stro­nę wa­ty­kań­ską, czy pro­wa­dzi ona swoje po­stę­po­wa­nie w spra­wie by­łe­go nun­cju­sza oraz o za­kres jego im­mu­ni­te­tu dy­plo­ma­tycz­ne­go. Naj­więk­szą za­gad­ką po­zo­sta­je miej­sce po­by­tu ar­cy­bi­sku­pa Jó­ze­fa We­so­łow­skie­go. Wa­ty­kan od­ma­wia od­po­wie­dzi na py­ta­nie o to, czy do­stoj­nik prze­by­wa za Spi­żo­wą Bramą. Wśród wa­ty­ka­ni­stów do­mi­nu­je prze­ko­na­nie, że jest to mało praw­do­po­dob­ne. Za­uwa­ża­ją oni, że miej­scem, gdzie za­trzy­mu­ją się za­zwy­czaj hie­rar­cho­wie, we­zwa­ni do Wa­ty­ka­nu lub skła­da­ją­cy wi­zy­ty w jego in­sty­tu­cjach, jest Dom świę­tej Marty. Tam jed­nak miesz­ka pa­pież Fran­ci­szek, trud­no zatem są­dzić, by prze­by­wa­li oni pod jed­nym da­chem. W związ­ku z tym nie wy­klu­cza się, że jeśli rze­czy­wi­ście, zgod­nie z po­le­ce­niem Fran­cisz­ka, zdy­mi­sjo­no­wa­ny nun­cjusz czeka za Spi­żo­wą Bramą na za­koń­cze­nie po­stę­po­wa­nia w swo­jej spra­wie, pro­wa­dzo­ne­go w Kon­gre­ga­cji Nauki Wiary, może on prze­by­wać w jed­nym z domów ko­ściel­nych poza Wa­ty­ka­nem; w Rzy­mie lub w jego oko­li­cach. Nie ma jed­nak pew­no­ści, czy rze­czy­wi­ście wciąż znaj­du­je się na te­re­nie Wa­ty­ka­nu bądź Włoch.

Śledz­two w spra­wie po­dej­rze­nia sek­su­al­ne­go wy­ko­rzy­sty­wa­nia dzie­ci przez dwóch pol­skich du­chow­nych: ks. Woj­cie­cha Gila i abp. We­so­łow­skie­go - od­wo­ła­ne­go przez pa­pie­ża Fran­cisz­ka nun­cju­sza apo­stol­skie­go na Do­mi­ni­ka­nie - od końca wrze­śnia pro­wa­dzi Pro­ku­ra­tu­ra Okrę­go­wa w War­sza­wie. Pro­ku­ra­to­rzy ba­da­ją, czy za­cho­dzi po­dej­rze­nie, że pol­scy du­chow­ni do­pusz­cza­li się na Do­mi­ni­ka­nie pe­do­fi­lii, za co w Pol­sce grozi do 12 lat wię­zie­nia. Dru­gim wąt­kiem po­stę­po­wa­nia jest prze­stęp­stwo utrwa­la­nia tre­ści por­no­gra­ficz­nych z dzieć­mi (za­gro­żo­ne po­zba­wie­niem wol­no­ści do 10 lat). For­mal­ną pod­sta­wą wsz­czę­cia tego śledz­twa były in­for­ma­cje, jakie pro­ku­ra­tu­ra uzy­ska­ła z pol­skie­go przed­sta­wi­ciel­stwa dy­plo­ma­tycz­ne­go w Bo­go­cie, które po­twier­dzi­ło w pro­ku­ra­tu­rze na Do­mi­ni­ka­nie, że pro­wa­dzo­ne jest tam po­stę­po­wa­nie w spra­wie do­ty­czą­cej dwóch pol­skich oby­wa­te­li. W pią­tek po­da­no, że pro­ku­ra­tor ge­ne­ral­ny Do­mi­ni­ka­ny prze­słał do Pol­ski ma­te­ria­ły ws. ks. Gila.

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/nowe-fakty-ws-abp-wesolowskiego-palil-i-wciagal-narkotyki/jze9l

patologia

DATA: 2013/11/19 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 336
 

Burmistrz Goleniowa zawierzy gminę Chrystusowi Królowi Wszechświata. "To moja prywatna sprawa"

- Prywatne sprawy dotyczą rodziny, bliskich. Nie gminy - mówi Dariusz Wieczorek, wiceprzewodniczący regionu SLD. Lewica uważa, że burmistrz łamie konstytucję i grożą zawiadomieniem do prokuratury. Burmistrz Robert Krupowicz przygotowuje właśnie autorską formułę zawierzenia. W sobotę o godz. 18.30 wygłosi ją w kościele pw. św. Jerzego podczas uroczystości zakończenia Roku Wiary [trwający od października 2012 r. do Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w 2013 r. okres Rokiem Wiary ogłosił papież Benedykt XVI]. Zaproszenie na tę uroczystość publikuje parafia pw. św. Jerzego w Goleniowie. - To moja prywatna, osobista sprawa. Nie występuję jako burmistrz. Nie ma to żadnych konsekwencji prawnych ani finansowych dla gminy. Nikogo do niczego nie zobowiązuję. Ktoś może przyjść, inny nie - mówi Krupowicz. O swojej decyzji już w minionym tygodniu poinformował radę gminy. Czesław Majdak, przewodniczący rady Goleniowa, przyznaje, że pierwszy raz widział takie pismo:

- Burmistrz zawiadomił, że chce to zrobić jako osoba prywatna - twierdzi przewodniczący. - W czwartek, na wspólnym posiedzeniu komisji rady, ma nam wytłumaczyć, o co chodzi. Przewodniczący ma zamiar dowiedzieć się, czy osoba prywatna może to zrobić. I czy urzędujący burmistrz może tak prywatnie działać. Czeka na wyjaśnienia Krupowicza. Na razie nie dostał żadnych skarg od mieszkańców w tej sprawie. Przeciwko zawierzeniu protestują członkowie zachodniopomorskiego SLD. Zagrozili, że złożą zawiadomienie do prokuratury. Uważają, że burmistrz łamie zasadę rozdziału państwa od Kościoła. - Prywatne sprawy dotyczą rodziny, bliskich. Nie gminy - mówi Dariusz Wieczorek, wiceprzewodniczący regionu SLD. Wieczorek uważa, że skoro burmistrz chciał zawierzyć Goleniów, powinien wcześniej zapytać o zgodę radę gminy. - W Goleniowie mieszkają nie tylko katolicy, ale i wyznawcy innych religii, a także ateiści. Mają konstytucyjne prawo do wolności światopoglądu - mówi.

Krupowicz uważa, że mieszkańcy zrozumieją go, bo znają jego poglądy. - Startowałem w wyborach jako członek rady społecznej przy metropolicie szczecińsko-kamieńskim. Dopiero po wyborach, po konsultacji z ekscelencją arcybiskupem, przestałem zasiadać w tej radzie - mówi. - Ludzie wiedzieli, kogo wybierają. Wiedzą, że wiara jest dla mnie ważna. Burmistrz tak wyjaśnia, dlaczego chce zawierzyć gminę Chrystusowi: - Bo głęboko wierzę w konieczność stwarzania dobra. Modlę się o pomyślność, spokój, harmonię i inną jakość życia publicznego. O to, żeby nasza gmina fajnie się rozwijała. Krupowicz uważa, że to on jest ofiarą nietolerancji: - Dzisiaj wielu głosi slogany o tolerancji dla wszystkich. Ale kiedy ja świadczę swoją wiarę, to już mi się ta wolność nie należy. Bo bycie wierzącym jest dzisiaj niepoprawne politycznie. Dariusz Wieczorek przyznaje, że SLD ma problem, bo nie wie, co konkretnie może zrobić. Na razie prokuratury nie zawiadomili. - Poseł Grzegorz Napieralski ma rozpytać w Sejmie, czy ktoś się spotkał z taką sytuacją - mówi Wieczorek. - Bo żeby papież czy biskup zawierzał miejscowości, to słyszeliśmy. Ale żeby burmistrz gminę, to nie.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14979288,Burmistrz_Goleniowa_zawierzy_gmine_Chrystusowi_Krolowi.html

patologia

DATA: 2013/11/17 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 331
 

Abp Jędraszewski krytykuje gender. "Dziś chodzi o to, żeby się bawić. Modne słowo - grillować. A po nas choćby i potop"

- Gender to modna ideologia, która przez poprawność polityczną staje się obowiązującą doktryną - mówił abp Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, podczas spotkania z młodzieżą w Pabianicach. Jego źródeł dopatruje się w filozofii Engelsa. Abp Marek Jędraszewski wygłosił w kościele Najświętszej Maryi Panny Różańcowej w Pabianicach wykład na temat ateizmu oraz relacji między wiarą a nauką. Po prelekcji metropolita łódzki odpowiadał też na pytania młodzieży. Jedno z nich dotyczyło właśnie gender. - To ideologia, która od kilkunastu lat jest coraz bardziej modna, a nawet w ramach poprawności politycznej jest obowiązującą doktryną - powiedział abp prof. Jędraszewski. Szukając źródeł tego nurtu, zacytował Fryderyka Engelsa, który stwierdził, że "jedną z gorszych opresji, które musi znieść człowiek, jest to, że jest kobietą lub mężczyzną". - Czyli jego biologia. Żeby być wolnym, trzeba to zakwestionować. Nieważne zatem, czy urodziłem się mężczyzną czy kobietą, ale ważne jest to, za kogo się uważam. W każdym momencie mogę uważać, że jestem kobietą, będąc biologicznie mężczyzną, i zachowywać się jak kobieta, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Za jakiś czas mogę to odwołać - mówił abp Jędraszewski o gender.

Metropolita łódzki podkreślił, że to zjawisko kulturowe skierowane jest "przeciwko mnie i mojej tożsamości, wyrastającej zresztą z tego, kim jestem jako człowiek, określony przez moją biologię, czyli kod genetyczny". Konsekwencją jest obrócenie się przeciwko rodzinie i posiadaniu dzieci. - Praktycznie jest to ideologia, szalenie niebezpieczna, która prowadzi do śmierci danej cywilizacji. Jest to też teoria coraz bardziej przyjmowana, czy może nawet narzucana - w Europie i Stanach Zjednoczonych - mówił abp Jędraszewski. - Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim - tu, na terenie Europy - tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej - stwierdził metropolita łódzki.

Według abp. Jędraszewskiego za ideologią gender kryje się negacja Pana Boga, który "stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę". - Powołał ich do wspólnego życia, do tego, żeby żyli w małżeństwach, żeby rodzili dzieci, żeby czynili sobie ziemię poddaną. Dzisiaj chodzi o to, żeby się bawić, żeby - takie modne słowo - "grillować" - taka metafora współczesności. A po nas - niech będzie potop. Przy kwestionowaniu najbardziej - wydawałoby się dotychczas niepodważalnych zasad racjonalności, że ktoś jest kobietą lub mężczyzną. I to jest gender - komentował metropolita łódzki. Abp Jędraszewski odniósł się też do doniesień prasowych o wypowiedzi prof. Magdaleny Środy, która podczas Wielkopolskiego Kongresu Kobiet stwierdziła, że gender wymyślił Jezus Chrystus. - Nie potrafię docenić genialności pani profesor Środy, która twierdzi, że Jezus był pierwszym rzecznikiem gender. Ale to już być może jej jakaś szczególna interpretacja tego zjawiska - powiedział arcybiskup. - Proszę mi wytłumaczyć, bo być może ja jestem za głupi, żeby to zrozumieć - znając Ewangelię - w jakiej mierze Chrystus jest pierwszym twórcą czy zwolennikiem gender? Ja tego nie potrafię, ale być może jestem ograniczony - ironizował abp Jędraszewski.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14966309,Abp_Jedraszewski_krytykuje_gender___Dzis_chodzi_o.html

patologia

DATA: 2013/11/17 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 332
 

Ojcostwo księdza profesora

Zakochała się w nim od pierwszego przytulenia. Wyrzucała go z domu, ale on wracał. Kochała i chce wierzyć, że była kochana. Na pogrzeb nie poszła, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Wiesława Dargiewicz twierdzi, że osiem lat była związana ze znanym i szanowanym ks. prof. Waldemarem Irkiem, twarzą wrocławskiego kościoła, i że owocem ich miłości jest 3,5-letni synek. Gdyby ksiądz nagle nie zmarł, pewnie nadal niewiele osób by o nich wiedziało, a Wiesława Dargiewicz nie wytoczyłaby procesu o ustalenie ojcostwa, nie szukałaby pomocy detektywa Rutkowskiego, nie występowałaby w mediach, nie ekshumowano by zwłok księdza, żeby zrobić badania DNA.

I nie plotkowano by tyle: sama wskoczyła księdzu do łóżka, to teraz ma. Może nawet nie wskoczyła, a szarga imię dobrego proboszcza. Nie zasłużył sobie na takie oszczerstwa. To był dobry ksiądz, ludzki, pięknie głosił kazania. Celebrytka zakichana. Pójdzie do piekła za to, że uwiodła księdza. Cwana baba. Może to nie ten ksiądz jest ojcem dziecka, może inny. Może wcale nie ksiądz. A może ten ksiądz ma jeszcze inne dzieci. Wiesławę Dargiewicz plotki doprowadzają do łez. Trzy dni wyła, kiedy z lokalnej gazety wyczytała, że antyklerykalne „Fakty i Mity” napisały, iż o spadek po księdzu ubiegać się będą dzieci jeszcze dwóch kobiet. Jedyny ślad po nich jest na forum lokalnej gazety. – Co to za człowiek, który udawał taką troskę?! – krzyczy łamiącym się głosem. I już sama nie wie, kochał ją ksiądz, czy nie kochał. Raz myśli, że jednak kochał: – Te półtora roku to była bajka. Żyliśmy pod osłoną nocy, ale myślę, że w prawdzie wobec siebie. Myślę. A potem znów ma wątpliwości, że może jednak nie kochał, skoro był z innymi kobietami? A był? I komu należy się spadek po księdzu?

http://polska.newsweek.onet.pl/ksiadz-profesor-waldemar-irek-i-wieslawa-dargiewicz-na-newsweek-pl,artykuly,274834,1.html

patologia

DATA: 2013/11/16 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 329
 

Kongres katolików. Gender jak nazizm, gej to pedofil

Gender jest równie niebezpieczne jak nazizm i stalinizm, gej jest równoznaczny z pedofilem, PO to partia oszustów, a politycy od Janusza Palikota są na poziomie rynsztoka - tego dowiedzieli się uczestnicy I Kujawsko-Pomorskiego Kongresu Katolików "Stop ateizacji" w bydgoskiej Bazylice W sobotnie popołudnie kilkaset osób, przeważnie starszych, z Bydgoszczy i okolic pojawiło się w bydgoskiej bazylice. Każdy przy wejściu otrzymał egzemplarz "Naszego Dziennika" i broszurkę reklamującą posła PiS Bartosza Kownackiego. - Idę usłyszeć prawdę o tym wszystkich, co złe dzieje się w Polsce. Przecież gołym okiem widać, że chcą wykończyć naszych księży, Kościół. Chcę posłuchać, jak temu przeciwdziałać - mówiła kobieta, na oko 70-letnia, w zielonym berecie.

Zainteresowanie spotkaniem zorganizowanym przez posła Kownackiego, tego samego, który kilka dni temu stał się sławny dzięki słowom o płonącej "pedalskiej" tęczy, było tak duże, że trzeba było zmieniać plany. Po mszy w kościele kongres miał się przenieść do salki konferencyjnej w bazylice, ale wszyscy by się do niej nie zmieścili. Zatem cała impreza odbywała się właśnie w kościele. Wierni, słuchając przez kilka godzin prelegentów, rzeczywiście mogli dojść do przekonania, że wokół krąży wiele zagrożeń, a media, feministki, geje i niektórzy politycy robią wszystko, aby zniszczyć rodzinę, wiarę i Kościół. Zaczął biskup włocławski Wiesław Mering, który jeszcze w kazaniu oskarżył dziennikarzy o manipulację z wykorzystaniem słów papieża Franciszka. - Nawet "Gazeta Wyborcza" i różne TVN-y robią z Ojca Świętego Franciszka autorytet. Próbują zresztą Ojcem Świętym i jego wypowiedziami manipulować tak, żeby móc uderzyć przy okazji w Kościół w Polsce - stwierdził kapłan. - Nowa wersja starego powiedzenia dyktuje im taki sposób postępowania: "Ojciec Święty Franciszek jest dobry, ale Kościół w Polsce jest zły". Wiele sugestii Ojca Świętego Franciszka zostało skierowanych jakby przeciwko kapłanom i biskupom. Już w trakcie paneli dyskusyjnych poświęconych mediom mówiła też posłanka PiS Anna Sobecka. Przekonywała, że czynnie uczestniczą one w ateizacji Polaków i rozbijaniu polskich rodzin.

- Mediom zależy na tym, żeby każdemu członkowi rodziny nadawać osobne prawa. A rodzina to wspólnota życiowa. Rodzina przetrwa w całości, kiedy będzie silna Bogiem - dowodziła. - Wiem, że były zakusy, aby w telewizji publicznej był program dla homoseksualistów. To byłoby uderzenie w rodzinę, nie można tego pokazywać dzieciom i rodzicom. To sposób na ateizację - przekonywała. Ale największą gwiazdą kongresu był ks. Dariusz Oko, który za swoje wystąpienie otrzymał długie oklaski. W czasie jego wykładu poświęconego gender dostało się nie tylko kobietom walczącym o swoje prawa, ale też homoseksualistom i ateistom, którzy zdaniem kapłana stworzyli ideologię gender - naukę maniaków seksualnych, jak ją zdefiniował. - Ateizm jest nieusychającym źródłem ideologii. Kiedyś ateiści byli autorami takich ideologii jak marksizm, stalinizm, maoizm, nazizm. Teraz potrzebują nowej ideologii. I właśnie genderyzm jest taką nową ideologią, która jest równie groźna. Tamte ideologie prowadziły do największych zbrodni w skali świata. Najwięksi zbrodniarze świata to są ateiści - przekonywał Oko.

Uczestnicy od kapłana dowiedzieli się też m.in., że niemal zawsze geje są pedofilami, do tego najczęściej są zarażeni HIV, a dzieci wychowywane w jednopłciowych rodzinach dużo gorzej radzą sobie w życiu. Kościół nie przeszkadzał prelegentom, z których większość stanowili posłowie Prawa i Sprawiedliwości, w uprawianiu polityki. Siedząc na krzesełkach ustawionych przed ołtarzem, otwarcie krytykowali swoich politycznych wrogów, nie szczędząc przy tym ostrych sformułowań. - Platforma Obywatelska to formacja, która nie mówiąc tego wprost, wprowadza przepisy szkodzące Kościołowi i godzi w polskość. To oszuści, kłamcy. Powołują się na wartości, a robią coś innego - mówił poseł PiS Łukasz Zbonikowski. Jednak prowadzącej panel Katarzynie Orłowskiej-Popławskiej, zastępczyni redaktora naczelnego "Naszego Dziennika" to nie wystarczyło. Dociskała posła do kolejnych deklaracji.

- Czy warto dyskutować z posłami Palikota, jeśli nie ma z nimi wspólnej płaszczyzny porozumienia? - dopytywała. - To dylemat. Bo to partia, która próbuje sprowadzić debatę do rynsztoka. Ale z drugiej strony nie możemy zamiatać pod dywan tego, co mówią - odpowiedział Zbonikowski. Parlamentarzyści namawiali katolików, aby walczyli o swoje prawa. I nie zostawali obojętni na częste naruszenia wartości chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. - Do obrazy uczuć dochodzi codziennie. A skazanych przez sąd jest bardzo mało. Gdyby były wyroki, problem byłby mniejszy. Dlatego musimy być aktywni w walce o swoje prawa - stwierdził poseł Kownacki. Jednak wywody polityków nie wszystkim zgromadzonym się podobały. Kiedy zaczęli przemawiać, duża część wiernych zaczęła wychodzić z kościoła. I Kujawsko-Pomorski Kongres Katolików "Stop ateizacji" to pierwsze z cyklu takie spotkanie. Docelowo mają odbywać się we wszystkich województwach.

http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,48722,14964399,Kongres_katolikow__Gender_jak_nazizm__gej_to_pedofil.html

patologia

DATA: 2013/11/15 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 327
 

Po pijaku wjechał na maszt. Twierdził, że prowadził... Chrystus

Pijany 28-letni kierowca wjechał na maszt na jednym z parkingów sklepowych w Dębicy. Był agresywny wobec interweniu­ją­cych policjantów. Na dodatek upierał się, że to nie on prowadził auto. Twierdził, że za kółkiem siedział... Jezus Chrystus - informuje serwis nowiny24.pl. Okazało się, że 28-latek był nie tylko pijany (miał 1,93 promila w organizmie), ale także pod wpływem amfetaminy. Jego VW golf zawisnąć na wysokości ok. jednego metra nad ziemią na złamanym maszcie - mówią policjanci. Pijany kierowca w końcu przyznał się do winy. Ale zdanie zmienił dopiero, gdy wytrzeźwiał. Mężczyźnie grożą 3 lata więzienia. Odpowie nie tylko za jazdę po pijanemu, ale także za znieważenie, naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariu­szy i kierowanie pod ich adresem gróźb karalnych.

http://www.sfora.pl/Po-pijaku-wjechal-na-maszt-Twierdzil-ze-prowadzil-Chrystus-a61667

patologia

DATA: 2013/11/15 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 328
 

Ksiądz skazany za pornozdjęcia wciąż uczy dzieci

Ksiądz skazany za pornozdjęcia przyznał się w prokuraturze do ich posiadania. Tymczasem duchowny wciąż opiekuje się ministrantami i uczy w szkole. Sprawę ks. Wojciecha S., 34-letniego wikariusza w parafii w Wożuczynie na Zamojszczyźnie i nauczyciela religii w Zespole Szkół w Michalowie, "Gazeta Wyborcza" opisała w piątek. We wrześniu, przed sądem rejonowym w Zamościu zapadł wyrok. Duchowny został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę za sprowadzanie, posiadanie i rozprowadzanie zdjęć pornograficznych z udziałem małoletnich. Wyrok jest nieprawomocny. Duchowny najprawdopodobniej się odwoła. Decyzją biskupa diecezji zamojsko-lubaczowskiej Mariana Rojka ksiądz S. może stracić możliwość pracy w szkole. Gdy zapytaliśmy w czwartek ks. Michała Maciołka, rzecznika kurii, czy tak się stanie, ten odpowiedział, że trzeba czekać. Biskup spotkał się już ze skazanym księdzem i poprosił go o pisemne wyjaśnienia. - Ksiądz biskup zawsze stara się dostrzec dobro w człowieku, ma też prawo ufać księdzu, który jest w jego diecezji i rozumie też, że ma on prawo do tego, by się bronić - dodał rzecznik.

Nie ukrywał, że on sam również rozmawiał z ks. S., który uważa, że został "niesprawiedliwie posądzony". W końcu ks. Maciołek stwierdził: - Dzisiaj, jeżeli chodzi o sprawy komputerowe, można zrobić wszystko. Wprowadzić zdjęcia do czyjeś skrzynki i przesłać je dalej. Jest tylko jedno "ale". Dziś poznaliśmy szczegóły sprawy Wojciecha S. Zajmowali się nią policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Tropili siatkę amatorów pornografii dziecięcej w całym kraju. Wojciech S. miał na swoim koncie poczty internetowej dziewięć zdjęć. Otrzymał je od kogoś, a potem przesłał dalej. - Biegły nie miał wątpliwości, na zdjęciach są osoby w wieku poniżej 15. roku życia - mówi Tomasz Landowski, szef prokuratury rejonowej w Sopocie. - Tak też sformułowaliśmy to w akcie oskarżenia. Przesłuchiwany przez nas Wojciech S. przyznał się do posiadania fotografii. Twierdził też, że nie miał świadomości, że widać na nim osoby małoletnie. Pytany o to, czy przesyłał je dalej, zasłonił się niepamięcią. Nie wiadomo, jak ks. S. bronił się przed sądem - po wniosku jego adwokata sąd wyłączył jawność. Kara, na którą został skazany, jest zgodna z wnioskiem prokuratury, stąd też śledczy nie zamierzają się odwoływać od wyroku. Przed sądem stanął również właściciel konta pocztowego, na które Wojciech S. miał przesłać zdjęcia dzieci.

Funkcję wikariusza parafii w Wożuczynie duchowny pełni od dwóch lat. Jej proboszczem od dwóch miesięcy jest ks. Bogdan Jaworowski. Jak przyznaje, przychodząc na parafię nie miał wiedzy o procesie wikariusza. Rozmawiał z nim po doniesieniach medialnych na ten temat. - Powiedział mi, że to proces poszlakowy i że nie ma dowodu, że to on popełnił ten czyn - mówi ks. Jaworowski. - Ja sam nie miałem do tej pory żadnych skarg na niego. Do obowiązków ks. Wojciecha S. jako wikarego należy nadzór nad ministrantami. Spotyka się z młodzieżą w kościele. Czy nie powinien zostać odsunięty od tej pracy? - Decyzje należą do księdza biskupa. Nie mam żadnego dokumentu w tej sprawie. Ale trudno, żebym przechodził nad nią obojętnie, jestem nią bardzo zaniepokojony - przyznaje ks. Jaworowski. - Chciałbym, by jak najszybciej sprawa została wyjaśniona. We wtorek ks. Wojciech wraca z rekolekcji. Porozmawiam z nim. Decyzją Krzysztofa Babisza, lubelskiego kuratora oświaty, rozpoczęło się już wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne wobec księdza S. W piątek kuratorium wysłało list z informacją o tym do Zespołu Szkół w Michalowie. Teresa Gawlik, jego dyrektor w rozmowie z "Gazetą" twierdziła, że by podjąć jakieś decyzje dotyczące nauczyciela religii, wyrok w jego sprawie musi być prawomocny.

Jednak Anna Szczepińska, lubelska wicekurator oświaty, odpowiada, że dyrektor szkoły ma i tak możliwość zawieszenia nauczyciela. Wynika to wprost z zapisów Ustawy - Karta nauczyciela: "Dyrektor szkoły może zawiesić w pełnieniu obowiązków nauczyciela (...) przeciwko któremu wszczęto postępowanie karne lub złożono wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, jeżeli ze względu na powagę i wiarygodność wysuniętych zarzutów celowe jest odsunięcie nauczyciela od wykonywania obowiązków w szkole. W sprawach niecierpiących zwłoki nauczyciel i dyrektor szkoły może być zawieszony przed złożeniem wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego". - Czekam na pismo z kuratorium - mówi dyrektor Gawlik. - Wtedy podejmę decyzję.

http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,14960396,Ksiadz_skazany_za_pornozdjecia_wciaz_uczy_dzieci__NOWE.html

patologia

DATA: 2013/11/14 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 322
 

Opinie księdza-sedewakantysty: "Palenie tęczy moralnie uzasadnione", "Skinheadzi bywają przydatni"

"Prawo naturalne ma większą wartość niż pozytywne, czyli stanowione. To pierwsze pochodzi od Boga, a to drugie od człowieka, dlatego pod pewnymi warunkami można - odwołując się do prawa naturalnego - nie stosować się do przepisów prawa stanowionego" - przekonuje w rozmowie z serwisem Prawy.pl ks. Rafał Trytek, sedewakantysta. Opinie księdza można zaś przeczytać m.in. na Fronda.pl, które prezentuje się jako "portal poświęcony". Ksiądz Trytek, wyświęcony przez suspendowane Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, w rozmowie z Prawy.pl komentuje fakt spalenia przez uczestników Marszu Niepodległości tęczy z kwiatów na warszawskim pl. Zbawiciela. Trytek jednak się nie oburza, a wręcz usprawiedliwia chuligański akt. "Palenie tęczy jest moralnie uzasadnione, choć nielegalne" - mówi.

Ksiądz podkreśla, że skinheadzi i stadionowi chuligani "nie są krzyżowcami, którzy walczą o chrześcijaństwo", ale - jego zdaniem - bywają przydatni, "gdy trzeba zwalczać np. propagandę homoseksualną". Jego opinie można przeczytać m.in. na stronie Fronda.pl, "portalu poświęconym" (jak się sami określają) Tomasza Terlikowskiego. Trytek określa siebie jako "tradycjonalistę i monarchistę o poglądach narodowych". Dodaje, że "bliżej mu" do ONR-ABC, a Romana Dmowskiego ceni jako "realistycznego polityka". A jak postrzega świat? "Wydaje się, że sterowana przez masonerię lewica, ale i duża część prawicy chcą ostatecznie dostosować nas do standardów unijnych. Zatem w tej ostatecznej walce o tożsamość muszą stanąć ramię w ramię wszyscy pragnący bronić naszej katolickiej tradycji i kultury narodowej". Ksiądz należał i był wyświęcony przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, które pozostaje w sporze ze Stolicą Apostolską. Trytek jest sedewakantystą - nie uznaje zwierzchnictwa papieża (wg sedewakantystów wszyscy papieże po Piusie XII są "antypapieżami") oraz postanowień Soboru Watykańskiego II.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14954114,Fronda_publikuje_opinie_ksiedza_sedewakantysty___Palenie.html

patologia

DATA: 2013/11/14 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 323
 

Rydzyk o tęczy: Symbole zboczeń nie powinny być tolerowane

Nie wiem, czy ktoś z ide­ału pod­pa­lił, czy to była pro­wo­ka­cja, ale takie sym­bo­le nie­nor­mal­no­ści, zbo­czeń, nie po­win­ny być to­le­ro­wa­ne i nie po­win­ny być za pie­nią­dze wszyst­kich ludzi – po­wie­dział na an­te­nie Radia Ma­ry­ja o. Ta­de­usz Ry­dzyk. Du­chow­ny jest dumny z uczest­ni­ków mar­szu. Pod­czas au­dy­cji pt. "Pa­trio­tycz­ne pod­zie­mie" oj­ciec Ry­dzyk za­brał głos w spra­wie in­cy­den­tów w War­sza­wie pod­czas Mar­szu Nie­pod­le­gło­ści – po­da­je wyborcza.​pl. Po­chód zor­ga­ni­zo­wa­ny przez Ruch Na­ro­do­wy, pod­czas któ­re­go pod­pa­lo­no budkę straż­ni­czą przy am­ba­sa­dzie Rosji i tęczę, o. Ta­de­uszo­wi Ry­dzy­ko­wi się po­do­bał. – Wi­dzia­łem tam wiel­ki ide­alizm. Tam szli lu­dzie pra­gną­cy praw­dy, pra­gną­cy dobra. Pra­gną­cy mi­ło­ści praw­dzi­wej, ko­cha­ją­cy dru­gie­go czło­wie­ka, to wszyst­ko, co Pol­skę sta­no­wi. Ja je­stem dumny z ta­kiej mło­dzie­ży – mówił re­demp­to­ry­sta.

Za­kon­nik na­wią­zał także do pod­pa­le­nia tęczy na pl. Zba­wi­cie­la. In­sta­la­cja po­wsta­ła, by upa­mięt­nić pol­ską pre­zy­den­cję w Unii Eu­ro­pej­skiej. Ale tęcza jest także sym­bo­lem to­le­ran­cji wobec ho­mo­sek­su­ali­zmu. – Nie wiem, czy ktoś z ide­ału pod­pa­lił, czy to była pro­wo­ka­cja, ale takie sym­bo­le nie­nor­mal­no­ści, zbo­czeń, nie po­win­ny być to­le­ro­wa­ne i nie po­win­ny być za pie­nią­dze wszyst­kich ludzi – po­wie­dział o. Ry­dzyk. – A to, że były roz­ró­by, to jest wina po­li­cji. To jest wina tych, któ­rzy rzą­dzą w tej War­sza­wie. A jesz­cze ta cała tęcza. Prze­cież to jest wstyd! To jest ce­lo­wo plu­cie nam w twarz, i to ka­to­li­kom. Na placu Zba­wi­cie­la! – ko­men­to­wał za­kon­nik na an­te­nie Radia Ma­ry­ja w nocy ze środy na czwar­tek. – Szko­da, że ten pięk­ny znak przy­mie­rza z Bo­giem za­własz­cza­ją, od­da­ją lu­dziom, któ­rzy są cho­rzy. Bo ho­mo­sek­su­alizm czy les­bij­stwo, czy coś, to jest cho­ro­ba – dodał.

http://fakt.onet.pl/rydzyk-o-teczy-symbole-zboczen-nie-powinny-byc-tolerowane,artykuly,428991,1.html

patologia

DATA: 2013/11/14 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 324
 

Warszawa: Projekcja "Adoracji" w CSW obrzucona czerwoną farbą

Policja zatrzymała w czwartek wieczorem mężczyznę, który w Centrum Sztuki Współczesnej oblał czerwoną farbą ścianę, na której wyświetlano film "Adoracja" Jacka Markiewicza. Widać na nim nagiego mężczyznę ocierającego się o figurę Chrystusa na krzyżu. - Policja została wezwana przez ochronę Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie funkcjonariuszom wskazano mężczyznę ujętego po tym, jak oblał czerwoną farbą ścianę, na której wyświetlano film "Adoracja" - powiedział PAP Andrzej Browarek z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Zatrzymany mężczyzna jeszcze w czwartek ma być przesłuchany.

W ramach większej wystawy pod nazwą "British British Polish Polish: sztuka krańców Europy w latach 90. I dziś" prezentowany jest film Jacka Markiewicza z 1993 r. zatytułowany "Adoracja" - to praca dyplomowa tego artysty. Na filmie widać nagiego mężczyznę ocierającego się o figurę Jezusa na krzyżu. - Gdy wszedłem do kościoła w Warszawie i zobaczyłem ludzi modlących się do wyrzeźbionego niby-boga, przeżyłem szok. Do pracy, w której pieszczę Chrystusa, motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. I mimo wszystko jest to praca religijna - o uwielbieniu Boga - mówił Markiewicz w jednym z wywiadów. Przeciwko wystawie protestowały środowiska katolickie, a także niektórzy politycy, m.in. z PiS. Przed CSW odbyła się demonstracja, a w samym Centrum - jak donosiły media - prowadzono modlitwę ekspiacyjną za zniewagę krzyża oraz w intencji jak najszybszego zamknięcia wystawy. Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik ocenili, że na ekspozycji sprofanowano krzyż. Natomiast minister kultury Bogdan Zdrojewski odmówił dodatkowego finansowania wystawy w CSW. Doniesienia o obrazie uczuć religijnych przez film "Adoracja" wpłynęły też do prokuratury.

http://fakty.interia.pl/polska/news-warszawa-projekcja-adoracji-w-csw-obrzucona-czerwona-farba,nId,1058139

patologia

DATA: 2013/11/13 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 321
 

Feministki pozwały abp. Michalika. Katolicy: - Trzeba wyeliminować z prawa taką możliwość

Katolicki ruch "Stop Laicyzacji" staje w obronie abp. Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i metropolity przemyskiego, którego do sądu pozwały feministki. Działacze ruchu chcą, by zwykły Kowalski nie mógł kogoś oskarżać o zniesławienie. "Uważamy za niedopuszczalne wykorzystywanie procedur sądowych do tego, by zwalczać i poniżać naszego pasterza, Arcybiskupa Józefa Michalika. Nie może być tak, że każdy, kto działa z takich pobudek, będzie miał możliwość stawiania i oskarżania przed sądem inną osobę" - czytamy w piśmie, które ruch "Stop Laicyzacji" wysłał do wszystkich parlamentarzystów, a także ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego i prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.

Ruch apeluje do ministra, prokuratora i parlamentarzystów "o podjęcie natychmiastowych działań legislacyjnych, które doprowadzą do wyeliminowania takich możliwości". "Ci, którzy chcą walczyć z nami, katolikami, z Kościołem, podejmują oczywiście takie działania tendencyjnie. Jednak w samych przepisach musi być jakaś niedoskonałość, skoro formalnie jest to możliwe" - czytamy w dalszej części pisma. Ruch zaznaczył, że oczekuje "natychmiastowej reakcji w tej sprawie". Oświadczenie ruchu "Stop Laicyzacji" jest reakcją na prywatny akt oskarżenia przeciwko abp. Józefowi Michalikowi, jaki kilkanaście dni temu złożyła do sądu we Wrocławiu działaczka ruchu feministycznego Małgorzata Marenin. Marenin poczuła się dotknięta treścią kazania, wygłoszonego przez przewodniczącego KEP 16 października we Wrocławiu. Abp Michalik nawiązał wtedy do opisywanych w mediach przypadków pedofilii. - Tego rodzaju zła nie wolno tolerować. Ale nikt nie odważy się pytać o przyczyny, żadna stacja telewizyjna nie walczy z pornografią, promocją fałszywej, egoistycznej miłości między ludźmi. Nikt nie upomina się za dziećmi cierpiącymi przez brak miłości rozwodzących się rodziców, a to są rany bolesne i długotrwałe - mówił abp Józef Michalik.

Powiedział także, że "na naszych oczach następuje promocja nowej ideologii gender". - Już kilkanaście najwyższych uniwersytetów w Polsce wprowadziło wykłady z tej nowej, niezbyt jasnej ideologii, której programową radę stanowią najbardziej agresywne polskie feministki, które od lat szydzą z Kościoła i etyki tradycyjnej, promują aborcję i walczą z tradycyjnym modelem rodziny i wierności małżeńskiej - mówił abp Michalik. Małgorzata Marenin w prywatnym oskarżeniu napisała, że abp Michalik ją pomówił jako przedstawicielkę ruchu feministycznego oraz jako osobę po rozwodzie, wychowującą dziecko w niepełnej rodzinie. Według Marenin wypowiedzi przemyskiego duchownego poniżyły ją w opinii publicznej i naraziły na utratę zaufania potrzebnego w działalności społecznej. Na prywatny akt oskarżenia przeciwko abp. Michalikowi w środę zareagowali działacze ruchu "Stop Laicyzacji" i skupieni wokół niego członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej. - Pozew złożony przeciwko abp. Józefowi Michalikowi pobudził nas do reakcji - twierdzi Paweł Kurasz, prezes KSM. - Stawianie arcybiskupa przed sądem jest nadinterpretacją prawa. To walka ideologiczna - twierdzi Kurasz.

Działacze ruchu chcą zmian w art. 212 Kodeksu karnego. To przepis pozwalający na skierowanie do sądu prywatnego aktu oskarżenia za zniesławienie bez angażowania do tego policji i prokuratury. - Chcemy wyeliminowania możliwości skierowania oskarżenia przez osobę cywilną. Chcielibyśmy, żeby wcześniej sprawą zajęła się prokuratura i to ona zdecydowała, czy są podstawy do kierowania do sądu aktu oskarżenia - tłumaczy Paweł Kurasz. - Zależy nam na ograniczeniu procedur w sprawach, które nie są dobrze udokumentowane - przekonuje prezes KSM. Jego zdaniem pozew przeciwko abp. Michalikowi jest słabo udokumentowany. - W kazaniu abp. Michalika nie spotkałem się z niczym nadzwyczajnym. Wygłosił to, co mówi Ewangelia. Od zawsze zdaniem abp. Michalika najważniejszym dobrem jest rodzina i tradycja. Dziwi nas reakcja na to kazanie - powiedział nam Paweł Kurasz. - Nie chcemy stawiać ponad prawem abp. Józefa Michalika - zarzeka się Tadeusz Rogowski z ruchu "Stop Laicyzacji".

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14944450,Feministki_pozwaly_abp__Michalika__Katolicy_biora.html

patologia

DATA: 2013/11/08 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 315
 

Burmistrzu! Nie przestawiaj krzyża! Nawet jeśli jest niebezpieczną samowolą

Bo będzie procesja i wbijemy tu drugi krzyż! - usłyszał burmistrz Nowego Warpna, gdy po przebudowie pobocza chciał, ze względów bezpieczeństwa, przestawić przydrożny krzyż na drugą stronę jezdni. Piątkowe popołudnie. Wjeżdżam rowerem do Nowego Warpna, niewielkiego, uroczego miasteczka 50 km od Szczecina. Na rozstaju dróg krząta się ekipa robotników i burmistrz miasteczka Władysław Kiraga. - Może stać tu?! - krzyczy burmistrz w stronę domku stojącego po drugiej stronie szosy i pokazuje palcem miejsce przy szosie. Z okna wychyla się staruszka. - Nie! Nie stał tu! Tam bardziej.... no tam... ale nie tu! - odpowiada pani w chuście na głowie. I szybko zamyka okno. Obserwuje. Z "Gazetą" za nic nie porozmawia. Burmistrz wzdycha, zapala kolejnego papierosa i tłumaczy, w czym rzecz:

- Tu przy drodze stał drewniany krzyż. Samowola, nie ma na niego żadnych papierów. Ale kto by odważył się robić z tego aferę. No więc stał, ale zdemontowaliśmy go na wszelki wypadek, gdy zabraliśmy się za budowę drogi rowerowej. Żeby go jakiś ciężki sprzęt nie złamał. Teraz przy drodze stanęła bariera. I proszę spojrzeć. Czy teraz to dobre miejsce na krzyż? Patrzę na wąski pas ziemi między biało czerwoną barierą a jezdnią. - Złe miejsce. Niebezpieczne, za blisko drogi. Jeszcze w kogoś składającego kwiaty auto uderzy - kontynuuje burmistrz. Gospodarz miasteczka zdecydował więc, że ustawi krzyż po drugiej stronie ulicy. Tam, gdzie więcej miejsca i bezpieczniej. Robotnicy już mieli lać beton pod fundament, gdy mieszkanka pobliskiego domku podniosła rwetes. 88-letnia pani popukała do drzwi sąsiadów, wieść szybko się rozniosła i burmistrz usłyszał: jak krzyż nie wróci dokładnie w to samo miejsce, gdzie stał, to będzie awantura.

- To znaczy procesja, która zakończy się wbiciem brzozowego krzyża w miejsce, gdzie stał stary - mówi Władysław Kiraga. Burmistrz skapitulował. Jak mówi, nie chce szumu, polityków PiS-u na głowie i łatki, że wojuje z Kościołem. W piątek trwały ustalenia co do dokładnego miejsca powrotu krzyża. - Trochę tu przebudowaliśmy. A co będzie, jeśli wyjdzie na to, że stał tu, gdzie teraz jest droga dla rowerów? - śmiał się jeden z budowlańców. Kiedy w piątek wczesnym popołudniem opuszczałem miasteczko, dokładna lokalizacja krzyża nie była jeszcze przesądzona.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14921543,Burmistrzu__Nie_przestawiaj_krzyza__Nawet_jesli_jest.html

patologia

DATA: 2013/11/06 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 309
 

Skandaliczne słowa księdza. "Dzieci same wchodzą do łóżek"

Mamy dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci "wchodziły" do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka - mówi w rozmowie z portalem epiotrkow.pl ks. dr Ireneusz Bochyński, rektor Kościoła Akademickiego Panien Dominikanek w Piotrkowie Trybunalskim Duchowny tłumaczy, że w przypadku niektórych dzieci ich świadomość jest dorosła i dojrzała. Jego zdaniem teza o tym, że nieletni mogą prowokować pedofilów nie jest bezpodstawna. Zastrzega jednocześnie, że są to wyjątki od reguły.

Ks. Bochyński mówi też o problemach w rodzinach, które mogą popychać dzieci do takich zachowań. Teraz, kiedy mamy całe morze małżeństw rozbitych, a więc rodzin niepełnych, gdzie najczęściej brakuje ojca, będzie się coraz częściej zdarzać, że dzieci bez takich wzorców będą lgnęły do mężczyzn - zauważa piotrkowski duchowny. Jego zdaniem na brak tabu w sprawach intymnych wpływają też treści prezentowane w internecie czy telewizji.

http://www.sfora.pl/Skandaliczne-slowa-ksiedza-Dzieci-same-wchodza-do-lozek-a61347

patologia

DATA: 2013/11/02 ZRODLO: rp.pl RAPORT NR: 304
 

Egzorcyści mają u nas dużo pracy

Liczba Polaków, którzy chcą skorzystać z pomocy egzorcystów, rośnie tak szybko, że zaniepokoiła biskupów. Lawinowo przybywa w Polsce egzorcystów. W ciągu 15 lat ich liczba wzrosła z czterech aż do 120. W Europie więcej egzorcystów pracuje tylko we Włoszech. Polscy egzorcyści organizują dla siebie specjalne konferencje i szkolenia. Spotykają się także na rekolekcjach. Wszystko po to, by – jak twierdzą – skuteczniej walczyć z opętaniami przez szatana. – Jeżeli wzrasta relatywizm moralny, jeżeli traci się moralny punkt odniesienia, to wtedy logiczną konsekwencją będą problemy związane ze zniewoleniami duchowymi – tak potrzebę coraz większej liczby egzorcystów wyjaśnia ks. prof. Aleksander Posacki, ekspert Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów.

Egzorcyści coraz częściej pojawiają się w mediach, publikują książki o opętaniach, zniewoleniach demonicznych i okultyzmie. Publikacje te rozchodzą się w dużych nakładach. Wychodzący od roku miesięcznik „Egzorcysta" musiał np. robić dodruki pierwszych numerów, bo tak ogromne było zainteresowanie poruszaną w nim tematyką. – Egzorcyści coraz częściej wskazują na obecność szatana w książkach dla dzieci, w dziełach sztuki, w ćwiczeniach gimnastycznych – mówi psycholog i terapeuta o. Jacek Prusak. – Nakręca to jakąś przedziwną spiralę. Ludzie zaczynają widzieć zło wszędzie. Nawet tam, gdzie go nie ma – wskazuje. Nic więc dziwnego, że do egzorcystów w całej Polsce puka coraz więcej osób. Zauważyli to także biskupi. W sierpniu o posłudze egzorcysty rozmawiali na zebraniu na Jasnej Górze. Jak dowiedziała się „Rz", hierarchów niepokoi coraz częstsze straszenie szatanem. – Takie niebezpieczeństwo niestety istnieje, i to trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, także, co może zabrzmieć paradoksalnie, w odniesieniu do księży, którym została zlecona misja bycia egzorcystą – mówił kilka dni temu na dorocznej odprawie księży z wydziałów duszpasterskich abp Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, relacjonując spotkanie w Częstochowie. Nagranie z tego spotkania pojawiło się w Internecie.

Głos ten nie jest odosobniony. – Biskupi dostrzegli, że niekiedy zdarza się słyszeć, iż popadamy ostatnio w jakąś skrajność w mówieniu o siłach zła – potwierdza w rozmowie z „Rz" abp Józef Michalik, przewodniczący episkopatu Polski. – Oczywiście nie negujemy istnienia szatana, bo widzimy jego działanie. Natomiast nie możemy popadać tu w jakąś przesadę – dodaje metropolita przemyski. Dlatego, jak ustaliliśmy, biskupi chcą uregulować pracę egzorcystów i opracować dla nich specjalny regulamin.

http://www.rp.pl/artykul/20,1061606-Egzorcysci-maja-u-nas-duzo-pracy.html

patologia

DATA: 2013/11/01 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 303
 

Biskup Antoni Pacyfik Dydycz: tajemnica spowiedzi czy donosicielstwo?

Donosicielstwo czy tajemnica spowiedzi? Biskup drohiczyński apeluje do kapłanów, wiernych i władz w sprawie pedofilii wśród księży. W liście duszpasterskim do diecezjan biskup Antoni Pacyfik Dydycz twierdzi, że duchownych nie powinno nakłaniać się do współpracy ze świeckimi instytucjami, nawet w kontekście ujawniania pedofilii. Jego zdaniem, Kościół atakuje się za to, że jego przedstawiciele nie są "donosicielami" i nie przekazują informacji na temat pedofilii wymiarowi sprawiedliwości. Tymczasem - podkreśla - księża słyszą o wielu takich przypadkach na spowiedzi, ale obowiązuje ich tajemnica tejże. Jej ujawnienie podważy zaufanie do instytucji spowiedzi - pisze biskup Dydycz. Hierarcha dodaje, że dobrze ukazuje to telewizyjny serial "Ojciec Mateusz". Jego główny bohater podpowiada policji przesłanki, bądź wskazuje "pewną logikę", jednak nigdy nie ujawnia nazwiska sprawcy.

Duchowny wskazuje też, że Kościół nie jest wyłącznie od karania. Prawo przewiduje bowiem kary dla sprawców przestępstw i wykroczeń, a Kościół daje grzesznikom szanse na nawrócenie. "Samo ukaranie pedofila, nawet najsurowsze, to tylko jeden wypadek. Usuwanie przyczyn natomiast, to ratunek dla tysięcy" - pisze hierarcha. Jego zdaniem, takim ratunkiem jest "oczyszczanie" współczesnej kultury z pornografii, ukazywanie znaczenia "zdrowej moralności" i umacnianie ludzkiej woli w dążeniu do dobra, a także między innymi modlitwę. List, opublikowany na stronie internetowej diecezji drohiczyńskiej, zostanie odczytany wiernym w niedzielę.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Biskup-drohiczynski-Antoni-Pacyfik-Dydycz-tajemnica-spowiedzi-czy-donosicielstwo,wid,16136126,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/10/29 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 295
 

Katecheta flirtował z nastolatką. Już nie uczy, ale został dyrektorem

To były katecheta z Zespołu Szkół w Terespolu. Jako nauczyciel dostał karę nagany z ostrzeżeniem za niewłaściwe relacje na linii nauczyciel - uczennica. Komisja dyscyplinarna dla nauczycieli go ukarała, a on się od orzeczenia nie odwołał Do szkoły nie wrócił, bo nie dostał zgody kurii. Teraz został dyrektorem ośrodka kultury. Sprawę prowadziła prokuratura w Białej Podlaskiej. Chodziło między innymi o tak zwane inne czynności seksualne. Postępowanie, już prawomocnie, zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego. - Uznajemy, że czyn był, natomiast nie nosił znamion przestępstwa - mówi Joanna Kozłowska, szefowa prokuratury w Białej Podlaskiej. Chodzi o to, że uczennica miała skończone 15 lat, a to granica przewidziana w Kodeksie karnym (jeśli osoba powyżej 15. roku życia godzi się np. na całowanie, dotykanie czy inne podobne zachowania, to nie jest to przestępstwem). Od śledczych usłyszeliśmy jednak, że zachowania katechety były niemoralne i nieetyczne.

I prokuratura, i komisja dyscyplinarna o szczegółach sprawy nie chcą mówić - wiadomo, że chodziło o spotkania nauczyciela z nastolatką i SMS-y, które do niej wysyłał, i na które ona odpowiadała. Katecheta nauczycielem już nie jest, bo kuria nie przedłużyła mu tak zwanej misji do nauczania religii, a to wyklucza możliwość dalszej pracy w szkole. - Cofnięcie misji powoduje, że taka osoba dostaje wypowiedzenie umowy o pracę. I takie pismo z kurii przyszło, ja byłem zobligowany wypowiedzieć umowę. To dzieje się z automatu - powiedział TOK FM dyrektor szkoły Zenon Iwanowski.

Były już katecheta po utracie pracy stanął do konkursu na dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Kodniu. Jak informuje sekretarz gminy, był jedynym kandydatem. Wójt Ryszard Zań mówi nam, że o żadnej karze dyscyplinarnej nic nie wiedział, a "dokumenty były w porządku". Mężczyzna od 15 października rozpoczął pracę. Znów pracuje z młodzieżą, jak ustaliliśmy, uczy gry na instrumentach, na razie ma umowę na pół roku. Ryszard Zań nie ma zamiaru sprawdzać, czy dyrektor był karany dyscyplinarnie czy też nie. - Dlaczego ja mam sprawdzać? W dokumentach, które przedstawił, o żadnej karze nie ma nic. Obowiązki zaczął wykonywać super, więc po co mam szukać dziury w całym? - mówi wójt. Co oznacza "super wykonywanie obowiązków"? - Przygotował już pierwszą imprezę powiatową, która odbyła się w niedzielę, i to na niezłym poziomie. Można się czepiać każdego - odpowiada wójt.

http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,14863521,Katecheta_flirtowal_z_nastolatka__Juz_nie_uczy__ale.html

patologia

DATA: 2013/10/29 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 296
 

Ksiądz nie chciał pochować małego Kubusia!

Ból rozdziera serca rodziców Kubusia (†3 l.) z Tychów. Ich synek zmarł niespodziewanie, choć był zdrowy i świetnie się rozwijał. Kiedy nagle Bóg odebrał maleństwo mamie i tacie, zrozpaczeni rodzice chcieli urządzić mu katolicki pogrzeb. Chcieli, by za duszę Kubusia pomodlił się ksiądz. Ale ten... odmówił! W tym samym dniu miał ślub. Kubuś spoczął więc w ziemi bez modlitwy kapłana. Rodzicom zależało na tym, by dziecko, które tak kochali, miało godny pochówek. Wraz z przyjaciółką wybrali się więc do księdza. Chcieli, by odprawił nabożeństwo i pomodlił się za duszę Kubusia. Dostali cios prosto w serce. Proboszcz parafii św. Krzysztofa, do której należeli i w której chrzcili Kubę, odmówił im odprawienia mszy świętej za zmarłe dziecko! W tym samym dniu miał ślub, więc być może bał się, że nie uda mu się pogodzić obu tych uroczystości.

Nowożeńcom jednak nie odmówił udziału w ceremonii zaślubin... Jak tłumaczy ten wybór kapłan? W dość zawiły sposób, którego rodzice Kubusia nie rozumieją. – Nie muszę tego robić – powiedział "Faktowi" ksiądz Wojciech W., proboszcz tyskiej parafii. – Dziecko jest bez grzechu i msza w jego intencji po śmierci nie jest potrzebna, bo to jest już aniołek. Takie są zasady, dlatego uważam, że zrobiłem wszystko tak jak należy – mówi. Rodzice odeszli z kwitkiem. W tej sytuacji byli bezradni. W to, co usłyszała, nie mogła uwierzyć koleżanka matki Kuby. Zaczęła dyskusję z księdzem, lecz i tak nie udało się jej go przekonać do zmiany zdania. Ksiądz zamknął zrozpaczonym rodzicom drzwi przed nosem i pozostawił ich samych sobie. Pogrzeb dziecka odbył się więc po cichutku, bez ceremonii żałobnej.

Tym, co zrobił proboszcz, oburzeni są inni wierni. – To się w głowie nie mieści. Jestem katoliczką, praktykującą. Regularnie chodzę do kościoła i angażuję się w jego sprawy. Czytam prasę katolicką. Wiem, że ksiądz ma służyć ludziom. Jeśli proszą go o odprawienie mszy, powinien to zrobić. Przecież ci rodzice szukali pocieszenia! Uważam, że proboszcz, który odmówił odprawienia nabożeństwa, działał wbrew naukom papieża Franciszka. Powinien się wstydzić – mówi Justyna Tomaszewska (36 l.) z Tychów. – Księża odprawiali przecież mszę za Madzię z Sosnowca czy za tego chłopczyka z Cieszyna. A za Kubusia ksiądz nie chciał się modlić!

Pogrzeb Kuby był skromny. Chłopczyk spoczął w białej trumience na największym cmentarzu w Tychach. Leży wśród innych grobów małych dzieci. Wśród aniołków.– Rodzice Kuby są w bardzo złym stanie psychicznym. Bardzo cierpią po stracie dziecka. W tej sytuacji postanowiliśmy, że przeprowadzimy z nimi czynności po Wszystkich Świętych, taka też była ich prośba – mówi Agata Słuszniak, prokurator rejonowa w Tychach. – W podobnym czasie zamierzamy też wezwać do złożenia wyjaśnień lekarza, który przepisał dziecku leki. Kluczowe dla wyjaśnienia sprawy będą wyniki badań po sekcji zwłok, jakie wykonają biegli z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Otrzymamy je najprawdopodobniej za dwa miesiące.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ksiadz-nie-chcial-pochowac-malego-Kubusia,wid,16119212,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/10/29 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 297
 

Świadek o abp. Józefie Wesołowskim: to był człowiek seksualnie chory

- To był człowiek seksualnie chory. Tu chodziło o coś więcej niż dzieci, cokolwiek, co by zaspokoiło jego apetyt seksualny - mówi zeznający w dominikańskiej prokuraturze ws. arcybiskupa Józefa Wesołowskiego ważny świadek, do którego relacji dotarł dziennikarz TVP Info. Mężczyzna twierdzi, że były nuncjusz apostolski wykorzystywał seksualnie chłopców zajmujących się prostytucją. Śledczy czekają na odpowiedź z Watykanu w sprawie statusu arcybiskupa. - Mówił mi, że miał pewien ulubiony i specyficzny typ upodobań. O tym mi opowiadał - mówi świadek zeznający w dominikańskiej prokuraturze w sprawie arcybiskupa Wesołowskiego. Na świadku ciążą zarzuty stręczycielstwa i molestowania nieletnich. Mężczyzna przebywa w więzieniu i współpracuje z wymiarem sprawiedliwości.

Dziennikarz TVP Info Piotr Krysiak, który wrócił niedawno z Dominikany, rozmawiał też z dziećmi, które codziennie przychodzą na Bulwar Malecon na Dominikanie. Po zmierzchu przychodzi tu kilkudziesięciu chłopców oferujących usługi seksualne. Tu miała zacząć się sprawa abp. Wesołowskiego. W ubiegłym roku arcybiskup przyjechał tu z obecnym świadkiem dominikańskiej prokuratury. Świadek nagabywał chłopca, aby wziął udział w orgii seksualnej z duchownym. – Powiedział, że zainteresował się młodym białym chłopcem 15-16 letnim. Powiedział mi: podoba mi się ten chłopak i zapytał mnie: Ile to będzie mnie kosztować? – wspomina świadek zeznający w dominikańskiej prokuraturze w sprawie arcybiskupa Wesołowskiego.

Chłopcy z którymi rozmawiał dziennikarz TVP Info przyznają, że widzieli arcybiskupa Wesołowskiego na bulwarze. – Przyjeżdżał tutaj często. Widziałem, jak spacerował, ale nie widziałem, aby cokolwiek tutaj robił. Czasami tylko błogosławił ludzi i ziemię. Chodził, spacerował, wracał do auta i odjeżdżał – wspomina jeden z chłopców. – Ze mną nic nie robił, ale widziałem osoby z którymi wychodził. Mi nigdy tego nie proponował – wspomina jeden z chłopców. Dziennikarz TVP Info dotarł też do zeznań chłopca, który oskarża arcybiskupa Wesołowskiego. - Zobaczył, jak się kąpię. Zawołał mnie. Zapytał o imię. Dał mi 100 peso. Innego dnia poszliśmy do jego jeepa. Zatrzymał się, wziął komórkę, powiedział, żebym się masturbował. Zrobiłem to. Później zaczął mnie nagrywać. Podczas masturbacji zaczął mnie całować. Dał mi 1000 peso – mówi chłopiec. Rzecznik Watykanu odmówił komentarza w tej sprawie. Nie powiedział też, gdzie hierarcha przebywa.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Swiadek-o-abp-Jozefie-Wesolowskim-to-byl-czlowiek-seksualnie-chory,wid,16124106,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/10/29 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 299
 

Joanna Szczepkowska przerywa milczenie!

Tygodnik "Twoje Imperium" informuje, że aktorka Joanna Szczepkowska postanowiła przerwać milczenie i zdradziła, że podczas spowiedzi ksiądz zadawał jej "dziwne" pytania. Sytuacja miała miejsce przed pierwszą komunią świętą. Gdy aktorka wypowiedziała formułkę: "Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję", ksiądz ją zapytał: "Na pewno nie pamiętasz więcej grzechów? Nie pominęłaś żadnego z przykazań?".

Duchowny zaczął zadawać jej niedyskretne pytania: - Pytał, czy ktoś dotyka mnie w miejscach "nieprzyzwoitych". Pytał, czy podglądam tatusia i mamusię, i czy słyszę, co robią w nocy. Pytał, czy widziałam, jak wygląda nagi mężczyzna. O co jeszcze pytał, przemilczę. Powiem tylko, że wyszłam po tej spowiedzi rzeczywiście mocno przemieniona - wspomina Joanna Szczepkowska.

http://kobieta.onet.pl/zycie-gwiazd/co-nowego/joanna-szczepkowska-przerywa-milczenie/ky30z

patologia

DATA: 2013/10/24 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 287
 

Ksiądz z Berżnik straszy świadków i odmawia pochówku.

Proboszcz berżnickiej parafii zapowiedział starszym, schorowanym ludziom, że nie wpuści ich do kościoła i nie dokona pochówku. – Będziecie leżeć w ogródku, pod płotem – miał rzucić im w twarz. Dlaczego? – Bo nienawiść szerzą – tłumaczy ks. Władysław N. Sprawą zajmuje się sejneńska prokuratura. Na terenie parafii, w jednym z gospodarstw, mieszka wielopokoleniowa rodzina. Państwo M., ich syn Wojciech, synowa Bożena i 6-letnia, schorowana wnuczka. Od pewnego czasu w domu często dochodziło do awantur. Dziadkowie twierdzą, że wszczynała je synowa. Miała wyganiać teściów z mieszkania, wyzywać ich, ciągać za włosy i pluć im w twarz. Kobieta, gdy wpadała w furię, podobno nie oszczędzała też swojej córki. Wyzywała ją w niecenzuralnych słowach. Podobno zakazywała też kontaktu z dziadkami. Ci, kilka miesięcy temu nie wytrzymali. Nagrali jedną z awantur i taśmę przekazali prokuraturze w Sejnach.

W toku śledztwa ustalono, że Bożena M. jest zdrowa psychicznie, a taśma nie została zmontowana. Śledczy przedstawili więc kobiecie zarzut znęcania się nad dzieckiem i teściami. A wtedy do akcji wkroczył proboszcz Władysław N. Jak wynika z naszych informacji, pojechał do państwa M. i nakazał im wycofać oskarżenie wobec synowej. Zapowiedział, że jeśli tego nie uczynią, to niech nie pokazują się w kościele. Nie ma też mowy o tym, by zostali pochowani na parafialnym cmentarzu. Państwo M. się przestraszyli. Mężczyzna przeszedł bowiem już dwa zawały serca. – Nie raz mówił, że jego dni są policzone – mówią na wsi. – Tym bardziej że w domu spokoju nie ma. Dziadkowie postanowili więc wycofać swoje oskarżenia, ale nie jest to takie proste. Przede wszystkim dlatego, że Bożenę M. obciąża nagranie. Prokurator słysząc o naciskach proboszcza, wszczął w tej sprawie postępowanie. – Faktycznie, prowadzimy czynności sprawdzające – przyznaje Ryszard Tomkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. Śledczy analizują, czy ksiądz nie nakłaniał świadków do określonego zachowania. A to jest karalne.

Jak się dowiedzieliśmy, Władysław N. został już przesłuchany, ale zarzutów jeszcze nie usłyszał. – Jak można angażować się w taką sprawę? – dziwią się proboszczowi mieszkańcy Berżnik. Szczególnie w sytuacji, kiedy kilka dni temu prokuratura postawiła Bożenie M. zarzuty o znęcanie się nad teściami i córką. Do używania wulgarnych słów kobieta się przyznała. Ks. Władysław N. nie ma sobie niczego do zarzucenia. Twierdzi, że jako duchowny musi dbać o spokój w parafii, a czasem, tak jak w tym przypadku, wcielić się w rolę mediatora. Tym bardziej, że – jak przekonuje – to dziadkowie winni są domowego piekła.

– Bożenka ciągle jakieś msze zamawia, a dziadkowie? Ich nawet w kościele nie widać. Mówią, że chorzy są, ale by taśmę nagrać, to siłę mają – argumentuje proboszcz. – Do prokuratora też bez przerwy latają. Pytam: po co? Proboszcz zapowiada, że nie ustąpi. Dopóki M. nie wycofają oskarżeń, nie chce ich widzieć w kościele. Niech chodzą do innej świątyni. – Mnie tacy parafianie nie są potrzebni – dodaje. – Obrazili się za wyzwiska?! A co to takiego? Jezus nie takie rzeczy wybaczył swoim oprawcom - mówi. A co na to zwierzchnicy księdza? Ks. Marcin Maczan, kanclerz Kurii Ełckiej nie chce odnosić się do tej sprawy. – Nic o tym nie wiemy – zastrzega rozmówca. – Trudno więc, bym wyrażał jakieś opinie - dodaje. Liczy jednak na szybkie rozwiązanie sporu. – Być może ksiądz został źle zrozumiany – sugeruje kanclerz.

http://wiadomosci.onet.pl/bialystok/ksiadz-z-berznik-straszy-swiadkow-i-odmawia-pochowku-bedziecie-lezec-pod-plotem/l7tnv

patologia

DATA: 2013/10/21 ZRODLO: rmf24.pl RAPORT NR: 281
 

Skandal w ośrodku dla niepełnosprawnych dzieci

Dyrektorka ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych w Jaszkotlu koło Wrocławia zawieszona w pełnieniu obowiązków. Taką decyzję podjął zakon prowadzący ośrodek, po kontroli kuratorium. Niepełnosprawne psychoruchowo dzieci z tego ośrodka były tam źle traktowane. Podopieczni sióstr mieli mieć wiązane ręce, dostawać klapsy, siedzieć za karę na nocniku. Zabraniano im także, za karę, wychodzić na podwórko. Tak wynika z ankiety, która wypełniali pracownicy ośrodka - 30 nauczycieli i wychowawców. O wypełnienie ankiety poproszono także rodziców przebywających tam dzieci.

W raporcie, jaki stworzyli pracownicy kuratorium oświaty, są jeszcze inne zastrzeżenia. Chodzi o bałagan w dokumentacji i fakt, że nie wszyscy pracujący w ośrodku mieli do tego odpowiednie kwalifikacje. Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej, które prowadzi ośrodek do czasu wyjaśnienia sprawy zawiesiło dyrektorkę ośrodka. Pełnomocnik wojewody do spraw dyscyplinarnych otrzymał pismo od kuratorium oświaty we Wrocławiu z prośbą o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie ośrodka. Sprawą zajmuje się także Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-skandal-w-osrodku-dla-niepelnosprawnych-dzieci,nId,1045892

patologia

DATA: 2013/10/21 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 283
 

Ksiądz zlecił usunięcie ciąży? Lekarze oskarżeni

Trzech lekarzy z Warszawy usłyszało zarzuty ws. usunięcia ciąży u 17-latki. Za zabieg miał zapłacić eksksiądz Jacek S., który po opuszczeniu stanu duchownego związał się z nastolatką. Trzy lata wcześniej, jeszcze jako kapłan, Jacek S. został oskarżony o wykorzystanie seksualne 14-latki, z którą potem się związał - informuje tvp.info. Aborcja miała być przeprowadzona w 2010 roku, były ksiądz miał za nią zapłacić trzy tysiące złotych. Dwóch lekarzy przyznało się do stawianych im zarzutów. Trzeci twierdzi, że nie wiedział, w jakim zabiegu bierze udział. Sprawa wyszła na jaw jako jeden z wątków śledztwa przeciwko Jackowi S. Mężczyzna został oskarżony o gwałt, pedofilię oraz nakłanianie do przerwania ciąży. Wcześniej pracował jako wojskowy kapłan w Legionowie. Od stycznia 2012 roku Jacek S. przebywa w areszcie. Śledczy dotarli do 13 poszkodowanych przez niego osób. Po ujawnieniu sprawy mężczyzna został usunięty zarówno z wojska i ze stanu duchownego. Grozi mu do 12 lat więzienia. Za przerwanie ciąży lub pomoc w tym zabiegu grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/ksiadz-zlecil-usuniecie-ciazy-lekarze-oskarzeni/3e5x8

patologia

DATA: 2013/10/19 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 279
 

Abp Michalik: Kościół jest atakowany, bo jest niewygodny

Arcybiskup Józef Michalik znów zabrał głos w sprawie pedofilii. - Mówienie, że Kościół toleruje krzywdzenie dzieci jest wielkim kłamstwem - stwierdził przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Metropolita przemyski zdecydowanie opowiedział się też przeciwko wczesnoszkolnej edukacji seksualnej. Arcybiskup Michalik odwiedził dziś miejscowość Nienadowa Dolna koła Przemyśla, gdzie konsekrował kościół i dokonał instalacji relikwii księdza Jerzego Popiełuszki. W homilli Metropolita przemyski przypomniał, że pedofilia to wielki grzech, a dorośli powinni chronić dziecko przed wykorzystaniem. Dodał, że twierdzenie, iż Kościół jako instytucja toleruje to zjawisko jest krzywdzącym kłamstwem.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podkreślił, że należy przede wszystkim zastanowić się nad przyczyną tych przestępstw. Jako jedną z nich arcybiskup wskazał niewłaściwe wychowanie. - Dziecko ma prawo do miłości i opieki rodziców, a dzisiaj próbuje się je pozbawić wstydu przez niewłaściwe wychowanie - mówił. Metropolita przemyski skrytykował promowaną wczesnoszkolną edukację seksualną, twierdząc, że ta wiedza jest dla małego dziecka mało interesująca i niepotrzebna, a pozbawia je wstydu. - Każde dziecko wie, jak jest zbudowana koleżanka czy kolega i nie musi tego przy świadkach dochodzić - zaznaczył abp Michalik. Podkreślił, że do wychowania dziecka mają prawo ojciec i matka, a szkoła czy państwo ma ich jedynie wspierać.

Metropolita przemyski podkreślił, że Kościół w ostatnim czasie jest obiektem wielu ataków, między innymi ze strony mediów. Jako przyczynę tego wskazał przypominanie stanowiska Kościoła w sprawie aborcji, homoseksualizmu oraz czystości przedmałżeńskiej. - Na razie krytykują i atakują jedynie biskupów. Tak zawsze było, ale jeśli przestaną i pokonają biskupów, wtedy zejdą niżej. Zechcą oddzielić lud od Kościoła i biskupa - przestrzegał hierarcha.

http://fakty.interia.pl/religia/news-abp-michalik-kosciol-jest-atakowany-bo-jest-niewygodny,nId,1045369

patologia

DATA: 2013/10/16 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 273
 

Ubój rytualny. "Czemu nie było reakcji policji?".

Główny lekarz weterynarii powinien być jak najszybciej odwołany, a szef MSW musi złożyć nam wyjaśnienia - taka jest reakcja części naukowców i polityków na zamieszanie wokół muzułmańskiego święta Kurban Bajram, którego elementem jest ubój rytualny. Wyjaśnień od szefa MSW żąda nawet poseł PO Andrzej Halicki. Do awantury doszło wczoraj w Bohonikach. Podczas Święta Ofiarowania, którego symbolem jest składanie ofiar ze zwierząt, miał miejsce ubój rytualny. Mimo protestów obrońców praw zwierząt nie interweniowała ani policja, ani powiatowy lekarz weterynarii. Policja wyjaśniała, że "nie znalazła powodów do interwencji".

Zdaniem prof. Andrzeja Elżanowskiego z Instytutu Zoologii PAN taka bierność jest nie do zaakceptowania. - To, co robią muzułmanie, kwalifikuje się jako znęcanie nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Za to grozi kara do trzech lat więzienia - mówi prof. Elżanowski i zapowiada, że będzie się domagał odwołania głównego lekarza weterynarii, bo ten - jego zdaniem - nie tylko nie dopełnia swoich obowiązków, ale też nie rozumie ustaw, na podstawie których działa. Do tego - jak mówi prof. Elżanowski - "opowiada brednie". Tymczasem Andrzej Halicki z PO mówi, że jest oburzony brakiem reakcji policji. Dlatego zażąda wyjaśnień od szefa MSW. - W Polsce nie można składać ofiary ze zwierząt. Jest to haniebny, barbarzyński, niedopuszczalny prawem proceder. Jeżeli policja dostaje taką informację, jej obowiązkiem jest być na miejscu - mówi Halicki. Ubój rytualny jest w Polsce całkowicie zakazany. Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć, czy można go dopuścić na potrzeby mniejszości religijnych.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14787739,Uboj_rytualny___Czemu_nie_bylo_reakcji_policji___Posel.html

patologia

DATA: 2013/10/14 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 267
 

Naukowcy z niedowierzaniem o oświadczeniu episkopatu ws. uboju rytualnego

Prawie 120 naukowców oświadczyło, że z "niedowierzaniem" przyjmuje stanowisko Episkopatu Polski, że rytualny ubój zwierząt należy do podstawowych praw wolności wyznania i kultu. Według nich, żadna tradycja nie może usprawiedliwiać wyrządzania zła. "Z niedowierzaniem przyjęliśmy oświadczenie Prezydium KEP wyrażające pełną aprobatę dla uboju rytualnego przez podrzynanie gardeł w pełni świadomym, skrępowanym zwierzętom i pozostawianie ich w agonii" - napisano w oświadczeniu podpisanym przez 117 naukowców z dziedziny biologii, prawa, filozofii i etyki. Pod koniec września Prezydium KEP wydało oświadczenie, w którym stwierdziło, że "prawo do zachowania swoich obyczajów, w tym rytualnego uboju zwierząt, należy do podstawowych praw wolności wyznania i kultu". Prezydium KEP podkreśliło, że podziela w tej kwestii troskę żydowskich gmin wyznaniowych oraz wyznawców islamu.

Według naukowców stanowisko KEP "wyraża brak poszanowania jakichkolwiek zobowiązań moralnych wobec zwierząt (...)". "Jest ono sprzeczne z tym nurtem moralności chrześcijańskiej, który wyraził przyszły Benedykt XVI (jeszcze jako Kardynał Ratzinger) w krytyce okrutnych praktyk wobec zwierząt gospodarskich jako pogwałceniu elementarnej wzajemności" - dodali sygnatariusze odpowiedzi. "Tradycja jest rzeczą ważną dla wyznawców każdej religii, ale żadna tradycja nie może usprawiedliwiać wyrządzania zła" - podkreślają naukowcy. Według nich "nawet tradycja religijna nie jest i nie może być niezmienna, jeżeli nie ma prowadzić do zacofania". Jak przypomnieli, w głównym nurcie chrześcijaństwa zaprzestano składania ofiar zwierzęcych przed dwoma tysiącami lat, zaś zreformowani rabini od dawna nawołują do zaprzestania uboju rytualnego, a liczni muzułmanie akceptują ogłuszanie zwierząt przed podcięciem. "Dowodzi to, że przy dobrej woli można pogodzić tradycję religijną z poszanowaniem cierpienia zwierząt" - przekonują naukowcy.

Zwrócili też uwagę, że według sondaży opinii publicznej zdecydowana większość Polaków jest przeciwna okrucieństwu uboju bez ogłuszania i zaapelowali o uszanowanie wrażliwości moralnej polskich obywateli. Pod listem podpisali się m.in. prof. dr hab. Andrzej Jerzmanowski (Przewodniczący Rady Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytut Biochemii i Biofizyki PAN), prof. dr hab. Ewa Łętowska (Instytut Nauk Prawnych PAN), prof. dr hab. Jan Woleński (Przewodniczący Komitetu Etyki w Nauce PAN). Wśród podpisanych są m.in. profesorowie i doktorzy z wydziałów biologii, prawa, filozofii, zoologii oraz członkowie Polskiego Towarzystwa Etycznego. W końcu listopada ubiegłego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis rozporządzenia ministra rolnictwa z 2004 r., na podstawie którego dokonywany był ubój rytualny, był sprzeczny z ustawą o ochronie zwierząt, a przez to z konstytucją. Od początku tego roku obowiązuje więc zakaz takiego uboju.

Rząd przygotował w tej sprawie nowe przepisy, ale Sejm ich nie uchwalił. Organizacje żydowska i muzułmańska zaskarżyły do TK ustawę o ochronie zwierząt, w związku z tym, że uniemożliwia ubój rytualny rozumiany jako część praktyk religijnych. Pytanie prawne o ubój rytualny zadał już Trybunałowi Sąd Rejonowy w Białymstoku. Od odpowiedzi na nie sąd uzależnia sposób rozstrzygnięcia zażalenia w sprawie uboju, jaki miał miejsce w Tykocinie 12 marca. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku odmówiła wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, a zażalenie na jej postanowienie złożyli: powiatowy lekarz weterynarii w Białymstoku i przedstawiciele obrońców praw zwierząt. Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, która 12 marca przeprowadziła ubój w Tykocinie, powołała się na ustawę z 1997 r. o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP. Natomiast przeciwnicy uboju wskazali na art. 34 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt, który pozwala uśmiercać zwierzęta tylko po uprzednim pozbawieniu ich świadomości. W piątek mufti Tomasz Miśkiewicz oświadczył, że "społeczność muzułmańska w Polsce ma prawo do uboju rytualnego zwierząt zgodnie z wiarą, tradycją i obyczajami mniejszości tatarskiej" i zapowiedział, że on sam dokona takiego uboju z okazji muzułmańskiego święta Kurban Bajram (rozpoczyna się ono 15 października).

http://fakty.interia.pl/polska/news-naukowcy-z-niedowierzaniem-o-oswiadczeniu-episkopatu-ws-uboj,nId,1041957

patologia

DATA: 2013/10/14 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 269
 

Ksiądz przeprasza za jazdę po alkoholu i sprzedaje auto

Teraz duchowny prosi o przebaczenie biskupów i siostry zakonne. I sprzedaje samochód, którym jechał po alkoholu. Pieniądze ma dostać Caritas Pijany ksiądz za kierownicą! Dwa tygodnie temu o tym skandaliku donosiły łódzkie media: policjanci kierujący ruchem na skrzyżowaniu ulic Piłsudskiego i Sienkiewicza zauważyli, że kierujący citroenem berlingo mężczyzna rozmawia w czasie jazdy przez telefon komórkowy. Kazali mu zjechać na bok i wylegitymowali. Okazało się, że zatrzymany jest księdzem. Od 48-letniego duchownego było czuć alkohol. Policjanci zawieźli go na komisariat i zbadali alkomatem. Ksiądz miał 2 promile alkoholu. Niektóre portale zamieściły nawet filmik z zatrzymania duchownego. Takie newsy zwykle kończą się informacją, że złapany kierowca stracił prawo jazdy, a sprawa trafiła do prokuratury, która postawiła zarzut popełnienia przestępstwa, za które grożą dwa lata więzienia. Tak było i w tym przypadku, ale jest także ciąg dalszy. Bohater historii, ks. Stefan Bujak, publicznie przeprasza za swoje grzechy. Jego przeprosiny zostały opublikowane na stronie internetowej łódzkiej archidiecezji.

"Ja, ks. Stefan Bujak, przepraszam za moje bardzo nieodpowiedzialne i niegodne zachowanie cały Kościół Łódzki - najpierw Ks. Arcybiskupa, Ks. Arcybiskupa Seniora, Ks. Biskupów Pomocniczych, Kapłanów, Siostry Zakonne, całe Grono Pedagogiczne szkoły, w której uczyłem, wszystkich Uczniów i cały Lud Boży. Ojcowie Kościoła uczą, a zwłaszcza św. Augustyn, że my męczymy się przebaczaniem, ale Bóg nigdy nim się nie męczy. Dlatego pokornie proszę wszystkich o przebaczenie dla mnie. Pragnę poinformować, że auto, którym jeździłem zostanie sprzedane, a uzyskane z tej sprzedaży pieniądze przekażę na cele realizowane przez Caritas Archidiecezji Łódzkiej". Ks. Rafał Leśniczak, rzecznik łódzkiej kurii: - Te przeprosiny to inicjatywa księdza Stefana. Nikt nie kazał mu ich pisać. Traktuje je jako pokutę. Muszę powiedzieć, że gest księdza Stefana zrobił na mnie wrażenie. Bo nie słyszałem, by ktoś, kto został przyłapany na jeździe po alkoholu, sprzedał samochód i pieniądze przekazał na cele dobroczynne. Caritas może liczyć nawet na kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo ks. Bujak jeździł nowym citroenem berlingo.

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,14771862,Ksiadz_przeprasza_za_jazde_po_alkoholu_i_sprzedaje.html

patologia

DATA: 2013/10/09 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 259
 

Kolejny ksiądz sugeruje, że dzieci prowokują pedofilów.

- Dzieci, które w domu nie zaznają miłości, nie są dopieszczone, szukają tego u innych. Jeśli ktoś jest w tej sferze nadwrażliwy, to mogą go nieświadomie sprowokować - stwierdził ks. Jan Sikorski w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Od tygodni wałkujemy pedofilię w Kościele, a kto się przejmuje patologicznymi sytuacjami w rodzinach? A przecież one są przyczyną wielu nieszczęść! Niech w piersi biją się ci, którzy powinni - dodał. Ks. Sikorski to już kolejny polski duchowny, który sugeruje, że to dzieci. z rozbitych rodzin mogą prowokować pedofilię u księży. We wtorek podobnie słowa wypowiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik, ale szybko się z nich wycofał, tłumacząc się lapsusem językowym. Katolicki portal Fronda.pl poprosił o komentarz do tej sprawy ks. Jana Sikorskiego, który wziął abp. Michalika w obronę.

- Jako wieloletni duszpasterz wiem, że dzieci z rozbitych rodzin, pozbawione ojców czy matek są nieraz bardzo spragnione rodzicielskich uczuć, troski i czułości. Czasem szukają tego u księdza, lgną do niego w naturalny sposób. Czasem duchowny musi więc być wobec nich stanowczy, a nieraz nawet niegrzeczny, nie pozwalając im na zbytnią poufałość. Przypuszczam, że właśnie to abp Michalik miał na myśli - powiedział ks. Sikorski Frondzie Ks. Sikorski dodał też, że "jeśli ktoś jest w tej sferze nadwrażliwy, to dzieci mogą go nieświadomie sprowokować". - Każdy z nas, księży, spotyka się z takimi sytuacjami. Jeśli duchowny jest dla dzieci serdeczny i dobry, to one się do niego garną, co czasem z zewnątrz może wyglądać dziwnie, a u niektórych budzić podejrzenia. Jeśli jakiś kapłan ma w tej sferze problem, to rzeczywiście, może pojawić się jakieś niebezpieczeństwo - stwierdził ks. Sikorski. Powołując się na swoje doświadczenie starego duszpasterza, dodał, że dzieci "w zupełnie naturalny sposób szukają kontaktu, także takiego fizycznego", ale zaznaczył też, że "absolutnie nie usprawiedliwia to grzesznych gestów względem nich".

Podobnie jak abp Michalik ksiądz Sikorski przekonywał, że istnieje związek pomiędzy rozpadem rodziny a tym, że dzieci stają się ofiarami pedofilii. - Wystarczy pójść do domu dziecka i zobaczyć, jak dzieciaki reagują na życzliwego kapłana - niemal rzucają się na niego, szukają w nim ojca. Dzieci mają niedosyt psychiczny, a nawet fizyczny, jeśli chodzi o obecność, zainteresowanie, miłość ze strony ojca. Chyba to chciał powiedzieć abp Michalik, tylko być może wyraził się niezręcznie. Niemniej, przeprosił, więc trudno posądzać go o jakieś złe intencje czy niezrozumienie sprawy - przekonywał. Ks. Sikorski skarcił też media. - Przy pewnej nadwrażliwości mediów każda taka wypowiedź [jak abp. Michalika - przyp. red.] jest traktowana przez szkło powiększające. Bądźmy normalni! Od tygodni wałkujemy pedofilię w Kościele, a kto się przejmuje patologicznymi sytuacjami w rodzinach? A przecież one są przyczyną wielu nieszczęść! O to chodziło arcybiskupowi, choć może niejasno się wyraził. Nie róbmy jednak z tego szaleństwa. Niech w piersi biją się ci, którzy powinni - zakończył.

Przypomnijmy, że we wtorek abp Michalik powiedział m.in. "wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe". Pedofilię w Kościele tłumaczył tym, że "często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga". Niedługo później Episkopat zwołał nadzwyczajną konferencję prasową, gdzie abp Michalik przeprosił za swoją wypowiedź, a rzecznik Konferencji Episkopatu Polski nazwał ją lapsusem abp Michalik przeprosił za swoją wypowiedź, a rzecznik Konferencji Episkopatu Polski nazwał ją lapsusem. W środę abp. Michalika bronili też inny duchowni z Episkopatu. - Jak ten człowiek wczoraj żałował... całą noc nie spał - powiedział kard. Stanisław Dziwisz. Ks. Sikorski urodził się w 1935 r., był duszpasterzem więźniów, uczył w seminariach duchownych, a dziś jest na emeryturze. W PRL po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki odprawiał msze ze Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, był kapelanem mazowieckiej "Solidarności", w stanie wojennym był duszpasterzem internowanych w więzieniu w Białołęce w Warszawie.

http://wyborcza.pl/1,75478,14751151,Kolejny_ksiadz_sugeruje__ze_dzieci_prowokuja_pedofilow_.html

patologia

DATA: 2013/10/08 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 256
 

Arcybiskup broni księży pedofilów. Winni są rodzice i dzieci?

Arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski nie ma wątpliwości: molestowanie dzieci jest złe. Twierdzi jednak, że można byłoby uniknąć wielu takich przypadków, gdyby... rodzice się nie rozwodzili - informuje gazeta.pl. Ile jest ran w dziecięcych sercach, w dziecięcych życiorysach, kiedy rozchodzą się rodzice? Dzisiaj nikt nie mówi o rozwodzie, że to jest krzywda dla dziecka. Oczywiście, że jest wielką krzywdą molestowanie, nie wolno zapomnieć o tym, ale nie tylko to, może jeszcze więcej i szersze pole, dlaczego na ten temat nie mówimy? Też musimy mówić - stwierdził arcybiskup Michalik. Jego zdaniem "wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe".

Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga - powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Wypowiedź ta natychmiast wzbudziła zrozumiałe kontrowersje. Rzecznik KEP ks. Józef Kloch zwołał konferencję z udziałem abp. Michalika, na której tłumaczono, że "to nieporozumie­nie" i "lapsus językowy". To ewidentna pomyłka, za którą przepraszam, którą godzi się naprawić, znaczy skorygować - tłumaczył arcybiskup.

http://www.sfora.pl/Arcybiskup-broni-ksiezy-pedofilow-Winni-sa-rodzice-i-dzieci-a60370

patologia

DATA: 2013/10/08 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 257
 

"Wrogowie Kościoła mogą jechać na urlop, gdy tylko abp Józef Michalik otwiera usta"

"W najczarniejszych snach nie sądziłem, że po tym, co na temat pedofilii w Kościele zostało już powiedziane i ujawnione, szef Episkopatu zdobędzie się na takie słowa. Są one przejawem braku wyczucia, delikatności, i - ostatecznie - rozsądku" - pisze na swoim blogu na Polityka.pl o skandalicznych słowach abp. Michalika Jarosław Makowski. - Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe - taki stosunek do molestowania nieletnich przez księży ma abp Michalik. Tłumaczył w rozmowie z dziennikarzami, że uważa, iż "często niewłaściwa postawa wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości".

"Jeśli dobrze rozumiem wywód hierarchy, to same dzieci, rodzice i współczesna, rzecz jasna, relatywistyczna kultura są źródłem tego, że księża ulegają swoim słabościom. I molestują dzieci. Krótko: winni są wszyscy, ale nie ksiądz-pedofil i instytucjonalny Kościół" - komentuje słowa hierarchy Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego, na swoim blogu na Polityka.pl. "Największym zagrożeniem dla Kościoła nie są ani liberałowie, ani laickie media, ale sami księża i biskupi. Jeśli dziś ludzie będą masowo odchodzić od Kościoła, choć mam nadzieje, że nie od Boga, to jest to Wasza, moi drodzy duszpasterze, wina!" - kontynuuje Makowski. Jego zdaniem, dzisiaj polski Kościół nie uczy się na swoich błędach.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14743887,_Wrogowie_Kosciola_moga_jechac_na_urlop__gdy_tylko.html

patologia

DATA: 2013/10/04 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 254
 

Szokujące materiały w komputerze ks. Gila. "Budzą wstręt"

"Dziennikarzom dominikańskiej telewizji udało się dotrzeć do materiału dowodowego zgromadzonego przez prokuraturę tego kraju w sprawie oskarżonego o gwałt i molestowanie nieletnich księdza Gila" - donosi portal www.tvn24.pl. Dokumenty to to, jak można przeczytać na portalu, "wstrząsające zeznania ofiar księdza i opis zawartości skonfiskowanego przez śledczych twardego dysku należącego do polskiego duchownego". Są to, m.in. bardzo drastyczne zdjęcia i filmy pornograficzne z udziałem nieletnich. TVN24 nie zdecydował się ich opublikować, właśnie ze względu na ich drastyczny charakter. "Już sam ich opis, podobnie jak przytoczone zeznania molestowanych, są wstrząsające i nie powinny być czytane przez niepełnoletnich" - można przeczytać w artykule. Według dominikańskich dziennikarzy, materiały znajdujące się na komputerze ks. Gila "budzą wstręt".

Jak można przeczytać w artykule tvn24.pl, "na filmach i zdjęciach widać m.in. dzieci dominikańskie i z innych krajów uprawiające seks oralny z dorosłymi mężczyznami, całujących się nieletnich chłopców oraz mężczyzn w czasie stosunku z dziećmi, które - zdaniem dominikańskich władz - mogą być pod wpływem narkotyków. Znaleziono również zdjęcia nieletnich przebranych za gladiatorów, chłopców w zaskakujących pozycjach, z widocznymi genitaliami. Na niektórych fotografiach w tle widać wizerunek Benedykta XVI wiszący na ścianie". Według tvn24.pl, dominikańscy prokuratorzy stawiają tezę, że ks. Gil kupował i sprzedawał materiały pornograficzne z udziałem nieletnich za pośrednictwem strony internetowej. Podczas przeszukania plebanii księdza Gila skonfiskowano również broń, na którą polski duchowny nie miał pozwolenia. "Na kilku zdjęciach znalezionych na twardym dysku Gila widać również, że duchowny nosi ją za pasem" - czytamy na portalu.

Jak donosi portal, "zgodnie z zeznaniami jednej z ofiar, ksiądz miał ją przykładać do skroni molestowanego chłopca, grożąc, że go zabije, jeśli ten nie zachowa milczenia". Z dowodów zgromadzonych przez dominikańskich śledczych wynikać ma, że ks. Gil miał grozić "co najmniej dwóm chłopcom". "Przerażenie budzą także zeznania ofiar księdza, do których udało się dotrzeć dominikańskim dziennikarzom" - czytamy w artykule. - "Jeden z molestowanych przez polskiego księdza chłopców wyznał, że padł ofiarą duchownego niedługo po tym, jak skończył 8 lat".

http://fakty.interia.pl/swiat/news-szokujace-materialy-w-komputerze-ks-gila-budza-wstret,nId,1037580

patologia

DATA: 2013/10/02 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 250
 

Ks. Grzegorz K. nie stawił się na swym procesie

Ks. Grzegorz K., oskarżony o pedofilię były proboszcz na stołecznym Tarchominie, nie stawił się dziś na swym drugim procesie w Sądzie Rejonowym w Otwocku pod Warszawą. Z tego powodu sąd odroczył rozpoczęcie tego procesu do 11 grudnia. Sąd wyłączył też jawność całej sprawy ze względu na "ważny interes prywatny" pokrzywdzonego Piotra K. Występuje on w sądzie jako oskarżyciel posiłkowy; dziś nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Miał on być w 2001 r. jako ministrant molestowany przez ks. K. To drugi taki proces tego księdza, który w marcu br. został nieprawomocnie skazany przez Sąd Rejonowy w Otwocku na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery za inny czyn o charakterze pedofilskim wobec ministranta.

Nie wiadomo, o co dokładnie jest oskarżony ksiądz w tym drugim procesie. Wiadomo, że zarzut postawiono mu z art. Kodeksu karnego, który przewiduje do 12 lat więzienia za obcowanie płciowe lub "inną czynność seksualną" z małoletnim poniżej lat 15. Jak ustaliła PAP, chodzi właśnie o "inną czynność seksualną". Sąd powiadomił, że brak jest wiadomości o doręczeniu wezwania oskarżonemu o środowym terminie sprawy. Sąd poinformował też, że do sądu wpłynęło pismo obrońcy kapłana, mec. Krzysztofa Wąsowskiego o wypowiedzeniu pełnomocnictwa. Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego mec. Henryk Kostrowicki mówił sądowi, że jego klient bardzo przeżywa całą sprawę, a "wszelkie upublicznianie jest dla niego bardzo bolesne i obawia się następstw tego". Adwokat ujawnił, że w aktach sprawy znajduje się opinia psychologa o dużej wiarygodności zeznań Piotra K. jako pokrzywdzonego. Mec. Kostrowicki przychylił się do wniosku prokuratury o wyłączenie jawności rozprawy. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Otwocku nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.

Jako świadek ma w tym procesie zeznawać m.in. psycholog, który dowiedział się o całej sprawie podczas terapii dorosłego już mężczyzny i powiadomił prokuraturę. Ks. Grzegorz K. otrzymał od biskupa polecenie opuszczenia parafii, wykazał całkowite posłuszeństwo i współpracę; pozostaje do dyspozycji sądu - oświadczyła we wtorek kuria warszawsko-praska. W marcu br. ksiądz został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Według TVN oskarżono go o to, że wobec ówczesnego ministranta doszło w 2001 r. do "przytulania, całowania w ucho, wkładania języka do ucha". Prokuratura Rejonowa w Otwocku nie odwoływała się od tego wyroku; odwołuje się zaś obrona; nie wiadomo jeszcze, kiedy może dojść do apelacji w sądzie okręgowym. Zdaniem TVN do ubiegłej środy ks. K. pełnił obowiązki w parafii na warszawskim Tarchominie. W piątek kuria informowała, że "natychmiast po wyroku (...) ksiądz arcybiskup zakomunikował księdzu proboszczowi decyzję o odwołaniu z funkcji".

Z kolei we wtorkowym oświadczeniu kurii napisano, że "po wydaniu wyroku w pierwszej instancji oskarżony ksiądz otrzymał od biskupa ordynariusza polecenie opuszczenia parafii i wszystkich czynności duszpasterskich do czasu wyznaczenia jego następcy i daty urzędowego przekazania parafii". "W tej sprawie wykazał on całkowite posłuszeństwo i współpracę" - czytamy w komunikacie. Kuria zapewniła, że ksiądz pozostaje do dyspozycji świeckich sądów. Kuria podkreśliła, że w czasie śledztwa i postępowania sądowego ks. Grzegorz K. nie prowadził katechezy ani nie zajmował się ministrantami, co sugerowały niektóre media. Ponadto kuria podała, że po zakończeniu sprawy prawomocnym wyrokiem prowadzone będzie dodatkowe dochodzenie kanoniczne i wszystkie dokumenty zostaną przekazane do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, właściwej do rozstrzygania przypadków pedofilii osób duchownych. "Stosowanie kar kanonicznych jest niemożliwe przed udokumentowaniem winy" - dodano. Z powodu przedawnienia karalności umorzono postępowanie wobec ks. K. za rozpijanie nieletnich ministrantów, którym miał podawać alkohol.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Ks-Grzegorz-K-nie-stawil-sie-na-swym-procesie,wid,16036688,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/09/25 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 243
 

Prymas: Ksiądz, który kogoś skrzywdził, powinien naprawić tę sprawę

Jeżeli ksiądz skrzywdził kogoś na Dominikanie, to jego - a nie Kościoła - obowiązkiem jest to naprawić - powiedział prymas Polski abp Józef Kowalczyk, pytany w środę przez dziennikarzy o sprawę polskich duchownych oskarżanych o pedofilię. Prymas, zapytany o ewentualne włączenie się polskiego Kościoła w pomoc poszkodowanym na Dominikanie, podkreślił, że to powinna zrobić osoba odpowiedzialna za wyrządzone zło. - Jeżeli ksiądz skrzywdził na Dominikanie kogoś, to jest jego obowiązkiem naprawić tę sprawę, a nie Kościoła w Polsce. Nie ma w Kościele odpowiedzialności zbiorowej, jest indywidualna - powiedział. - Za wszelkie przestępstwa - pedofilskie czy inne - odpowiada podmiot, który tego dokonał, a nie fabryka, wspólnota czy podmiot prawa międzynarodowego - dodał abp Kowalczyk.

Od kilku tygodni prasa pisze o sprawie byłego już nuncjusza apostolskiego w Dominikanie, polskiego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego (odwołanego przez papieża Franciszka wobec podejrzeń o pedofilię), a ostatnio także na temat innego polskiego księdza michality Wojciecha Gila, który miał się dopuszczać czynów pedofilskich wobec dzieci, zabieranych przezeń m.in. na wakacje do Polski. I ten duchowny miał zostać zawieszony przez zwierzchników. Prokuratura Generalna poinformowała, że zwróci się drogą dyplomatyczną o oficjalną informację, czy na Dominikanie prowadzi się postępowanie, w którym występują polscy duchowni podejrzani o pedofilię. Jak poinformował PAP rzecznik PG Mateusz Martyniuk, ewentualne wszczęcie śledztwa w Polsce nastąpi, "jeśli potwierdzi się, że w sprawie występuje polski wątek". W kurii generalnej michalitów powiedziano, że komentarza w sprawie ks. Gila może udzielić rzecznik zgromadzenia, który będzie dostępny w poniedziałek.

W oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej kuria generalna michalitów podkreśliła, że ksiądz Gil już jako kleryk przygotowywał się do pracy na Karaibach. Na Dominikanę wyjechał w 2006 roku i odtąd bezpośrednio podlega przełożonym Delegatury Karaibskiej i biskupowi archidiecezji Santiago de los Caballero. "Przełożony generalny natychmiast po otrzymaniu informacji o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ks. Wojciecha G. i wszczęciu dochodzenia przez prokuraturę Republiki Dominikańskiej, podjął następujące decyzje: zakazał ks. Wojciechowi G. sprawowania wszelkich czynności kapłańskich do czasu zakończenia sprawy, nakazał powrót na Dominikanę i podjęcie współpracy z organami sprawiedliwości, zgodnie z prawem Republiki Dominikańskiej, w celu definitywnego wyjaśnienia wszystkich zarzutów zgodnie z prawdą i w duchu sprawiedliwości" - czytamy w oświadczeniu. Kuria poinformowała także, że w chwili rozpoczęcia postępowania w sprawie ks. Gila, przebywał on w Polsce na urlopie. - Aktualnie ks. Wojciech G. nie przebywa w żadnej placówce zgromadzenia w kraju ani za granicą - zaznaczają michalici.

Prymas: Ksiądz, który kogoś skrzywdził, powinien naprawić tę sprawę

patologia

DATA: 2013/09/23 ZRODLO: polskatimes.pl RAPORT NR: 240
 

Kuria w Częstochowie ukradła obrazy o antyreligijnym wydźwięku?

Podczas festiwalu ART.eria w Częstochowie zniknęły cztery obrazy o antyreligijnym wydźwięku. Prace kontrowersyjnego artysty odnalazły się po dziesięciu dniach. Gdzie? W budynku kurii biskupiej. A zakładano, że to wybryk chuliganów... W Częstochowie po raz trzeci odbył się festiwal sztuk wizualnych ART.eria. Wystawę, jak co roku, zorganizowała fundacja Kulturoholizm, czyli młodzi plastycy i animatorzy kultury, którzy na czas festiwalu centrum miasta zamieniają w przestrzeń happeningu i prowokacji artystycznej. Atrakcją tegorocznej edycji okazała się plenerowa wystawa prac artysty występującego pod pseudonimem „Sztuczne Fiołki”. Dotychczas jego memy można było oglądać w internecie, dopiero na festiwalu ART.eria prace w postaci wydruków komputerowych powędrowały na stojaki wystawowe umieszczone wzdłuż częstochowskiej alei Najświętszej Maryi Panny … i oburzyły kurię częstochowską.

Artysta zaprezentował kilkanaście swoich prac ale tylko obok czterech obrazów przejść nie można było obojętnie. Co więcej, oburzeni postanowili antyreligijne obrazki zainkasować. - Te prace zniknęły pierwszej nocy festiwalowej, z 7 na 8 września, sądziliśmy, że to chuligański wybryk – komentował sytuację dla wyborczej.pl Tomasz Kosiński, jeden z organizatorów ART.erii i współtwórca fundacji Kulturoholizm. Cztery prace wyjątkowo nie spodobały się przedstawicielom kurii, religijne obrazy uzupełniono następującymi treściami: wizerunek Chrystusa z bizantyjskiej mozaiki podpisano: "Proszę mnie łaskawie nie mieszać ani w swój fallocentryczny Honor, ani w swoją Ojczyznę"; obraz Jacopa Pontormo przedstawiający grupę kobiet z czasów rzymskich opatrzono dialogiem "- Mario, Polacy obwołali cię swoją królową! - Kto? - No właśnie miałam nadzieję, że chociaż ty to wiesz! - Trzeba sprawdzić w Wikipedii"; obrazy Caravaggia i Gustave'a Caillebotte'a artysta przerobił na prześmiewcze memy.

Prace zniknęły i organizatorzy wystawy byli pewni, że obrazy się już nie znajdą. Wszystko wyjaśniło się w miniony wtorek, gdy do kurii zaproszono dyrektora Muzeum Częstochowskiego. W przedsionku zobaczył cztery zaginione prace. Dlaczego kuria pozwoliła sobie na zainkasowanie tych obrazów? Rzecznik kurii ks. Piotr Zaborski zapewniał, że to opinie niezadowolonych częstochowian wymusiły takie działania. To, kto zdjął ze stojaków wystawowych te obrazy i zaniósł do kurii – nie wiadomo. Ale kuria zapewnia, że dzieła powrócą do właściciela. Czy prace rzeczywiście były obrazoburcze? W opinii organizatora wystawy, Tomasza Kosińskiego – w ogóle.

http://www.polskatimes.pl/artykul/998966,kuria-w-czestochowie-ukradla-obrazy-o-antyreligijnym-wydzwieku,id,t.html

patologia

DATA: 2013/09/23 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 241
 

Nietrzeźwy ksiądz spowodował kolizję. Uciekł, ale rozpoznali go wierni

- Sprawca stłuczki miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu - podało wieczorem Radio Merkury W poniedziałek o godz. 7 nad ranem policja w Środzie Wielkopolskiej dostała informację o stłuczce w centrum miasta. Kierowca fiata bravo jechał za szybko, nie zdążył zahamować i uderzył w jadące przed nim osobowe renault, które uderzyło w kolejne auto. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Uciekł, ale rozpoznali go poszkodowani... Z ich relacji wynikało, że za kierownicą siedział 65-letni ksiądz z miejscowej parafii kolegiackiej, kapelan szpitala powiatowego w Środzie. Policjanci udali się w kierunku parafii, ale zanim tam dotarli - kilka ulic dalej - znaleźli rozbite auto. A także kierowcę. - Ksiądz miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu - opowiada sierż. sztab. Edyta Kwietniewska z komendy policji w Środzie Wielkopolskiej. Policja odebrała mężczyźnie prawo jazdy. Sprawę wyjaśnia prokuratura.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14658794,Nietrzezwy_ksiadz_spowodowal_kolizje__Uciekl__ale.html

patologia

DATA: 2013/09/19 ZRODLO: polskieradio.pl RAPORT NR: 239
 

Łódź: pijany ksiądz za kierownicą. Miał 2 promile

48-letni ksiądz został zatrzymany przez policję, ponieważ w czasie kierowania samochodem rozmawiał przez telefon komórkowy. Prawie 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu miał 48-letni ksiądz ze śródmiejskiej łódzkiej parafii, którego zatrzymali policjanci na skrzyżowaniu ruchliwych ulic w centrum miasta. Duchowny został zatrzymany do kontroli, gdyż podczas jazdy rozmawiał przez telefon komórkowy - mówi Joanna Kącka z łódzkiej policji. Ksiądz tłumaczył funkcjonariuszom, że wypił do obiadu dwie lampki wina. Obecnie duchowny przebywa na posterunku policji. W piątek prawdopodobnie usłyszy zarzut prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Jak wyjaśnia Joanna Kącka, grozi mu utrata prawa jazdy, kara pozbawienia wolności do dwóch lat i zakaz prowadzenia pojazdów na kilka lat.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/936458,Lodz-pijany-ksiadz-za-kierownica-Mial-2-promile

patologia

DATA: 2013/09/17 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 236
 

Ekspert Episkopatu: In vitro to pakt z diabłem. Wywołuje autyzm

Dzieciom narodzonym dzięki in vitro grożą upośledzenie umysłowe i autyzm - przekonuje prof. Andrzej Kochański, ekspert komisji bioetycznej Episkopatu Polski. Genetyk próbuje także udowodnić, że korzystanie z tej metody to jak "pakt z diabłem". Podczas jednego z wykładów profesor wyciągnął rycinę przedstawia­ją­cą ucznia Fausta i przypomniał, że razem stworzyli "sztucznego człowieczka", który nie był w stanie żyć poza probówką. Podpierając się publikacjami "najlepszych periodyków medycznych" prof. Kochański ostrzega przed tragicznymi skutkami, jakie niesie za sobą zapłodnienie za pomocą in vitro.

Jeżeli decydujemy się na promowanie procedur zapłodnienia pozaustrojo­we­go, to powinniśmy rozbudować oddziały patologii noworodka, tworzyć przedszkola z oddziałami integracyjnymi, szkoły specjalne, a później ośrodki opieki, bo to jest jeden ciąg zdarzeń - twierdzi genetyk. Prof. Kochański wyruszył właśnie w trasę po Polsce z serią wykładów dotyczących zapłodnienia in vitro. Rozpoczął od Częstochowy, bo właśnie tam miasto dopłaca bezpłodnym małżeństwom do procedury. Specjaliści mają jednak nieco inne zdanie na poglądy eksperta. Nie można bronić swojej tezy, manipulując faktami - komentuje prof. Waldemar Kuczyński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu.

http://www.sfora.pl/Ekspert-Episkopatu-In-vitro-to-pakt-z-diablem-Wywoluje-autyzm-a59670

patologia

DATA: 2013/09/05 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 226
 

Oto idzie na dno jeden z flagowych okrętów Kościoła w Polsce"

- Może ta decyzja o odwołaniu polskiego arcybiskupa sprawi, że niektórzy wreszcie przejrzą na oczy? Może dostrzegą, że krytyczne uwagi o księżach to sygnał alarmowy, a nie kolejny wściekły atak na Kościół? - o odwołaniu nuncjusza apostolskiego w związku z zarzutami o pedofilie pisze na swojej stronie ks. Lemański Przypomniała mi się właśnie scena z jakiegoś filmu z dawnych lat. Oto matka chrzestna, nadając imię nowo zbudowanemu okrętowi, zamiast rozbić o jego burtę butelkę szampana, wybija tą butelką ogromną dziurę w tej burcie. Można powiedzieć, że wiadomość, która wczoraj obiegła lotem błyskawicy media całego świata (z wyjątkiem polskich mediów katolickich), ukazała światu, jak oto idzie na dno jeden z flagowych okrętów Kościoła w Polsce.

Oto jeden ze znanych polskich arcybiskupów został właśnie odwołany przez papieża z placówki dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej. Jeszcze jakiś czas temu takie odwołanie dostrzegliby tylko nieliczni watykaniści. Świat usłyszałby coś o planowej, sukcesywnej wymianie nuncjuszy przez nowego papieża. Być może napisano by o wdzięczności za długoletnią posługę arcybiskupa nuncjusza. Może pojawiłaby się jakaś wzmianka o szwankującym zdrowiu albo o potrzebie podjęcia nowych zadań dla dobra Kościoła Powszechnego. A tu, jak grom z jasnego nieba, ogłoszona całemu światu decyzja o natychmiastowym odwołaniu polskiego arcybiskupa z powodu podnoszonych przeciwko niemu zarzutów o pedofilię. A więc jednak Kościół w Polsce nie jest wolny od tego plugastwa. Jeśli właśnie w atmosferze skandalu odchodzi jeden z polskich hierarchów, to jaką wizytówkę wystawia to naszym polskim seminariom duchownym, Papieskiej Akademii Teologicznej, polskiemu Episkopatowi? Gdzie były te wszystkie służby kościelne weryfikujące, sprawdzające, prześwietlające najlepszych synów Kościoła w Polsce przed ich oddaniem do dyspozycji Stolicy Apostolskiej?

Gdzie teraz znajdzie spokojną przystań powracający z Dominikany polski arcybiskup? Czy wróci do rodzimej archidiecezji krakowskiej, którą okrył wstydem? Czy usiądzie w pierwszym rzędzie podczas uroczystości kanonizacyjnych Jana Pawła II., który przed laty konsekrował go na biskupa? Czy zacznie pisać i publikować wspomnienia z tych nuncjatur, w których pozostawił po sobie niezatarty ślad? A może ta obnażająca słabość Kościoła w Polsce decyzja o odwołaniu, i to w takich okolicznościach, polskiego arcybiskupa sprawi, że niektórzy wreszcie przejrzą na oczy? Może dostrzegą, że krytyczne uwagi o księżach, o biskupach, arcybiskupie czy nawet kardynale,to sygnał alarmowy, a nie kolejny wściekły atak na Kościół?

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14551364,Lemanski___Oto_idzie_na_dno_jeden_z_flagowych_okretow.html

patologia

DATA: 2013/09/03 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 222
 

Ostre wyznanie księdza: Jestem seksoholikiem i fetyszystą

Jestem uzależniony od żądzy, która u mnie przejawia się przez masturbację, oglądanie pornografii, gapienie się na ludzi, niezależnie od płci, fantazje erotyczne i romantyczne, fetyszyzm, dzwonienie na numery usług erotycznych, zależnościowe związki - wyznaje na witrynie internetowej "Gościa Niedzielnego" gosc.pl ksiądz seksoholik. Anonimowy duchowny opisuje, że jego problem ujawnił się w seminarium, ale pierwsze oznaki były już w dzieciństwie. W wieku 5 lat miał podniecić się po dotknięciu "miękkiego kaftanika malutkiego dziecka w wózku”. Ksiądz wyjawia, że w szkole podstawowej, mimo kar ze strony nauczycieli, nie mógł powstrzymać się przed dotykaniem koleżanki.

W seminarium też zacząłem dotykać kolegów, którzy mieli miękkie ciuchy (szczególnie jednego). Znów wróciły wyrzuty sumienia. Tutaj też odkryłem masturbację - pisze duchowny. Niestety jego seksoholizm rozwinął się jeszcze bardziej, kiedy po święceniach zaczął prowadzić katechezy w szkole podstawowej. Miał tam odczuwać przyjemność z dotykania i przytulania chłopca. Ksiądz twierdzi, że zrozumiał, że jest chory i leczy się w grupie anonimowych seksoholików.

http://www.sfora.pl/Ostre-wyznanie-ksiedza-Jestem-seksoholikiem-i-fetyszysta-a59236

patologia

DATA: 2013/09/02 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 221
 

Biskup Zawitkowski: Bez modlitwy - zdziczejesz, potem przyjdzie oziębłość, seks

Cywilizowani barbarzyńcy! Wy chyba nigdy nie łamaliście się opłatkiem, wy chyba nigdy nie byliście u Komunii Świętej i myślicie, że wystarczy nam Unia. Nam trzeba Komunii! - oto fragment kazania biskupa Józefa Zawitkowskiego, który nie szczędził ostrych słów pod adresem świata bez Boga. Biskup pomocniczy diecezji łowickiej Józef Zawitkowski wygłosił kazanie do tysięcy rolników, którzy przybyli w niedzielę do Częstochowy na doroczne dożynki. Z Jasnej Góry apelował o szacunek dla chleba. Krytykował pośredników, którzy - dyktując ceny żywności - nadmiernie się bogacą. Zwracał się do rolników: - Łączcie się w grupy producenckie, szukajcie dróg eksportu i bezpośredniego odbiorcy, bo was zjedzą bogacący się waszą pracą - wycwanieni pośrednicy. Nie straćcie chłopskiego rozumu, zachowajcie swoją tożsamość! - radził biskup. Cała homilia była jednym wielkim apelem o powrót do świata, w którym ludzie nie zapominali o Bogu. Biskup nawoływał, by wieś kultywowała dawne - także religijne - tradycje i obrzędy. - Zachowajmy to, co zdrowe i piękne, nasze kapliczki i ludowe stroje - mówił kaznodzieja, krytykując Europę, "która odwróciła się od krzyża".

- Człowieku dożynkowy, ostrzegam Cię. Bez Komunii, bez modlitwy - zdziczejesz, a potem przyjdzie oziębłość, seks i wyznasz: Ale ja jestem niewierzący! Nie mów tak nigdy! Łaskę wiary dał ci Pan Bóg, rodzice tak dużo zainwestowali w ciebie, abyś był szlachetnym i mądrym. Zdeptałeś to wszystko! Więc jesteś kłamcą, oszustem i przekrętem, ochrzczonym draniem! - grzmiał kaznodzieja. Mocne napomnienia biskup przeplatał wspomnienia ze swojego dzieciństwa, wspomnienia wsi, której już nie ma. Mówił, że brak mu prawdziwych Borynów. - Brak mi siewców, co święcą ziarno przed siewem. Brak mi dziadka Franciszka, który przed siewem całował ziemię i prosił, aby ziemia przyjęła ziarno - dodał. - Jaskółek już nie ma. Bociany, babie lato, żurawie, kuropatwy zostały tylko na obrazach Chełmońskiego z moich Boczek i z Kulkówki. Do kwiatów trzeba mówić, ze zwierzętami trzeba rozmawiać, w niebo trzeba z wiarą spoglądać, a ziemię jak matkę rodzoną kochać. Dobrze, że przy żniwach dla podbieraczki i kosiarza nie ma już niewolniczej pracy. To była bardzo ciężka praca, dziś niech robią to maszyny, ale czy ludzie przez to są lepsi? - pytał.

Biskup Zawitkowski w homilii nawiązał też do rozpoczynającego się roku szkolnego. - Nauczyciele czcigodni! Dlaczego nie zaczynacie lekcji od modlitwy, tylko od wychowania seksualnego? - pytał. - Postępowi jesteście! Więc wychowamy gejów i lesbijki. Taka cywilizacja zgnije, bo jest cywilizacją śmierci - ostrzegał. I dodawał: Kocham Cię, Polsko, moja matko rodzona, tylko dlaczego w niej mówią, że chłop z chłopem mogą mieć dzieci. Obrzydliwe kłamstwo! I to ma być zapisane prawem? Biedne dzieci bez matki! Biskup Zawitkowski nawiązał do listu świętego Pawła i pytał: - Tymoteusz! Czy ty wierzysz jeszcze w Boga, tak jak wierzyła babcia Lois, jak wierzyła mama Eunice? Pawle wielki! Teraz wszystko inaczej. U babci była na kredencji figurka Matki Bożej. Na jej rączkach wisiały nasze różańce, u jej stóp leżały nasze książeczki, bo myśmy głośno, na kolanach, wszyscy w październiku mówili różańce, a w maju przy kapliczce śpiewaliśmy litanię loretańską. Pawle, teraz telewizor gra do końca, ludzie padają jak ćmy, bez dobranoc, bez krzyżyka od mamy. Dzicy ludzie! - podsumował biskup Zawitkowski.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14534185,Biskup_Zawitkowski__Bez_modlitwy___zdziczejesz__potem.html

patologia

DATA: 2013/08/31 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 218
 

Prymas: Katecheza powinna być obowiązkowa. Jest niezbędna w kształceniu ogólnym

Prymas Polski abp Józef Kowalczyk powiedział, że katecheza jest niezbędna w kształceniu ogólnym i dlatego powinna być obowiązkowa. Abp Kowalczyk odprawił dziś w Gnieźnie mszę, która była częścią obchodów dorocznego Dnia Katechetycznego. Uczestniczyli w niej katecheci z archidiecezji gnieźnieńskiej. Swoją opinię o katechezie abp Kowalczyk wygłaszał już wcześniej. - Religia powinna być przedmiotem obowiązkowym. Jeśli uczeń ma opuszczać szkołę z wykształceniem ogólnym, to w tym wykształceniu nie może zabraknąć wiedzy na temat religii i kultury chrześcijańskiej, wśród której wyrósł. W przeciwnym wypadku będzie to wiedza niepełna - argumentował w grudniu zeszłego roku.

Prymas przed mszą mówił do katechetów m.in. o tym, że szkoła i Kościół powinny wspierać rodziców w wychowywaniu młodzieży, nie powinny ich jednak próbować zastąpić. Skierował też do katechetów specjalny list. "Drogie Katechetki i drodzy Katecheci, jesteście w wyjątkowej sytuacji. Nawiązujecie kontakt w szkole nie tylko ze swoimi uczniami i ich rodzicami, ale także z wieloma innymi nauczycielami. Owo bogactwo osób niesie ze sobą radości i smutki. Potrzeba zatem ciągłej modlitwy za tych wszystkich, z którymi wspólnie wychowujecie, oraz za tych, których nauczacie i formujecie zarazem" - napisał abp Kowalczyk.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14526241,Prymas__Katecheza_powinna_byc_obowiazkowa__Jest_niezbedna.html

patologia

DATA: 2013/08/27 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 215
 

Idziesz na mszę zawieszonego księdza? To grzech ciężki!

Ostrzeżenie zamieścił portal łódzkiej archidiecezji. Nie przejmują się nim władze Aleksandrowa ani ks. Jacek Stasiak. W niedzielę poprowadzi uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego w swoim mieście. "Uczestnictwo w liturgiach odprawianych przez suspendowanego księdza to grzech ciężki" - ostrzega na swoim portalu łódzka archidiecezja. "Grzech ciężki, czyli śmiertelny, polega na tak świadomym i dobrowolnym opowiedzeniu się człowieka po stronie zła" - czytamy w jednym z katolickich portali. Aleksandrowian ostrzega przed tym o. Paweł Gużyński, przeor klasztoru oo. dominikanów w Łodzi: "Wierni, którzy dowiedzieli się, że jakiś ksiądz jest suspendowany - szczególnie, jeśli ta suspensa jest pełna i dotyczy wszelkich działań duszpasterskich - zdecydowanie powinni zdystansować się i nie uczestniczyć w żadnych celebracjach ani czynnościach duszpasterskich, jakie by ten ksiądz - mimo zakazu - proponował wiernym. Inaczej - wiedząc, że tak się rzeczy mają - popadają w grzech ciężki" - ostrzega zakonnik.

W ten sposób łódzki kościół podejmuje polemikę z księdzem Jackiem Stasiakiem z Aleksandrowa. Tydzień temu łódzki metropolita, ks. abp. Marek Jędraszewski, nałożył na niego karę suspensy. To znaczy, że duchowny nie może wykonywać żadnych czynności kapłańskich: odprawiać mszy, udzielać sakramentów ani zbierać pieniędzy na tacę. Suspensa to kara za zlekceważenie wcześniejszych upomnień, w których ks. Stasiak był wzywany do zaprzestania sprawowania mszy w kościele aleksandrowskim pw. św. Stanisława Kostki, uczestnictwa w zajęciach obowiązkowych dla kapłanów archidiecezji łódzkiej, zaprzestania prowadzenia przedsięwzięć gospodarczych oraz "wszelkiej działalności niezgodnej ze stanem duchownym". Ksiądz Stasiak zachowuje się, jakby suspensy nie przyjmował do wiadomości. W niedzielę jak gdyby nigdy nic odprawił mszę, na którą przyszło ponad 300 osób. Udzielał na niej komunii i prowadził zbiórkę na tacę. W ogłoszeniach duszpasterskich poinformował, że dekret o nałożeniu suspensy odesłał metropolicie. Zarzucił mu łamanie prawa i zapowiedział wytoczenie sprawy sądowej.

Ostrzeżeniami przed grzechem śmiertelnym ksiądz Stasiak ani władze Aleksandrowa się nie przejmują. W najbliższą niedzielę duchowny ma odprawić mszę, która będzie oficjalnym rozpoczęciem roku szkolnego w mieście i upamiętnieniem rocznicy wybuchu II wojny światowej. - Nie widzę powodu, by odwoływać uroczystości - mówi Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa. - Argumenty, które przedstawia o. Gużyński, są żywcem ze średniowiecza. Jak można w XXI wieku żądać od ludzi bezwzględnego posłuszeństwa wobec biskupa?

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14504143,Idziesz_na_msze_zawieszonego_ksiedza__To_grzech_ciezki_.html

patologia

DATA: 2013/08/17 ZRODLO: politykier.pl RAPORT NR: 206
 

Skandal! Konstytucja jest pogańska?

Wkrótce, może nawet już dziś, KRRiT ogłosi oficjalnie, że ukarała TVP za upowszechnienie występu kabaretu Limo, w którym między innymi sejmowy zespół przeciwdziałania ateizacji państwa dopatrzył się obrazy uczuć religijnych. Uczucia religijne są nietykalne, bo chroni je konstytucja. Ten sam akt stoi też na straży świeckości państwa. Istnienie wspomnianego zespołu w sejmie obraża oczywiście uczucia tych, którzy konstytucję szanują, i tych, którzy chcą żyć w państwie rzeczywiście świeckim. Ale uczucia tych ostatnich można obrażać bezkarnie. Są tykalne. Nieoficjalna informacja o ukaraniu TVP zbiegła się w czasie z obrazą uczuć tych ostatnich. Pozwolił sobie na nią przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. - Fala pogaństwa jak walec idzie przez naszą ojczyznę i Europę - grzmiał tenże hierarcha w Kalwarii Pacławskiej. Dzisiaj widzimy, jak pogaństwo idzie, często i my, prości ludzie, temu pogaństwu ulegamy. Ale ono idzie przez instytucje państwowe, przez środki przekazu.

Przejawy przywracania państwu konstytucyjnej świeckości hierarcha Kościoła nazywa obraźliwie "pochodem pogaństwa". Pogardliwe określenie "poganin" pochodzi od równie pogardliwego określenia "paganin", używanego w starożytnym Rzymie, a piętnującego człowieka zacofanego, opierającego się zachodzącym przemianom społecznym i kulturowym, czyli takiego starożytnego konserwatystę. Z przytoczonego wystąpienia abp. Józefa Michalika wynika, że ten hierarcha Kościoła jest "paganinem", oddanym piewcą i zwolennikiem państwa "pagańskiego". Jeżeli tak, to powody obrażania przez niego tych, którzy "paganami" nie są i być nimi nie chcą, stają się zrozumiałe.

http://politykier.pl/kat,1025795,wid,15903318,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/08/16 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 203
 

Jezuita na tropie

Wstrząsnęła mną homilia o. Aleksandra Jacyniaka. Ten znany jezuita w 40. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej powiadomił wiernych o tajemniczych zgonach, które nastąpiły w Polsce. Jezuita niczym Sherlock Holmes chronologicznie opowiedział o dziwnych przypadkach samobójstw, morderstw, wypadków samochodowych osób, które były związane ze Smoleńskiem. Media milczą, jedynie mentorka jezuity Dorota Kania nagłaśnia sprawę. Jezuita obficie wyliczał zgony. Najpierw, osiem dni po katastrofie smoleńskiej, zginął ewangelicki biskup Mieczysław Cieślar. Miał podobno dostać informację od samego ks. Adama Pilcha, że przeżył on katastrofę smoleńską. Według o. Jacyniaka bp. Cieślara zamordowano zapewne ze względu na jego wiedzę. Media, w tym TVN, milczą na temat śmierci moskiewskiego operatora, który zmarł na sepsę - w co oczywiście powątpiewa duchowny. Jezuita zastanawiał się również nad śmiercią Siergieja Trietiakowa, byłego agenta KGB, który wspólnie z CIA zrekonstruował katastrofę smoleńską. Opisywał też dziesięć przypadków innych zgonów, w tym śmierć trzech ekspertów lotniczych i szefa grupy archeologicznej, który miał stanąć na czele prac badawczych w Smoleńsku, lecz zginął w wypadku samochodowym. Do tajemniczych zgonów jezuita zalicza również samobójstwo gen. Petelickiego. Według niego mógł on zostać zamordowany za pomocą pavulonu.

Ci, którzy przyszli się pomodlić, mogli usłyszeć te sensacyjne homilijne opowieści o. Jacyniaka. Mam nadzieję, że prokuratura przesłucha duchownego, skoro ma on tak dobrze udokumentowaną wiedzę. Jak widać, w Polsce działa grupa morderców, którzy nie pozwalają na to, żebyśmy poznali prawdę o Smoleńsku. Te dziesięć przypadków zgonów zdarzyło się do 2012 r., bo Dorota Kania nie dostarczyła nowych materiałów do ujawnienia w homilii. O. Jacyniak uważa, że "wokół zgonów osób związanych z katastrofą smoleńską wciąż w środkach masowego przekazu panuje grobowa cisza". Dobrze, że 15 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie stanęła milcząca warta smoleńska. Być może w 2014 r. zdarzy się kolejny cud i wygra Jarosław Kaczyński, zarówno w wyborach prezydenckich, jak i na urząd premiera. Wtedy na transparentach będzie widniał napis: "Bolszewika goń, goń, goń".

http://wyborcza.pl/1,75968,14446606,Jezuita_na_tropie.html

patologia

DATA: 2013/08/15 ZRODLO: hotmoney.pl RAPORT NR: 201
 

Ksiądz oddał datki. "Dziadowskich pieniędzy nie chcę"

Ksiądz uznał, że wierni się nie postarali. Parafią w Rygałówce od lat rządzi ten sam proboszcz. Jego parafianie przyznają, że dba o kościół, ale narzekają też, jak donosi "Gazeta Współczesna" na to, że bezwzględnie wyciąga od nich pieniądze. Zbiórki z jasno określonymi kwotami są kilka razy w roku, za kolędę ksiądz bierze nie mniej niż 200 złotych, za pogrzeb co najmniej 1200, a za ślub jeszcze więcej.

Kilka tygodni temu ksiądz nakazał sołtysom parafialnych wsi zebranie 80 złotych od każdego gospodarstwa. Pieniądze ze zbiórki miały być przeznaczone na remont parkanu i opłatę za wywóz śmieci. Mieszkańcy Bartnik uradzili jednak, że dadzą po 50 złotych podymnego. Sołtys przekazał więc księdzu kopertę z 1500 złotych w środku. Następnego dnia proboszcz Zwierzyński wezwał sołtysa, rzucił kopertę na stół i kazał mu natychmiast dozbierać brakujące pieniądze. Takich dziadowskich pieniędzy nie chcę - miał, według "Gazety Współczesnej" powiedzieć sołtysowi katolicki duchowny. Mieszkańcom Bartnik nie spodobało się takie postępowanie proboszcza. Ustalili, że nie dadzą księdzu ani złotówki i napiszą list do biskupa, w nadziei, że poskromią w ten sposób zapędy duchownego. Tłumaczą się, że w ich wsi ludzie sami potrzebują pomocy i nie mają z czego dawać pieniędzy. Ksiądz tłumaczy się, że niczego nie narzuca mieszkańcom i wszystkie datki są dobrowolne.

http://www.hotmoney.pl/Ksiadz-oddal-datki-Dziadowskich-pieniedzy-nie-chce-a31603

patologia

DATA: 2013/08/14 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 200
 

"Baptyści won, katolicy górą" - taki napis pojawił się na szalecie

Skandaliczny napis pojawił się w ostatnich dniach na jednym z budynków w pobliżu bielskiego Kościoła Chrystusowego w dzielnicy Parkowej w Bielsku Podlaskim. Pastor tego zboru uważa, że może to być próba skłócenia zamieszkujących miasto wiernych różnych religii. Sprawę bada policja. Podlasie zyskało w ostatnim czasie brzydką łatkę krainy nietolerancji. Stało się tak głównie po serii aktów w Białymstoku wymierzonych przeciwko obcokrajowcom. Choroba ta omijała dotychczas Bielsk Podlaski – miasto od wieków zamieszkiwane przez przedstawicieli różnych narodowości, wyznawców kilku religii. – To sytuacja niebezpieczna, bo raz zasiana nienawiść się rozplenia. Z małej głupoty powstają większe kłopoty – mówi Henryk Karasiewicz, pastor Kościoła Chrystusowego w Bielsku Podlaskim. – W naszej ocenie to nie tylko akt wandalizmu i zniszczenie mienia, ale także nawoływanie do nienawiści religijnej.

Przedstawiciele bielskiego Kościoła Chrystusowego nie kryją smutku i zaskoczenia. – Przez tyle lat staraliśmy się wnosić do życia miasta jak najwięcej pozytywów, np. zajmowaliśmy się przekazywaniem żywności dla najbardziej potrzebujących. Cenimy współpracę z władzami oraz innymi działającymi tu Kościołami. Nigdy nie spotkaliśmy się z niechęcią – zapewnia pastor senior Konstanty Jakoniuk. Szkalujący napis pojawił się prawdopodobnie kilka dni temu na budynku szaletu, który mieści się przy ul. Dubiażyńskiej i sąsiaduje z posesją, na której znajduje się świątynia Kościoła Chrystusowego. Drugi napis – dużo bardziej obraźliwy – powstał 20 metrów dalej, na budynku gospodarczym zboru. By go namalować, wandale musieli wejść na ogrodzony teren prywatny. – Pojawienie się obu napisów w jednym czasie to nie może być przypadek – mówi pastor Karasiewicz. – Autorzy napisu podeszli do budynku z takiej strony, że nie mogli zostać przez nas zauważeni.

Inna sprawa, że wandale popisali się niewiedzą. Wierni Kościoła Chrystusowego nie są bowiem baptystami. Tych skupia Zbór Chrześcijan Baptystów, który mieści się w innej części miasta. Łączy ich tylko fakt, że wszyscy są protestantami. – Chcę wierzyć, że to był tylko bezmyślny wybryk, choć i tak jest to niepokojący sygnał – ocenia pastor Bartosz Kaczorek z Kościoła Chrześcijan Baptystów w Bielsku Podlaskim. Wulgarnymi i obraźliwymi napisami zajęła się także policja. – Rozpoczęliśmy postępowanie, które prowadzone będzie dwutorowo: w kierunku zniszczenia mienia oraz nawoływania do nienawiści na tle wyznaniowym – informuje mł. insp. Arkadiusz Sidorski, zastępca komendanta powiatowego policji w Bielsku Podlaskim. Służby miejskie już zamalowały skandaliczny napis na budynku szaletu miejskiego. – Mamy nadzieję, że to był tylko odosobniony incydent, który już się nigdy nie powtórzy – mówi Jan Radkiewicz, wiceburmistrz Bielska Podlaskiego.

Pastorzy bielskich zborów podkreślają, że agresję zwykle budzi strach i niewiedza. – Różnorodność jest naszą siłą, a nie przeszkodą. Sposobem na uniknięcie takich sytuacji mogłoby być szersze uświadamianie ludziom różnorodności kulturowej i religijnej poprzez edukację – mówi pastor Bartosz Kaczorek. – W Łodzi raz w roku organizowano Dzień Kolorowej Tolerancji. Oprócz zamalowywania obraźliwych napisów otwierano kościoły, kaplice i synagogi, w których młodzież mogła zapoznać się z historią i kulturą danego wyznania. Może władze Bielska wraz z Kościołami i przedstawicielami mniejszości narodowych przygotowałyby taki program poznawania swojego regionu?

http://wiadomosci.onet.pl/bialystok/baptysci-won-katolicy-gora-taki-napis-pojawil-sie-na-szalecie/4ekb1

patologia

DATA: 2013/08/07 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 190
 

Krosno: ksiądz znęcał się nad chłopcem; rusza proces

Sąd Okręgowy w Krośnie (Podkarpackie) uchylił w środę wyrok dla b. proboszcza parafii w Hłudnie, ks. Stanisława K. oskarżonego o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad 13-letnim Bartkiem i doprowadzenie go tym do samobójstwa. Proces będzie się toczył od początku w I instancji. Duchownemu zarzuca się jeszcze znęcanie się nad trójką innych dzieci w okresie od września 2005 do grudnia 2007 r. W lutym br. Sąd Rejonowy w Brzozowie skazał Stanisława K. na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad 13-letnim Bartkiem i trzema dziewczynkami. Sąd, na podstawie zgromadzonych dowodów, uznał, że ksiądz bił Bartka po twarzy, karku, targał za uszy, oskarżał go o kradzież pieniędzy, mimo braku dowodów i zaprzeczeń chłopca, straszył zawiadomieniem policji i przeszukaniem domu. Jednak, w opinii sądu I instancji, nie było to przyczyną samobójstwa chłopca, co zarzucała duchownemu prokuratura.

Sąd w Brzozowie uznał duchownego winnym także znęcania się nad trzema dziewczynkami, które bił po rękach, ciągnął za włosy i uszy, w wyniku czego dzieci bały się kolejnych lekcji z księdzem. Od tego wyroku odwołała się obrona, prokuratura i oskarżyciele posiłkowi. Sąd odwoławczy wytknął sądowi I instancji błędy i uchybienia w postępowaniu dowodowym, m.in. brak opinii psychologicznej, psychiatrycznej i seksuologicznej oskarżonego, brak oceny postępowania księdza wobec dzieci. Ponadto – według sądu okręgowego – uzasadnienie wyroku jest niekompletne. Rozprawa odwoławcza była jawna. W czasie śledztwa ksiądz nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Duchowny został oskarżony o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad 13-latkiem i doprowadzenie go tym do targnięcia się na życie, oraz o znęcanie się nad trójką innych dzieci w okresie od września 2005 do grudnia 2007 r.

Rozprawy w I instancji odbywały się, na wniosek prokuratury i pełnomocnika pokrzywdzonych, za zamkniętymi drzwiami. Decyzję o utajnieniu sąd uzasadnił na pierwszej rozprawie obawą, że na procesie mogłoby dojść do niepokojów społecznych, ponieważ osoba księdza i stawiane mu przez prokuraturę zarzuty budziły antagonizmy i kontrowersje. Zwrócił też uwagę na dobro pokrzywdzonych dzieci i prawo rodziny zmarłego Bartka do szacunku i spokoju. Proces trwał prawie pięć lat. Przedłużało go m.in. oczekiwanie na opinię psychologiczną, o której wydanie brzozowski sąd zwrócił się wiosną 2010 r., uznając ją za konieczną. Obszerna i szczegółowa opinia wpłynęła do sądu w lutym 2011 roku. Jej treść jest niejawna. Do samobójstwa Bartka doszło w połowie grudnia 2007 r. w miejscowości Hłudno. Chłopiec powiesił się na drzewie. Zostawił list, w którym miał oskarżyć miejscowego proboszcza o bezpodstawne posądzenie go o kradzież. Napisał w nim też, że nie chce już być "gwałcony" przez tego "pedofila", ale wyrazy te później zamazał.

Śledztwo w tej sprawie brzozowska prokuratura wszczęła kilka dni po śmierci chłopca. Zgromadzony materiał dowodowy nie potwierdził jednak, by chłopiec był molestowany przez duchownego. Biegły z zakresu grafologii potwierdził autentyczność listu pozostawionego przez Bartka. W sprawie przesłuchano kolegów Bartka z gimnazjum oraz innych uczniów z zespołu szkół, którzy mieli kontakt z księdzem, a także dorosłych. Łącznie około 60 osób. Ks. Stanisław K. na swoją prośbę, niedługo po tragedii, odszedł z parafii Hłudno. Rezygnację złożył w przemyskiej kurii i została ona przyjęta. Jak powiedział wówczas PAP kanclerz kurii ks. Bartosz Rajnowski, księdza przeniesiono do innej parafii. Kanclerz nie chciał ujawnić powodu rezygnacji, jaki podał ksiądz.

http://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/krosno-ksiadz-znecal-sie-nad-chlopcem-rusza-proces/x04qn

patologia

DATA: 2013/07/27 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 182
 

Uprawiałeś jogę? Posiadasz słoniki "na szczęście"? Jesteś zagrożony duchowo

Od kilku dni przedmiotem żartów internautów jest czterostronicowa ulotka o zagrożeniach duchowych "Podstawy chrześcijańskiej walki duchowej i przygotowanie do modlitwy o uwolnienie" - zarówno z powodu kuriozalnych pytań do zdiagnozowania u siebie działania złego ducha, jak i błędów w nazwach zespołów, przed których słuchaniem ksiądz przestrzega "prawdziwych katolików" (np. Def Leopard zamiast Def Leppard). Czy zdarzyło ci się odesłać kogoś "do diabła"? Oglądać "Gwiezdne wojny" lub "E.T."? Słuchać Beatlesów, Jacksona, Springsteena albo The Doors i Pink Floyd? Jeśli tak, jesteś zagrożona/zagrożony duchowo i być może wymagasz interwencji egzorcysty. To nie dowcip, to ulotka diecezji warszawsko-praskiej, która stała się przebojem internetu. Można ją znaleźć także w wielu katolickich serwisach. Na stronie diecezji jest informacja, że ulotka to "nowość". Ale powstała ona już w 2011 r. Jej autor ks. dr Przemysław Sawa, egzorcysta i dyrektor Diecezjalnej Szkoły Nowej Ewangelizacji w Bielsku-Białej, tak tłumaczył wtedy portalowi Katolik.pl cel, jakiemu służy: "Wspomniany dokument powstał z potrzeby właściwego przygotowania ludzi do modlitwy o uwolnienie i uzdrowienie wewnętrzne". Dodał, że "modlitwa o uwolnienie jest wymagana w jego wspólnocie w pierwszych dwóch latach formacji i przed objęciem zasadniczych posług".

W samej ulotce można przeczytać, że „rozmaite praktyki otwierają człowieka na wpływ duchów złych”. Jakie praktyki? - to można odkryć za pomocą 60 pytań z ulotki: „Czy uprawiałeś sztuki walki lub jogę?”; „Czy wymawiałeś imiona innych bogów? (np. Makumba - bóstwo afrykańskie)”, „Czy odsyłałeś kogoś »do diabła «?”, „Czy posiadałeś słoniki »na szczęście «?”, „Czy uczestniczyłeś w Halloween?”. Ulotka wymienia też kilkadziesiąt "złych filmów" - m.in. "Gwiezdne wojny", "Indiana Jones", czy "Wojownicze Żółwie Ninja". A jeśli ktoś nie śpiewał piosenki "Makumba" zespołu Big Cyc, nie trenował dżudo lub nie obejrzał kinowych przebojów - to zagraża mu jeszcze wielu popularnych wykonawców, takich jak John Lennon, Michael Jackson czy Bob Marley. Ks. Sawa podkreśla, że odniesienia do satanizmu pojawiły się po raz pierwszy w muzyce Beatlesów w 1967 r. Uwiarygodnia swoją listę, powołując się na prace o okultyzmie, a także na "Katechizm Kościoła katolickiego" z 2002 r.

Sporo pytań na liście zadziwia ks. Andrzeja Lutra. - Niektóre budzą wręcz sprzeciw - mówi. - Nawet nie wiedziałem, że czyha na mnie tuż za rogiem tyle zagrożeń. Warto przypomnieć słowa ks. Józefa Tischnera: "Nie uprawiajmy teologii lęku i duszpasterstwa męki". Tylko uprawiajmy teologię Ewangelii. Ks. Luter przyznaje, że do dziś słucha płyt The Doors czy Pink Floyd, które są na liście ks. Sawy: - Słuchałem ich w młodości, a jednak trafiłem do seminarium. Najbardziej jest zaskoczony umieszczeniem wśród zagrożeń filmu "Odyseja kosmiczna". - Nie bardzo wiadomo, o którą produkcję chodzi. Jeśli o "Odyseję" Stanleya Kubricka, to jest przecież ona na liście 45 filmów polecanych przez Papieską Radę do spraw Społecznego Przekazu. No, chyba że mowa o tej drugiej z 2000 r. Ale przecież to parodia, jakich było wiele, z udziałem Leslie Nielsena - mówi ks. Luter. Mimo to inni księża poważnie traktują te "zagrożenia duchowe". Na YouTubie w kilkuminutowym filmie ks. Marek Bałwas ostrzega, że po zapaleniu zapachowych kadzidełek człowiek ma problemy z wejściem do kościoła. Ks. Luter zapewnia, że to nie są sprawy, którymi żyje Kościół, ale jedynie pojedynczy księża.

http://wyborcza.pl/1,75478,14343951.html

patologia

DATA: 2013/07/24 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 179
 

Rwandyjski ksiądz oskarża: arcybiskupa Henryka Hosera

Arcybiskup Henryk Hoser był w dobrych stosunkach z osobami dokonującymi ludobójstwa - twierdzi w rozmowie z portalem natemat.pl rwandyjski ksiądz Jean Ndorimana, który w masakrze stracił całą rodzinę. Ksiądz Hoser był 20 lat misjonarzem w tym afrykańskim kraju. O bierność Kościoła katolickiego i abp. Hosera w obliczu zbliżającego się, a potem trwającego w Rwandzie ludobójstwa pisał niedawno tygodnik "Newsweek". Od kwietnia do lipca 1994 r. doszło tam do masowych mordów ludności Tutsi dokonywanych przez Hutu. Zorganizowani bojówkarze i sąsiedzi zabijali sąsiadów. W ciągu trzech tragicznych miesięcy zginać mogło nawet milion ludzi. Do masakr dochodziło także w kościołach, w których schronienia próbowali szukać przerażeni ludzie.

Pochodzący z plemienia Tutsi ksiądz Jean Ndorimana w czasie ludobójstwa stracił całą rodzinę. W rozmowie z portalem natemat.pl potwierdził, że dobrze poznał abp. Hosera współpracując z nim przy projekcie dotyczącym planowania rodziny. - Był osobą odpowiedzialną za Kościół w całej Rwandzie, podczas gdy ja odpowiadałem za diecezję Cyangugu - mówi. Rwandyjski duchowny wspomina, że spotkał polskiego arcybiskupa w 1994 roku w Burundi, gdy sam uciekał przed ludobójstwem. Jak twierdzi, ksiądz Hoser "był w dobrych stosunkach z osobami dokonującymi ludobójstwa, gdyż w czasie, gdy trwała rzeź ludności Tutsi, bez trudu przekraczał granicę i przemieszczał się między rozmaitymi punktami kontrolnymi w samej Rwandzie". Sam abp Hoser w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej wyjaśniał, że od września 1993 r. do sierpnia 1994 r. nie było go w Rwandzie, bo odbywał tzw. rok formacyjny - najpierw przebywał w Jerozolimie, potem wrócił do Europy: był w Warszawie, a następnie Rzymie. Do Afryki wrócił jako wizytator apostolski krótko po ustaniu masowych mordów, a w 1996 r. zakończył tę funkcję.

Ksiądz Ndorimana utrzymuje, że po masakrze polski duchowny "wielokrotnie dawał wyraz swojemu negacjonizmowi" w kwestii rwandyjskiej hekatomby i odsyła do swojej książki "Rwanda - L’Eglise catholique dans le malaise" ("Rwanda – Kościół katolicki podczas choroby"). "Po jego (Hosera - przyp. red.) wyjeździe z Rwandy wielokrotnie oświadczał: trzeba pomóc tym biskupom Hutu: obsadziliśmy ich tam, by zwalczyć Państwo Tutsi!" - cytuje fragment książki portal natemat.pl. Rwandyjski duchowny komentuje, że "państwo Tutsi" to "termin używany przez osoby, które odmawiają uznania, że na ludności Tutsi dokonano zbrodni ludobójstwa". Jest to kolejny głos w debacie na temat roli Kościoła katolickiego w 1994 roku w Rwandzie. - Kościół w Rwandzie był wielkim poszkodowanym. Stracił nie tylko czterech biskupów ale i 150 księży, czyli około jedną czwartą duchowieństwa. Poniosło śmierć także ok. 140 sióstr zakonnych, nie mówiąc już o kilkuset tysiącach wiernych świeckich. Byli to zarówno Hutu jak i Tutsi - bronił Kościoła w rozmowie z KAI abp Hoser.

Na zarzuty o współudział duchownych w zbrodniach odpowiedział: - Kościół w Rwandzie nigdy nie namawiał, ani nie brał udziału w ludobójstwie. Dowody pokazują co innego. To nie księża zabijali ludzi w kościołach, ale hordy często pijanych i znarkotyzowanych morderców. Innego zdania jest ekspertka ds. Rwandy Lindę Melvern, która w rozmowie z portalem natemat.pl ostro oceniła wywiad księdza Hosera, twierdząc, ze "Kościół katolicki wspierał reżim" i "nie dbał o prawa człowieka". - Był (abp. Hoser) częścią establishmentu. Znał się z tymi, którzy dokonali tego mordu - powiedziała natemat.pl Mevern. - Kościół legitymizował rasistowską politykę establishmentu. W latach poprzedzających ludobójstwo Tutsi żaden z hierarchów nie wystąpił przeciwko reżimowi - skomentowała. Dziennikarka przypomniała również, że MTK dla Rwandy skazywał duchownych.

http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Rwandyjski-ksiadz-oskarza-arcybiskup-Henryk-Hoser-byl-w-dobrych-stosunkach-z-ludobojcami,wid,15841398,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/07/24 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 180
 

Gwiazdy na czarnej liście Kościoła

W internecie furorę robi opracowana już przed kilkoma laty lista artystów "wprost lub pośrednio promujących satanizm, okultyzm lub inne obce kultury". Długa lista artystów pochodzi z broszury "Zagrożenia duchowe. Podstawy chrześcijańskiej walki duchowej, przygotowanie do modlitwy o uwolnienie" sporządzonej przez ks. dr Przemysława Sawę. Ks. Sawa wyspecjalizował się w zagrożeniach, które rzekomo "zapraszają" szatana i mogą przyczynić się do opętania.

Przedruk broszury ks. Sawy można znaleźć na wielu chrześcijańskich serwisach i forach. Na liście zakazanych artystów, oprócz tak "oczywistych" wyborów jak Slayer, Burzum, Madonna czy Behemoth, znalazły się również dość zaskakujące pozycje. Do wykonawców satanistyczno-okultystycznych zaliczeni bowiem zostali: The Rolling Stones, Pink Floyd, Guns N' Roses, Metallica, Michael Jackson, Depeche Mode, Bob Marley, Bruce Springsteen, Coma czy Nirvana.

http://muzyka.interia.pl/rock/news/gwiazdy-na-czarnej-liscie-kosciola,1937902,46

patologia

DATA: 2013/07/21 ZRODLO: radiozet.pl RAPORT NR: 176
 

Ksiądz z Gdańska aresztowany pod zarzutem gwałtu

Jest podejrzany o seksualne wykorzystanie 19-latki. 37-letni ksiądz, dominikanin z Gdańska, został tymczasowo aresztowany pod zarzutem gwałtu. Ksiądz Andrzej W. dziś usłyszał zarzuty. Jest podejrzany o seksualne wykorzystanie 19-letniej kobiety. W miniony czwartek ksiądz poznał młodą kobietę i zaprosił ją do hotelu. Nie miał na sobie zakonnego habitu. Następnego dnia dziewczyna zawiadomiła policję, twierdząc, że duchowny upił ją i wykorzystał. Ksiądz został zatrzymany. Śledczy na razie nie mówią, czy duchowny przyznał się do winy. Grozi mu od 6-ciu miesięcy do 8 lat więzienia.

http://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Wiadomosci/INFORMACJA-RADIA-ZET-Ksiadz-z-Gdanska-aresztowany-pod-zarzutem-gwaltu

patologia

DATA: 2013/07/19 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 174
 

O Polskę wolną - od konkordatu!

Też bym chciał być biskupem. Nie jestem i pytam: Dlaczego z górą setka panów ma w moim kraju większe prawa ode mnie? Minęło dwadzieścia lat od podpisania i piętnaście od wejścia w życie konkordatu między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską. To już drugi akt tego rodzaju. Pierwszy, z roku 1925, działał aż do upadku Polski we wrześniu 1939 r., kiedy to Watykan faktycznie go zerwał, ustanawiając niemieckich biskupów na terenach wcielonych do Rzeszy. Ów przedwojenny konkordat czynił z Kościoła państwo w państwie, lecz przynajmniej nie udawał, że tak nie było. Biskupi, jako bezwzględnie lojalni wobec bądź co bądź obcego państwa, i to takiego, z którym stosunki mieliśmy przez stulecia niełatwe, wzorem dawnych obyczajów przysięgali wierność Rzeczypospolitej. Dziś przysięgi takiej biskupi nie składają.

Konkordat nie jest zwykłą umową międzynarodową, która by równomiernie rozkładała korzyści i ciężary na układające się strony. Jest z natury asymetryczny, gdyż stanowi dokument gwarantujący wymienione w nim przywileje Kościoła katolickiego na terytorium danego państwa-strony bez żadnej ekwiwalencji w postaci praw tego państwa w stosunku do Kościoła. Do istoty konkordatu należy również to, że jeśli Kościół zobowiązuje się przestrzegać praw państwa, z którym się układa, to czyni to dobrowolnie (dobitnie tłumaczy nam to ks. Józef Krukowski w książce ''Konkordat polski. Znaczenie i realizacja''). Polski konkordat starannie określa, w jakich sprawach Stolica Apostolska gotowa jest na terytorium RP respektować polski porządek prawny, zastrzegając sobie prawo kierowania się w pozostałych kwestiach kodeksem kościelnym i de facto zobowiązując Polskę do uznawania obowiązywania obcego prawa na swoim terytorium.

Decydujący jest tutaj art. 5, który głosi, że Kościół w Polsce kieruje się w zarządzaniu swoimi sprawami w pierwszej kolejności prawem kanonicznym, co oznacza, że w razie sprzeczności tego prawa z prawem RP może polskie prawo ignorować i ''robić po swojemu'', a polskie władze, w tym sądy, muszą to respektować. W rezultacie księża i biskupi podlegają polskiemu prawu dlatego, że zgodziła się na to Stolica Apostolska, a nie z racji samego tylko obywatelstwa, jak to jest w przypadku wszystkich pozostałych członków społeczeństwa. Nie wdając się w szczegóły, można powiedzieć, że z mocy konkordatu status polskich duchownych katolickich i nieruchomości kościelnych jest zbliżony do statusu obcych dyplomatów i ambasad. Też bym chciał podlegać prawu dobrowolnie. Też bym chciał, aby urząd skarbowy, NIK i prokurator byli wobec mnie bezsilni. Też bym chciał nie płacić podatku dochodowego. Też bym chciał być biskupem. Konkordat jest reliktem historii. Jakoś udało się prawicy zachować w polskim skansenie politycznym elementy średniowiecznego ustroju, w którym państwo i Kościół dzieliły się władzą i daninami publicznymi jako partnerzy ''współsuwerennie'', by tak rzec, rządzący krajem i wspólnie odbierający cześć poddanych i wiernych. Średniowiecze w Polsce tak naprawdę nigdy się nie skończyło - zabrakło nam prawdziwej rewolucji demokratycznej.

Jego ślady widoczne były nawet w PRL. Oczywiście w PRL Kościół był prześladowany, zwłaszcza w latach stalinizmu. Prześladowani byli szczególnie ci księża, którzy prowadzili działalność opozycyjną. Jednocześnie jednak był ogromnie uprzywilejowany. Mógł swobodnie głosić swoje poglądy, wydawać prasę, zbierać pieniądze, prowadzić nauczanie, a rząd utrzymywał nawet uczelnię katolicką i emitował katolickie audycje. Żadna niekomunistyczna organizacja poza Kościołem nie miała nawet w przybliżeniu takiej swobody działania. W dodatku upadająca komuna, pragnąc ''zabezpieczyć tyły'' w starciu z odradzającą się ''Solidarnością'', obdarowała Kościół ustawą o stosunku państwa do Kościoła (maj 1989 r.), gwarantując w niej rozliczne przywileje, w tym uproszczony, pozasądowy tryb pełnej reprywatyzacji utraconych majątków bez prawa sprzeciwu ze strony wywłaszczanych gmin i innych podmiotów. Zaraz potem, u zarania nowej Polski, bardzo uprzywilejowany już przez nową ustawę Kościół stanął wobec swej wiernej córy w nowej-starej roli, a mianowicie jako obce państwo - Stolica Apostolska - i zażądał jeszcze mocniejszych gwarancji swych praw i przywilejów. Zażądał konkordatu i - więcej - wpisania konkordatu do polskiej konstytucji. Czy tak postępują przyjaciele? Nie, z pewnością nie był to gest przyjaźni. (...)

Jako że rozumie się samo przez się, iż konkordat działa tylko w jedną stronę, to znaczy zobowiązuje państwo polskie do respektowania pozycji Kościoła, nikt nie traktuje serio wynikających z konkordatu zobowiązań strony kościelnej. A są one dla Kościoła dość dotkliwe. Otóż konkordat już w pierwszym artykule mówi o wzajemnym poszanowaniu autonomii i niezależności układających się stron. Pogwałceniem autonomii Stolicy Apostolskiej, i to drastycznym, byłoby na przykład wystosowanie przez polskiego ambasadora przy Watykanie adresu do papieża, w którym - w imię uniwersalnych wartości moralnych i z racji powszechnego wyznawania katolicyzmu przez obywateli Polski - upominałoby się Kościół o konieczności wprowadzenia demokracji oraz równouprawnienia kobiet i mężczyzn w Kościele. Dokładnie takim samym naruszeniem autonomii państwa polskiego jest nieustanne zwracanie się przez episkopat i poszczególnych biskupów z apelami do władz publicznych różnego szczebla - od rządu po gminę - o ustanowienie takich bądź innych praw lub podjęcie takich bądź innych działań.

To, co w pełni dozwolone biskupom jako osobom prywatnym, jest im całkowicie zakazane jako biskupom. Nic jednak sobie z tego nie robią, a rząd polski zachowuje się tak, jakby było czymś oczywistym to, że biskupi wywierają presję na stanowione w Polsce prawo. Co więcej, na różne sposoby ten wpływ ułatwia, wdając się w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu w rozmowy o wielu sprawach politycznych wykraczających poza kwestie związane ze swobodami religijnymi. W rezultacie Stolica Apostolska - za pośrednictwem biskupów - ma bardzo silny wpływ na to, jakie mamy w Polsce (lub nie mamy) prawo medyczne oraz czego uczy się (lub nie uczy) w polskich szkołach szkołach na lekcjach języka polskiego i historii. Lekceważenie praw Polski wynikających z konkordatu wyraża się również w całkowitym zignorowaniu nakazanego w konkordacie (art. 22) utworzenia wspólnej komisji rządu i Kościoła do spraw finansowych.

Komisji nie utworzono, a działalność biznesowa Kościoła niemalże całkowicie ignoruje polskie prawo i w zasadzie nie podlega żadnej kontroli ze strony państwa. Wiele kościelnych biznesów działa bez ksiąg i podatków, bez faktur, bez kontroli skarbowej - po prostu w szarej strefie. Ponadto państwo polskie na różne sposoby finansuje działalność Kościoła (głównie nauczanie religii), nie mając żadnej możliwości prowadzenia audytu wydatków sponsorowanych podmiotów ani żadnej kontroli nad działalnością, za którą płaci. Jest to nie tylko głęboko upokarzające dla naszego państwa, a tym samym również dla narodu, lecz przede wszystkim niezgodne z prawem.

http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,14307134,O_Polske_wolna___od_konkordatu_.html

patologia

DATA: 2013/07/17 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 173
 

Zdrajcy

Jeszcze niedawno porzucali kapłaństwo z miłości do kobiety i chęci posiadania dzieci. Teraz coraz częściej odchodzą, bo wstydzą się za swój Kościół. Kiedy Jakub, do niedawna wikary w małej parafii na Podlasiu, późną wiosną ni stąd, ni zowąd pojawił się w rodzinnym domu w wielkopolskiej Chodzieży, jego matka pomyślała najpierw, że poważnie zachorował. Źle wyglądał, miał szarą cerę i worki pod oczami. I jeszcze ten strój: zamiast sutanny zwykłe spodnie i szara bluza z kapturem. Ani chybi coś mu dolega. Ojciec miał własną teorię. – Babę sobie znalazłeś, co? – zagadnął. – Możesz sobie babę na boku mieć, nie ty pierwszy, nie ostatni. – Odszedłem z Kościoła, tato. I nie przez kobietę, ale przez Kościół – odpowiedział Jakub. – Bo to już nie jest ciało Chrystusa, to obce ciało. I wtedy usłyszał od ojca, że jest gówniarzem i zdrajcą. I że ma się natychmiast z domu wynosić.

Słowo "zdrajca" to – jak wynika z relacji samych kapłanów – wiele razy usłyszeli od otoczenia księża, którzy zgodzili się na rozmowę z dr. Igorem Pietkiewiczem, psychoterapeutą, pracownikiem naukowym katowickiej SWPS i jego dwoma magistrantami. Jeden z nich sam był kiedyś kapłanem, drugi nie przyjął święceń kapłańskich po ukończeniu seminarium duchownego. Wspólnie postanowili przebadać księży, którzy odeszli ze stanu duchownego. – Chcieliśmy się przyjrzeć indywidualnym doświadczeniom duchownych, którzy zdecydowali się na porzucenie kapłaństwa – wyjaśnia dr Pietkiewicz. Naukowcy nie zastosowali zwykłej ankiety, jak to się robi w ilościowych badaniach socjologicznych, ale pogłębione wywiady. Chodziło o to, by kapłani mogli szczegółowo opowiedzieć, co stanowi dla nich największe wyzwania i przeszkody w pracy kapłańskiej. Badania zaczęły się w ubiegłym roku, zakończono je na przełomie czerwca i lipca.

Na początku nie było łatwo znaleźć chętnych do rozmowy, mimo że naukowcy zamieścili ogłoszenia w prasie. – Zadziałały dopiero prywatne kontakty. Księża boją się mówić o swoich dylematach, konfliktach wewnętrznych, o sytuacjach, które wywołują napięcie – mówi dr Pietkiewicz. Ostatecznie udało mu się przebadać ponad dwudziestu księży, w tym dwunastu, którzy zrzucili sutannę. Niby niedużo, ale wystarczy, by zrozumieć, co ich w Kościele najbardziej uwierało. Pietkiewicz przyznaje, że zainteresował się tematem, odkąd kilka lat temu księża zaczęli się u niego pojawiać na terapii. – Przychodzili do mnie, świeckiego terapeuty, często przyznając, że jestem pierwszą osobą, której zwierzają się z kłopotów – mówi psycholog. Twierdzili, że sobie często nie radzą, bo żyją na świeczniku, a ludzie mają wobec nich ogromne, często nierealistyczne oczekiwania. Z jednej strony traktują jak ojców, kogoś, do kogo można się zgłosić w potrzebie. Z drugiej strony księża wyraźnie czują, że wzbudzają dziś skrajne uczucia: od nabożnej czci po wrogość. Ale gdy o swoich rozterkach mówili przełożonym, ci zazwyczaj mieli jedną receptę – modlitwę.

Z każdej strony słyszałem o aferach finansowych albo seksualnych z udziałem księży. Że księża to albo pedofile, albo zakamuflowani geje, którzy tworzą w Kościele mafię. Niestety miałem poczucie, że to nie są teorie spiskowe, tylko część prawdy o instytucji, której służyłem. Podobno prawda wyzwala, ale mnie akurat takie wiadomości nie pomagały w posłudze – mówi "Newsweekowi" były kapłan Jakub. Najgorsze było jednak to, że od dawna czuł się na plebanii obco. Sporo starszy proboszcz po godzinie 16 był już zazwyczaj pijany, więc wszelkie obowiązki spadały na niego. I nawet niespecjalnie by mu ciążyły, gdyby nie dojmująca samotność. W kościele pojawiały się wyłącznie starsze panie, młodzi już dawno uciekli do miast. A ci nieliczni, którzy zostali, też tylko odbębniali niedzielną sumę i szli do domu.

– Zorientowałem się, że moja rola w parafii zaczęła się sprowadzać do tego, że jestem cerberem, który pilnuje, by wierni regularnie sprzątali kościół. I żeby dobrze zapłacili za chrzciny, śluby i pogrzeby – wylicza Jakub. Doszedł do wniosku, że nie chce dłużej tak żyć. Spakował się i odszedł. Później dowiedział się, że proboszcz wyjaśnił parafianom, że ich wikary został z ważnej przyczyny odwołany. – Plebania często nie jest dla księdza domem. To raczej hotel – komentuje jezuita, ojciec Wiesław Oszajca. – Proboszcz jest pracodawcą, wikary pracobiorcą i nie łączą ich żadne głębsze więzy. Nie ma zaufania, zawierzenia sobie czy choćby wspólnych posiłków. Ksiądz zaczyna więc uciekać z takiej plebanii i szuka ratunku gdzie indziej.

Plebanii – co również podkreśla ksiądz Oszajca – która wielu księżom (i wiernym) kojarzy się już tylko z punktem zbierania różnych danin od ludności. – Czułem się jak sprzedawca – przyznał w rozmowie z dr. Pietkiewiczem pewien rozżalony były ksiądz. Inny kapłan przyznawał, że bardzo boli go to, iż nie może pomagać wiernym tak, jak sobie wymarzył. Chciał zaangażować się w pomoc charytatywną dla niepełnosprawnych, więc postanowił studiować kierunek terapia przez sztukę. Przełożeni zarzucali mu potem, że marnuje czas na fanaberie. – To prawda, Kościół wciąż kształci i promuje kapłanów w taki sposób, by broń Boże nie byli zbyt blisko ludzi – przyznaje gorzko ks. prof. Wiesław Przyczyna z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, kiedyś redemptorysta (musiał odejść z zakonu, bo krytykował działalność swojego współbrata ojca Tadeusza Rydzyka i jego Radio Maryja), a dziś kapłan diecezjalny.

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/zdrajcy,1,5562516,kiosk-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/07/11 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 167
 

Abp Hoser okrył Kościół wstydem

- Czy jest ksiądz obrzezany? Niech ksiądz powie, czy należy do tego narodu? - tak miał zapytać ks. Wojciecha Lemańskiego, odwołanego proboszcza z Jasienicy, abp Henryk Hoser. Lemański ujawnił to w radiu Tok FM. W Kościele i w społeczeństwie wystarczająco dużo jest epizodów antysemickich, żeby jeszcze w taki sposób uprawomocniał niechęć do Żydów katolicki hierarcha. Abp Hoser powinien za swoje słowa publicznie przeprosić. Tych słów nie wypowiedział żaden dyżurny żydożerca spod znaku Radia Maryja, lecz abp Henryk Hoser, ordynariusz części Warszawy i okolic. Bo nie podobało mu się, że ks. Lemański angażuje się w dialog z Żydami, wkłada jarmułkę, jeździ do Jedwabnego i na dodatek uznaje polskie winy, także winy Kościoła, wobec narodu żydowskiego. Gdy takie słowa wypowiada hierarcha Kościoła, okrywa wstydem cały Kościół.

Przez kilka ostatnich dni spekulowano, co ma na myśli ks. Lemański, nazywając zachowanie abp. Hosera podczas swojej rozmowy z nim w 2010 r. "skandalicznym" i "niestosownym". Ponieważ ksiądz nawiązał do słów kard. O'Briena oskarżonego o awanse seksualne wobec kleryków, przypuszczano, że sprawa może mieć podtekst seksualny. Dobrze, że ksiądz te wątpliwości rozwiał i przeprosił abp. Hosera za sprowokowanie podobnych insynuacji. Ale to w niczym nie zmienia istoty sprawy: tak, zachowanie arcybiskupa podczas tego spotkania było skandaliczne i niestosowne.

W Kościele i w społeczeństwie wystarczająco dużo jest epizodów antysemickich, żeby jeszcze niechęć do Żydów uprawomocniał ważny hierarcha. Abp Hoser powinien za swoje słowa publicznie przeprosić. Ciężko będzie mu z tej sytuacji wyjść z twarzą, ale najsmutniejsze jest to, że - jak przypuszczam - w ogóle nie zamierza swego błędu naprawiać, skoro przez trzy lata nie zdobył się na dyskretne przeprosiny wobec ks. Lemańskiego. Arcybiskupowi Hoserowi dedykuję słowa kardynała Stanisława Dziwisza sprzed kilku lat: Ze wstydem dostrzegamy, że pomimo jednoznacznego nauczania ostatnich papieży na temat właściwego stosunku katolików do Żydów jeszcze nie wszyscy wśród nas potrafili przezwyciężyć w sobie uprzedzenia, zadawnione urazy i szkodliwe stereotypy.

http://wyborcza.pl/1,75968,14262592,Abp_Hoser_okryl_Kosciol_wstydem.html

patologia

DATA: 2013/07/10 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 163
 

Rola Kościoła katolickiego w Rwandzie - burza po wywiadzie abp. Henryk Hosera

Kościół legitymizował rasistowską politykę establishmentu. W latach poprzedzających ludobójstwo Tutsi żaden z hierarchów nie wystąpił przeciwko reżimowi - skomentowała dla portalu natemat.pl pozycję Kościoła katolickiego w Rwandzie, gdzie w 1994 r. w ciągu 100 dni wymordowano milion osób, Linda Melvern, dziennikarka śledcza i była konsultant Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. Rwandy. Jej wypowiedź była jednocześnie oceną niedawnego wywiadu dla KAI abp. Henryk Hosera, który był 20 lat misjonarzem w tym afrykańskim kraju.

O bierność Kościoła katolickiego i abp. Hosera w obliczu zbliżającego się, a potem trwającego w Rwandzie ludobójstwa pisał tygodnik "Newsweek". Od kwietnia do lipca 1994 r. doszło tam do masowych mordów ludności Tutsi dokonywanych przez Hutu. Zorganizowani bojówkarze i sąsiedzi zabijali sąsiadów. W ciągu trzech tragicznych miesięcy zginać mogło nawet milion ludzi. Do masakr dochodziło także w kościołach, w których schronienia próbowali szukać przerażeni ludzi. Wojciech Tochman, reportażysta i autor książki "Dzisiaj narysujemy śmierć", jednoznacznie skomentował w rozmowie z "Newsweekiem", że Kościół katolicki wspierał ludobójców. Z kolei w radiu TOK FM dodał: - Wśród katolickich duchownych byli tacy, którzy pomagali, chronili i ginęli ze swoimi parafianami. Ale byli też tacy, którzy mordowali i gwałcili. Czas się przyznać.

W odpowiedzi abp Hoser udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej. Wyjaśnia w nim, że od września 1993 r. do sierpnia 1994 r. nie było go w Rwandzie, bo odbywał tzw. rok formacyjny - najpierw przebywał w Jerozolimie, potem wrócił do Europy: był w Warszawie, a następnie Rzymie. Do Afryki wrócił jako wizytator apostolski krótko po ustaniu masowych mordów, a w 1996 r. zakończył tę funkcję. - Kościół w Rwandzie był wielkim poszkodowanym. Stracił nie tylko czterech biskupów ale i 150 księży, czyli około jedną czwartą duchowieństwa. Poniosło śmierć także ok. 140 sióstr zakonnych, nie mówiąc już o kilkuset tysiącach wiernych świeckich. Byli to zarówno Hutu jak i Tutsi - powiedział w rozmowie z KAI. Z kolei na zarzuty o współudział duchownych w zbrodniach odpowiedział: - Kościół w Rwandzie nigdy nie namawiał, ani nie brał udziału w ludobójstwie. Dowody pokazują co innego. To nie księża zabijali ludzi w kościołach, ale hordy często pijanych i znarkotyzowanych morderców.

Wywiad arcybiskupa nie rozwiał jednak kontrowersji wokół jego osoby, a wywołał kolejną debatę na temat pozycji duchownych przed i podczas ludobójstwa. Portal natemat.pl poprosił o jego komentarz ekspertkę ds. Rwandy Lindę Melvern, która ostro oceniła rozmowę, twierdząc, ze "Kościół katolicki wspierał reżim" i "nie dbał o prawa człowieka". - Był (abp. Hoser) częścią establishmentu. Znał się z tymi, którzy dokonali tego mordu - powiedziała natemat.pl Mevern. - Kościół legitymizował rasistowską politykę establishmentu. W latach poprzedzających ludobójstwo Tutsi żaden z hierarchów nie wystąpił przeciwko reżimowi - skomentowała. Dziennikarka przypomniała również, że MTK dla Rwandy skazywał duchownych.

http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Rola-Kosciola-katolickiego-w-Rwandzie-burza-po-wywiadzie-abp-Henryk-Hosera,wid,15803760,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/07/08 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 160
 

Wielu duchownych brało czynny udział w mordowaniu Polaków

Wielu duchownych i członków ich rodzin brało czynny udział w mordowaniu Polaków – mówił w rozmowie z "Do Rzeczy" ks. Tadeusz Isakowicz –Zaleski. Duchowny słowa te wypowiada w kontekście trudnych relacji polsko-ukraińskich i rzezi wołyńskiej. Rozmówca Tomasza P. Terlikowskiego przypomina, iż rzezią rodzinnej wsi jego ojca koło Monasterzysk dowodził grekokatolicki ksiądz, który był wikarym w sąsiednim miasteczku. – I nie były to odosobnione przypadki. Uniccy duchowni wzywali do wyrywania kąkolu, a ludzie tłumaczyli to sobie jako wezwanie do rozprawienia się z obcoplemieńcami, w cerkwi święcono noże i siekiery, a prawie wszyscy dowódcy UPA byli wyznania greckokatolickiego – podkreśla autor książki "Przemilczane ludobójstwo na Kresach".

Ksiądz Isakowicz-Zaleski przypomina także wydarzenia "krwawej niedzieli" z 11 lipca 1943 roku. – To nie były ataki na garnizony polskie czy jakieś umocnienia, ale napady na kościoły. Banderowcy świadomie wybrali ten dzień, w którym ludzie modlili się w świątyniach, i to tam zabijano, palono, rozcinano – relacjonował duchowny. W dalszej części wywiadu z "Do Rzeczy", ksiądz skomentował deklarację Kościołów z Polski i Ukrainy w sprawie zbrodni wołyńskiej. – (…) nie jest on (dokument - red.) przełomem. Nie ma w nim ani słowa o tym, kto, gdzie i dlaczego mordował. Nie ma też ani słowa o stronach konfliktu czy o samym ludobójstwie – mówił. Duchowny zaznaczył, że boli go, iż "w dokumencie sygnowanym przez biskupów katolickich nie ma ani słowa o 180 duchownych (…), którzy zostali zamordowani podczas tego ludobójstwa. Ich mordowano w barbarzyński sposób, niekiedy przycinając piłami na pół. I nic - milczymy – skonkludował ks. Isamowicz-Zaleski.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ks-isakowicz-zaleski-wielu-duchownych-bralo-czynny,1,5557362,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/07/04 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 158
 

Ksiądz zabił. Czy kuria zapłaci odszkodowanie?

Zabił naszego syna, kiedy był na służbie. Kuria od wielu lat wiedziała, że proboszcz pije, i nic z tym nie zrobiła. Nie wysłali go na leczenie, nie odebrali parafii, nie pozbawili sutanny. My teraz tego tak nie zostawimy. Chojnice znają ks. Wiesława Madziąga. Nie był bezbarwnym proboszczem, tylko osobowością, zasłużonym obywatelem miasta. Przyjaźnił się z samorządowcami, biznesmenami, policjantami (to ich kapelan). Także z prokuratorami. Postawił wielką świątynię, a chciał, by była jeszcze większa - na miarę sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Miał 54 lata, za rok planował fetę z okazji 30. rocznicy święceń kapłańskich. Nie zdążył.

13 czerwca 2013. Droga krajowa nr 22. Ks. Madziąg jedzie czarną skodą superb combi. Mknie w kierunku Malborka. Przed nim - ciężarówka z cysterną. Zbliża się do niej na tak małą odległość, że nie może widzieć jadącego z przeciwka półciężarowego peugeota boksera. Peugeota prowadzi Dawid Jaśkowiak. Ma 22 lata. Gdy w bocznym lusterku ciężarówki cysterny nagle wyrasta skoda, kierowca nie panikuje. Superb jedzie przynajmniej 120 km/godz., zdąży go wyprzedzić, peugeot jest przecież daleko. Dlaczego ksiądz po zakończeniu manewru wyprzedzania nie wraca na prawy pas, tylko dalej pędzi lewym wprost na peugeota? Tego nie dowiemy się już nigdy. Śledczy: - Gdyby to nie był duchowny, upierałbym się, że facet chciał popełnić samobójstwo. Dawid Jaśkowiak w ostatniej chwili dostrzega auto kapłana. Chłopak nie ma gdzie uciec. Pisk opon, huk zderzenia dwóch aut, peugeot frunie w powietrzu, leci przez barierę i ląduje kilkanaście metrów dalej na trawie. Skoda wbija się w barierę po przeciwnej stronie jezdni. Ciężarówka jakimś cudem hamuje, czarne ślady opon do dzisiaj widać na jezdni.

Na miejsce przybywa straż, policja, pogotowie, prokurator i mnóstwo gapiów. Lekarz stwierdza zgon Dawida, Ksiądz Madziąg jeszcze żyje - zionie alkoholem. Reanimacja trwa pół godziny, ratownikom nie udaje się uratować kapłana. Po pogrzebie Dawida siedzimy z jego rodzicami pod ogrodowym parasolem, obserwujemy letnie błyskawice. Danuta Jaśkowiak: - Boli, bardzo boli, jeszcze bardziej, że zabił ksiądz. Piotr Jaśkowiak: - Nie zostawimy tak tego. Będziemy walczyć o odszkodowanie. Wytoczymy proces cywilny kurii w Pelplinie. Wiesław Madziąg nie był jedynie osobą cywilną, tylko księdzem. Przez całą dobę pełnił swoje obowiązki. Zabił naszego syna w trakcie swojej pracy. Kuria od wielu lat wiedziała, że pije, i nic z tym nie zrobiła. Nie wysłali go na leczenie, nie odebrali parafii, nie pozbawili sutanny. Na całym świecie diecezje płacą odszkodowania za krzywdę, jaką wyrządzają księża. W Irlandii, w USA poszły miliony dolarów na dzieci skrzywdzone przez pedofilów. Gdyby biskup zatrzymał alkoholizm ks. Maciąga, Dawid by żył. Nie zatrzymał. Uważam, że jest współodpowiedzialny.

http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,129976,14225317,Ksiadz_zabil__Czy_kuria_zaplaci_odszkodowanie_.html

patologia

DATA: 2013/07/01 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 151
 

Po reportażu "Śliczny i posłuszny": Po co szkoła bojaźni bożej?

Państwo zareagowało na koszmarną historię nauczycielki, która w przeszłości zatłukła na śmierć pasierba, w typowy sposób: zmienić prawo - i z głowy. Nic nie będzie z głowy! Bo tu chodzi nie o prawo, ale o mentalność - wychowanie do posłuszeństwa, pokory i bojaźni bożej - pisze Ewa Siedlecka.. W piątek rozszalała się dyskusja o opisanej w "Dużym Formacie" przez Mariusza Szczygła historii kobiety, która - w ramach oddziaływań wychowawczych - 30 lat temu zatłukła pasierba na śmierć, a po odbyciu kary i zatarciu skazania zatrudniła się jako nauczycielka i katechetka.

Szefowa MEN zaapelowała natychmiast o zmianę prawa: by zabójcom dzieci nigdy nie zacierać skazania, to nie będą mogli zatrudnić się w szkole. A Ministerstwo Sprawiedliwości czym prędzej wywiesiło na swoich stronach internetowych komunikat, że właśnie takie prawo przygotowuje. A także - że Komitet Rady Ministrów w dniu publikacji reportażu Szczygła przyjął projekt, który pozwała osoby z "zaburzoną osobowością", skazane za przestępstwa przeciwko zdrowiu, życiu i wolności seksualnej po odbyciu kary izolować bezterminowo w "ośrodkach terapeutycznych" o więziennym rygorze. Decydowałby o tym sąd rodzinny, jeśli stwierdzi wysokie prawdopodobieństwo, że nadal są groźni. To projekt stworzony po zeszłorocznych publikacjach prasowych o tym, że za chwilę wyjdą na wolność skazane za PRL-u "bestie". To, że ministerstwo przywołuje go w kontekście bohaterki reportażu, jest symptomatyczne. I najlepiej pokazuje bezsens i niehumanitarność tego rozwiązania, oprotestowanego zresztą przez prawników, lekarzy, psychologów, Rządowe Centrum Legislacji i kilka ministerstw.

Bohaterka reportażu rzeczywiście jak ulał pasuje do modelu "bestii", dla której skonstruowano ten projekt. Nie jest chora psychiczne, ale biegli sądowi stwierdzili u niej nieprawidłową osobowość autorytarną charakteryzującą się brakiem zdolności do empatii, skrajnym rygoryzmem i potrzebą dominacji. Z tego wynika jej światopogląd o konieczności wychowania do posłuszeństwa i pokory, do którego drogą są bezwzględnie egzekwowane nakazy, zakazy i kary cielesne. Według projektu przygotowanego za ministra Gowina taka osoba nie powinna wyjść na wolność, dopóki zagraża. Zagraża tak długo, aż jej osobowość się nie zmieni. A psychologowie są zgodni: nie ma skutecznych sposobów zmiany osobowości. Są tylko metody, które pomagają rozwiązywać konkretne trudności. "Ewa T." jest na wolności od 20 lat i nie popełniła żadnego przestępstwa. Mimo że jej poglądy na wychowanie nie uległy zmianie, co widać po regulaminie obowiązującym na jej lekcjach, w którym za każde naruszenie przewidziana jest kara (ocena niedostateczna). A naruszeniem jest nawet pisanie niewłaściwym kolorem długopisu. Podobny regulamin wisiał kiedyś nad łóżkiem jej pasierba (złamanie karane biciem).

Problem wynikający z jej historii nie polega na zagrożeniu dla prawa czy dla życia i zdrowia, tylko dla wychowania. Poglądy "Ewy T." są dość powszechnie w Polsce podzielane. Wystarczy przypomnieć debatę nad zakazaniem kar cielesnych i to, jakie autorytety - z Kościołem katolickim - protestowały przeciwko ingerowaniu w prawa rodzicielskie, gloryfikowały zbawienną moc "karcenia". Wychowanie do pokory, posłuszeństwa i bojaźni bożej to dla wielu w Polsce ciągle ideał. Także dla władz oświatowych, które właśnie ze względu na poglądy na wychowanie i nauczanie zatrudniły "Ewę T." jako ekspertkę ministerialnej komisji kwalifikacyjnej dla nauczycieli. I dla władz szkoły, która zaakceptowała regulamin jej lekcji oparty na tych poglądach. Problem nie jest w niezatarciu skazania. To byłaby sprzeczna z zasadami humanitaryzmu dożywotnia stygmatyzacja, wyrzucenie na społeczny margines człowieka, który odbył już karę i powinien dostać drugą szansę. Problem w tym, że kandydatom na nauczycieli nie robi się testów psychologicznych, w których można by wyłapać takie cechy jak brak empatii czy potrzebę władzy.

Problem też w tym, że wychowanie polska szkoła praktycznie zostawiła Kościołowi, który robi to na lekcjach religii. Poglądy zaś Kościoła na wychowanie "Ewa T." odzwierciedla chyba wiernie: posłuszeństwo autorytetowi rodziców, pokora, dyscyplina. I "karcenie" - jak trzeba. To element pojęcia "tradycyjnej rodziny". "Ewa T." zapomniała o elementach kluczowych -miłości i współczuciu. Ale Kościół, dając jej magisterium z teologii i rekomendując na katechetkę, tego nie zauważył. Może po raz kolejny należy postawić pytanie: czy w szkole powinny być nauczane treści, na które nie ma ona żadnego wpływu? Bo Kościół katolicki - jak każde inne wyznanie - ma prawo nauczać tego, co uzna za stosowne. Ale na własny rachunek i odpowiedzialność.

http://wyborcza.pl/1,75968,14196754,Po_reportazu__Sliczny_i_posluszny___Po_co_szkola_bojazni.html

patologia

DATA: 2013/06/27 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 150
 

Pogrzeb dzieci, które zmarły przed narodzeniem?

"Nie było żadnych rodziców, nikt nikogo nie pocieszał! Cel był inny - umacniać doktrynę, że embrion/płód jest człowiekiem i dlatego poronienie jest jak śmierć. Był aktem ewangelizacji w wersji Jana Pawła II, który aborcję porównywał do Holocaustu" - pisze o "pogrzebie dzieci, które zmarły przed narodzeniem" Piotr Pacewicz. Pacewicz swój felieton na Dziennikopinii.pl zaczyna od przytoczenia wydarzenia, o którym usłyszał w Radiu Watykańskim na antenie Programu I Polskiego Radia. A chodzi o "zbiorowy pogrzeb dzieci, które zmarły przed narodzeniem" w Płocku. Biskup pomocniczy w Płocku miał podczas tego spotkania prosić wiernych o modlitwę za tych, którzy cierpią po stracie dzieci, oraz "by przepraszać za brak troski o życie bezbronnych". "Jasne, musieli dodać to swoje 'przepraszam' za kobiety (rodziny), które przerywają ciążę, a także za niedoszłe matki, które nie chciały wziąć udziału w obrzędzie - pomyślałem. Kościół taki już jest, że musi potępić tych, którzy mają inną wrażliwość, ważne, że daje także pociechę" - pisze Pacewicz.

Zdaniem publicysty celem tego pogrzebu było umocnienie doktryny, że "embrion/płód jest człowiekiem i dlatego poronienie jest jak śmierć". "Urnę z resztkami płodów niosła para symbolicznych - jak rozumiem - Rodziców Polskich, a na ich twarzach malowało się najwyższe uduchowienie" - relacjonuje Pacewicz. I podkreśla, że wg informacji Radia Watykańskiego pogrzeb odbył się "dzięki wsparciu biskupa płockiego Piotra Libery, prezydenta Płocka Andrzeja Nowakowskiego oraz radnych miejskich, którzy zdecydowali o przyznaniu środków finansowych na ten cel". Pacewicz puentuje: "Władza publiczna razem z Kościołem prowadzi i finansuje tę akcję. Ochoczo występuje w imieniu wspólnoty, która dokonuje aktu ideologicznego pro life. Obywatele płacą za pogrzebowe co łaska i za akcję +uświadamiania o godności życia ludzkiego, które rozpoczyna się z chwilą poczęcia+".

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14181560,_Pogrzeb_dzieci__ktore_zmarly_przed_narodzeniem__Za.html

patologia

DATA: 2013/06/24 ZRODLO: wp.pl RAPORT NR: 147
 

Zespół Episkopatu o in vitro: powoduje niepożądane skutki genetyczne

Badania kliniczne potwierdzają, że zapłodnienie in vitro może prowadzić do niepożądanych skutków genetycznych i zdrowotnych u dzieci urodzonych za pomocą tej metody - podkreśla zespół ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski. Zespół stwierdza jednocześnie, że powyższe stwierdzenie nie może być odczytywane jako przejaw dyskryminacji wobec dzieci urodzonych z in vitro, ani ich rodziców. "Podejmowane przez nas wysiłki w przekazywaniu prawdziwych informacji o zapłodnieniu pozaustrojowym wynikają z troski o dobro każdego z dzieci i ich matek oraz prawo do informacji" - napisano w komunikacie.

"Wobec pojawiających się tendencyjnych informacji wskazujących na brak negatywnych konsekwencji genetycznych u osób rodzących się w wyniku procedury zapłodnienia pozaustrojowego, jako zespół ekspertów ds. bioetycznych KEP, stanowczo stwierdzamy, że osoby formułujące takie tezy wprowadzają w błąd opinię publiczną" - głosi komunikat. Eksperci Episkopatu podkreślają, że badania naukowe potwierdzają procentowo znaczące występowanie negatywnych zmian u dzieci poczętych metodą in vitro. "Wskazywane niebezpieczeństwo występowania niepożądanych skutków genetycznych i zdrowotnych, zarówno wobec konkretnych osób, jak i w wymiarze populacyjnym, znajduje potwierdzenie w badaniach klinicznych i eksperymentalnych na modelach biologicznych" - napisano. Zespół ds. bioetycznych KEP przedstawił listę wybranych publikacji naukowych w tej sprawie. Na czele zespołu stoi abp Henryk Hoser (lekarz), w zespole pracują także m.in. ginekolodzy, chirurdzy i prawnicy.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zespol-Episkopatu-o-in-vitro-powoduje-niepozadane-skutki-genetyczne,wid,15760340,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/06/19 ZRODLO: tvn24.pl RAPORT NR: 144
 

Ksiądz, który spowodował wypadek pod Chojnicami, był pijany

Prokuratura ustaliła, że ksiądz Wiesław M., który spowodował wypadek na krajowej "22", miał we krwi ponad 2 promile alkoholu. Oprócz niego pod Chojnicami zginął jeszcze młody mężczyzna. - Odbyła się sekcja zwłok i otrzymaliśmy już wyniki z zakładu medycyny sądowej. W przebadanych próbkach krwi ksiądz miał 2,02 promila - mówi Stanisław Kaszubowski, z prokuratory rejonowej w Chojnicach. Zbadano również próbki krwi drugiej z ofiar wypadku - 22-letniego Dawida J. Był trzeźwy.

"Czołówka" na krajowej "22". Zginął ksiądz i młody mężczyzna Dwie osoby... czytaj dalej »Do wypadku doszło w czwartek 13 czerwca na chojnickiej obwodnicy. W czołowym zderzeniu zginęli obaj kierowcy. Według wstępnych ustaleń skoda, którą prowadził ksiądz, w trakcie manewru wyprzedzania samochodu ciężarowego nie wróciła na prawy pas, lecz nadal jechała lewym, uderzyła w nadjeżdżający z naprzeciwka samochód marki peugeot, którym podróżował 22-latek. Wiesław M. 17 czerwca miał stanąć przed sądem za znieważenie, grożenie policjantom oraz próbę wpływania na nich, żeby „zaniechali czynności prawnych”. Sprawa dotyczyła wydarzeń z grudnia ubiegłego roku. Wówczas na jednej ze stacji benzynowych ksiądz zatankował paliwo za 100 zł i odjechał. Policja szybko zatrzymała uciekiniera. Z relacji policjantów wynika, że ksiądz był agresywny, arogancki oraz groził policjantom zwolnieniem z pracy.

http://www.tvn24.pl/pomorze,42/ksiadz-ktory-spowodowal-wypadek-pod-chojnicami-byl-pijany,333896.html

patologia

DATA: 2013/06/10 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 142
 

Elbląg: proboszcz się obraził i nie przychodzi do kościoła

Proboszcz z parafii św. Wojciecha w Elblągu obraził się na parafian i nie przychodzi do kościoła – podaje elbląg24.pl. Wszystko zaczęło się od incydentu podczas przygotowań do rocznicy komunii św. Poszło o 50 złotych. Jak czytamy na stronie elbląg24, proboszcz zarządził składkę po 50 zł wśród rodziców dzieci, które obchodziły rocznicę pierwszej komunii. Za te pieniądze miał udekorować kościół. Nie wszyscy jednak zapłacili. Ksiądz nie dostał pieniędzy od rodziców jednej z dziewczynek. Z relacji parafian wynika, że w związku z tym wyrzucił dziecko z kościoła na oczach rówieśników. Miało to miejsce podczas próby uroczystości. Dziewięciolatka miała wybiec z płaczem.

Rodzice, do których dotarli dziennikarze portalu, twierdzą, że usiłowali nawiązać do incydentu podczas samej uroczystości, w czasie podziękowań dla duchownych. Gdy jednak tylko proboszcz zauważył, do czego zmierzają, wyłączył im mikrofon, a następnie krytykę zagłuszył organista, który nagle zaczął grać. Parafianie mówią, że od czasu tego zdarzenia proboszcz nie pojawia się w kościele, bo się obraził. Dziennikarzom elbląga24.pl nie udało się porozmawiać z księdzem – duchowny nie odbiera telefonu.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/olsztyn/elblag-proboszcz-sie-obrazil-i-nie-przychodzi-do-k,1,5537021,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/06/05 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 138
 

Poznań: odholowali mu samochód, bo była procesja. I nie tylko jemu

"Jak chodzą z kolędą zbierać kasę, to każdy jest indywidualnie poinformowany z dokładnością co do minuty, kiedy do niego przyjdą. Ale, jak idzie procesja, to każdy powinien sam wiedzieć, że będą samochody odholowywać. Masakra!" - pisze poznaniak Arron. Jego opowieść o posprzątanej ulicy jest przebojem internetu. Arron, poznaniak, wrzucił swoją historię na Wykop.pl. Ma już ponad 1800 wykopów, jego opowieść krąży też po Facebooku. W dniu święta Bożego Ciała o godz. 6 rano Arrona obudził bardzo głośny hałas: "(...) wyglądam przez okno, a tam trzy wielkie wozy do sprzątania ulicy jeżdżą kilkukrotnie w jedną i drugą stronę, pucują ją aż do połysku. Na ulicy pusto, brak jakichkolwiek samochodów, w tym mojego, który był tam zaparkowany". Gdy zadzwonił na policję, usłyszał, że ma się zgłosić na komisariat. W komisariacie na Starym Mieście stała już kolejka ludzi, którym odholowano samochody z powodu odbywającej się 30 maja procesji.

Był tam też "specjalnie zorganizowany na tę okoliczność stolik do wystawiania mandatów i dwie panie policjantki sprawnie obsługujące petentów, wyposażone w standardową gadkę i zdjęcia znaków zamontowanych przy wjeździe z obu stron ulicy, które podobno od kilku dni ostrzegają, że 30.05.2013 na ulicy jest zakaz parkowania. Znaki mają może 30 cm na 30 cm i jeśli się tam jeździ codziennie, nie sposób ich zauważyć. Żadnych innych informacji". Cała historia kosztowała Arrona 500 zł: mandat - 100 zł plus 400 zł za odholowanie samochodu. I jeden punkt karny. "Do tego cały dzień stracony, a moja dziewczyna z naszym 10-miesięcznym dzieckiem udupiona w domu, bo wózek trzymamy w bagażniku, aby nie targać go na trzecie piętro po schodach. A mieliśmy zaplanowane, aby rano się spakować i jechać na cały dzień w odwiedziny za miasto do rodziców. Jak chodzą z kolędą zbierać kasę, to każdy jest indywidualnie poinformowany z dokładnością co do minuty, kiedy do niego przyjdą. Ale, jak idzie procesja, to każdy powinien sam wiedzieć, że będą samochody odholowywać. Masakra!" Jak podaje policja, z powodu procesji trzeba było w centrum Poznania usunąć z ulic ok. 25 pojazdów.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14045773,Poznan__odholowali_mu_samochod__bo_byla_procesja_.html

patologia

DATA: 2013/05/17 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 125
 

Kupowanie świadectw w katolickiej szkole. Były dyrektor z zarzutami

Ponad sto zarzutów usłyszał były dyrektor katolickiej szkoły w Lublinie. M.in. za fałszowanie świadectw maturalnych. Wystawiał je na przykład osobom, które mieszkały za granicą. Wystarczyło zapłacić. Szkoła nie jest już szkołą katolicką, a dyrektor nie jest dyrektorem. Dziś to 40-letni bezrobotny, który z Lublina przeniósł się na Śląsk. By otrzymać świadectwo maturalne w szkole im. Świętej Teresy w Lublinie, w ogóle nie trzeba było bywać na zajęciach lekcyjnych. Co więcej, niektórzy dostali świadectwa, a nie znali nawet adresu szkoły - tak wynika z prokuratorskich ustaleń. Chodzi o osoby z Lublina, ale także mieszkańców innych miast Polski, a nawet zagranicy. Śledztwo trwa od 2010 roku, zarzuty mają już 44 osoby, a to jeszcze nie koniec.

Były dyrektor, 40-letni Antoni L. zarzuty usłyszał dopiero teraz, bo prokuratura szczegółowo analizowała wszystkie dokumenty i słuchała świadków. Zarzutów jest 115. Jedna czwarta z nich dotyczy wystawiania świadectw za pieniądze, w okresie do 2010 roku. - Były to kwoty od 200 do 1400 złotych, ale najczęstsza kwota, która przewija się w zarzutach to 400 złotych - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska. Jak dodaje, łączna kwota korzyści to ponad 17 tysięcy złotych. Antoni L. odpowie też za fałszowanie szkolnej dokumentacji. - Fałszowane były arkusze ocen, dokumentacja dotycząca przebiegu nauczania czy dokumenty związane z przyznaniem indywidualnego toku nauczania - mówi Syk-Jankowska. Jak wyjaśnia, świadectwa kupowały m.in. osoby narodowości polskiej, ale mieszkające poza granicami kraju, które w ten sposób chciały sobie "uzupełnić" wykształcenie.

Były dyrektor usłyszał też zarzuty związane z narażeniem Stowarzyszenia Oświatowego im. Świętej Teresy w Lublinie, które prowadziło szkołę, na olbrzymie straty finansowe - ponad 2 milionów złotych. Śledczy ustalili, że dyrektor kupował najróżniejsze przedmioty, rzekomo dla szkoły, a tak naprawdę, dla siebie prywatnie. Komputery, telewizory, elementy budowlane, ale też np. urządzenie do masażu rehabilitacyjnego czy jedenaście parawanów. - Ze środków stowarzyszenia Antoni L. zakładał też domeny internetowe niezwiązane z działalnością szkoły - mówi prokurator. Antoni L. nie przyznał się do winy, złożył krótkie oświadczenia procesowe. - Wynika z niego, że w jego ocenie wszystkie osoby w sposób legalny dostały świadectwa - mówi nam Beata Syk-Jankowska. Podejrzany dostał zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 20 tysięcy złotych. Wśród 44 podejrzanych w tej sprawie, oprócz dyrektora, są też osoby, które płaciły za świadectwa, jak również czterej pośrednicy. Szkoła dziś nie jest już szkołą katolicką, na mocy dekretu arcybiskupa. Ale w okresie, którego dotyczą zarzuty - nosiła jeszcze nazwę szkoły katolickiej.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13928757,Kupowanie_swiadectw_w_katolickiej_szkole__Byly_dyrektor.html

patologia

DATA: 2013/05/16 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 130
 

Modlitwa zamiast nauki i sprawdzanie kanapek w piątki

Uczniom w piątki sprawdza się, czy nie mają w kanapkach wędliny, dzieci są zmuszane do modlitwy, a dyrekcja psychicznie znęca się nad nauczycielami. W Szkole Podstawowej w Lubczynie wrze od marca. Rodzice mają dość nowych praktyk i "fanatyzmu religijnego” – informuje "Głos Szczeciński". W ciągu półtora roku ze szkoły odeszło lub zwolnionych zostało 11 nauczycieli. Oburzeni rodzice wystosowali do burmistrza list otwarty, ostrzegają w nim, że zabiorą dzieci ze szkoły. W podstawówce od kilku miesięcy źle się dzieje. Szkoła w Lubczynie podlega gminie i nie jest placówką katolicką, jest tylko prowadzona przez fundację katolicką św. Siostry Faustyny. Jednak jak donoszą rodzice w rozmowie z "GS", w szkole "obowiązuje przymus dobrowolnej modlitwy porannej, a polega to na tym, że na korytarzu jest łapanka organizowana przez panią dyrektor i wciąganie uczniów siłą do klas na modlitwy".

- Ja nie mam nic przeciwko religii, jesteśmy katolikami, ale żeby mi dzieciak mówił w domu, że pani dyrektor zagląda mu w piątki do kanapek i sprawdza, czy nie ma z wędliną? To jest chore – mówi w rozmowie z "GS" jedna z matek. Rodzice są oburzeni nie tylko formą prowadzenia zajęć, przeraża ich niski poziom nauczania i metody pracy z uczniami. Skarżą się, że ich pociechy nie znają tabliczki mnożenia, nie potrafią czytać płynnie. Rodzice mają też pretensje do córki dyrekcji. Twierdzą, że bez wymaganych uprawnień chodzi na zastępstwa, albo wozi uczniów samochodem. Dyrekcja szkoły odpiera zarzuty, twierdzi, że to "oszustwa i pomówienia wysnute przez dwie nauczycielki i troje rodziców. Po prostu komuś zależy na tym, żeby przejąć szkołę, lub żeby z powrotem gmina przejęła placówkę". Burmistrz Lubczyny przekonuje natomiast, żeby poczekać do wyników testów szóstoklasistów, ma też spotkać z nauczycielami oraz dyrekcją.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/szczecin/modlitwa-zamiast-nauki-i-sprawdzanie-kanapek-w-pia,1,5518518,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/05/13 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 122
 

Skandal w Dąbiu. Proboszcz uwięził dziennikarzy

Dziennikarze telewizji France 24, którzy chcieli nakręcić materiał o pedofilii w kościele, twierdzą, że proboszcz parafii w Dąbiu (woj. zachodniopomorskie) uwięził ich na plebanii - donosi portal gs24.pl. Policja potwierdza, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, dziennikarze przyjechali w niedzielę do Dąbia po tym, jak dowiedzieli się, że na parafii w tej miejscowości mieszka ksiądz, który w latach 70. miał molestować dziecko, jednego z bohaterów książki o pedofilii w kościele.

Mężczyźni pojawili się wraz z kamerą podczas mszy świętej. Jak twierdzą dziennikarze, po nabożeństwie proboszcz zaprosił ich do plebanii, a następnie zamknął w jednym z pomieszczeń i zażądał oddania nagrań. Dziennikarzom udało się uciec. O incydencie powiadomili policję - donosi portal gs24.pl. Na razie policja przesłuchała jedynie dziennikarzy, jednak funkcjonariusze zapowiadają, że przesłuchany zostanie także proboszcz.

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/zachodniopomorskie/szczecin/news/skandal-w-dabiu-proboszcz-uwiezil-dziennikarzy,1917270,3327

patologia

DATA: 2013/05/05 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 115
 

Kościół atakuje Hello Kitty. "To symbol szatana"

Kto kupuje przedmioty z wizerunkiem tego kociaka, oddaje malucha w ręce demonów! - tak o Hello Kitty mówi ksiądz z gdańskiej parafii pw. Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Wierni otrzymali od księdza Andrzeja Bemowskiego specjalny list, duchowny w podobny sposób mówił też podczas kazania. Dla księdza kotka jest jednak symbolem okultyzmu i czarnej magii, skłaniającym dzieci do "rozbudzania w nich sfery seksualnej - pisze gazeta.pl. Według duchownego postać kociaka została stworzona przez zrozpaczonego ojca, którego chora na nowotwór córka umierała. Ojciec, by ratować życie dziecka, zawarł pakt z demonem, ofiarowawszy za ocalenie życia swojej córki stworzenie symbolu, który będzie czczony w świecie.

Proboszcz twierdzi, że ten kto kupuje przedmioty z wizerunkiem kociaka, naraża dziecko na poważne niebezpieczeń­stwo sfery duchowej i oddaje malucha w ręce demonów. W piśmie księdza Bemowskiego możemy przeczytać również, że Lady Gaga jest służącą demonów, a w swoich teledyskach cytuje demoniczne zaklęcia. Przebiera się w odzież zdobną w wizerunek tego kota, kłania się demonom na swych teledyskach i koncertach, cytuje zaklęcia, narażając na niebezpieczeń­stwo słuchaczy, poddając ich diabelskiej manipulacji i hipnozie, poprzez znaki, słowa i zaklęcia, rytualne formuły, ruch ciała i symbolikę okultystyczną - pisze portal.

http://www.sfora.pl/Kosciol-atakuje-Hello-Kitty-To-symbol-szatana-a55291

patologia

DATA: 2013/05/04 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 114
 

Episkopat: wiara w horoskopy i amulety zagraża wierze

Wiara w horoskopy, skuteczność amuletów czy przepowiednie wróżek stanowią realne zagrożenie i ostatecznie mogą zakończyć się poważnym kryzysem wiary. Mogą także zwiększyć podatność na działania sekt – przestrzega list pasterski Episkopatu Polski. Hierarchowie podkreślają w liście wydanym podczas ostatniego posiedzenia plenarnego Episkopatu, że "nie da się połączyć Ewangelii z tajemną pseudowiedzą, sakramentalnej działalności Kościoła z magią, wiary w zmartwychwstanie z wiarą w reinkarnację". List ma być odczytywany w kościołach, przede wszystkim w okresie przedwakacyjnym.

"Praktyki okultystyczne, których ofiarami są już nie tylko ludzie młodzi, mogą być sferą działania złego ducha i prowadzić do zniewoleń, a nawet opętań, których ilość – jak czytamy w liście Episkopatu – w Polsce systematycznie rośnie, jak dowodzą tego świadectwa egzorcystów". W ocenie Episkopatu wciąż zbyt mała jest społeczna wiedza dotycząca zagrożeń związanych z sektami. "Bierze się to m.in. z faktu, że nie wszystkie sekty mają charakter religijnych związków wyznaniowych i często chowają się za szyldami grup realizujących cele inne niż religijno-kultyczne" – napisano w liście. Episkopat podkreśla, że według niektórych obliczeń w Polsce działa ok. 300 sekt, do których należy od 100 do 300 tys. ludzi, a ich wpływom ulegać może nawet ok. 1 mln osób.

Zdaniem autorów listu sekty są problemem nie tylko dla ludzi wierzących, ale także dla struktur władzy państwowej i organów ścigania w Polsce, które "w dużym stopniu pozostają bezradne wobec tego zjawiska lub też go nie dostrzegają". "Za najbardziej niebezpieczny uznaje się fakt, że wiele sekt działa w Polsce w sposób legalny jako zarejestrowane związki wyznaniowe. O ile proces rejestracji przebiega u nas wyjątkowo łatwo w porównaniu z innymi krajami, o tyle samo wyrejestrowanie związku jest praktycznie niemożliwe" - głosi list Episkopatu. Hierarchowie podkreślają też, że sekty działają niekiedy pod przykrywką szkół sztuk walki, jogi czy medytacji wschodnich, a nawet szkół języków obcych. "Nie chcemy popadać w obsesję zła ani dostrzegać go wszędzie; nie jest też naszym celem określanie jako szatańskie wszystkiego, co wywodzi się spoza kulturowych i religijnych granic chrześcijaństwa” – podkreśla Episkopat.

Zachęca jednak do ostrożności i roztropności. "To, co tajemnicze, nieznane i pozornie cudowne, łatwo wciąga, zwłaszcza jeżeli wiążą się z tym obietnice powodzenia, szczęścia, oświecenia czy zdrowia. Prowadzi to do mniej lub bardziej uświadomionego nasączania własnej religii elementami synkretycznymi, obcymi dla niej, stopniowo ją rozwadniając i zamieniając w magię” – czytamy w liście. "Chrześcijaństwo ma do zaoferowania daleko więcej niż jakakolwiek inna religia czy sekta, jednak trzeba chcieć je bardziej dogłębnie poznać, by dostrzec ukryte w nim skarby” - głosi list Episkopatu.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/episkopat-wiara-w-horoskopy-i-amulety-zagraza-wier,1,5485705,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/04/18 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 107
 

Katechetka zaprasza gimnazjalistów... na egzorcyzmy

Katechetka z łódzkiego gimnazjum zaprasza dzieci na szczególną wycieczkę do Częstochowy. Gwoździem programu ma być udział uczniów w... egzorcyzmach. - Na religii w poniedziałek pani katechetka powiedziała, że możemy pojechać na wycieczkę - mówi uczennica drugiej klasy 28 Gimnazjum w Łodzi. Według uczennicy dzieci miały się modlić, żeby pomagać w egzorcyzmach. - Pani mówiła, że może być strasznie. Bo jak się wypędza szatana, ludzie się dziwnie zachowują: tarzają się po podłodze, strasznie krzyczą i mówią w obcych językach. Ci, którzy pojadą, dostaną piątki z religii. Zainteresowani mają przynieść karteczki od rodziców ze zgodą na wyjazd w sobotę 27 kwietnia w godzinach od 16 do 1 w nocy. Kiedy pani skończyła, chłopaki zaczęli się głośno śmiać. Ja też najpierw myślałam, że to żart, ale pani mówiła poważnie - opowiada dziewczynka.

- Co to za pomysł? - pyta ojciec uczennicy. - Oczywiście, że nie puszczę dziecka na tak makabryczną imprezę. Dyrektorka szkoły Teresa Zięba o wycieczce na egzorcyzmy dowiedziała się od dziennikarza "Gazety". A jak mówi, wie o wszystkim, co się dzieje w szkole. O każdej wycieczce rowerowej organizowanej przez nauczycieli w weekendy. - Muszę porozmawiać z katechetką - mówi. - To wycieczka ewangelizacyjna do Częstochowy - mówi Katarzyna Dzieża, nauczycielka religii. - Na normalną mszę świętą o uzdrowienie. Po mszy będzie modlitwa o uwolnienie. A egzorcyzmy? - Nie będzie żadnych egzorcyzmów - mówi Dzieża. - Modlitwa o uzdrowienie jest bardzo silna. Może się zdarzyć, że ktoś, kto miał kontakt z dużym złem, dziwnie zareaguje. Członkowie wspólnoty rozeznają, czy reakcja ma związek z obecnością złego. Jeśli tak się stanie, taka osoba wychodzi ze świątyni i prowadzi nad nią modlitwę.

Katechetka przyznaje, że modlitwa o uzdrowienie może być wstępem do egzorcyzmów. Dodaje, że jedna z jej uczennic z Gimnazjum nr 28 w czasie wyjazdu na mszę o uzdrowienie zaczęła się dziwnie zachowywać. Została wysłana na konsultację do egzorcysty w łódzkiej kurii. Okazało się, że nie trzeba prowadzić nad nią żadnych obrzędów. Kiedy rozmawiamy na szkolnym korytarzu, przechodzący obok uczniowie szepczą: szatan, szatan. Po rozmowie z katechetką dyrektorka szkoły mówi, że wyjazd do Częstochowy, którego celem jest wielbienie Boga, to prywatna inicjatywa Katarzyny Dzieży, z którą szkoła nie ma nic wspólnego, bo nie jest to wyjazd edukacyjny.

Jak się dowiedzieliśmy, wyjazdy z dziećmi na modlitwę o uzdrowienie do Częstochowy z katechetami są bardzo popularne. Podobno wielu uważa, że doświadczenie zła sprawia, że niegrzeczne dzieci zmieniają się do poznania i stają się religijne. - Zabieranie dzieci na takie modlitwy to nie jest dobry pomysł - mówi Sławomir Sosnowski, wykładowca liturgiki w łódzkim seminarium. - Wprawdzie dla niektórych osób silne przeżycie może być impulsem do przemyśleń, a nawet nawrócenia. Ale dla wielu młodych ludzi udział w takiej modlitwie może po prostu być wstrząsającym przeżyciem. Dlatego odradzam organizowanie takich wyjazdów dla młodzieży gimnazjalnej. Bo droga do Boga nie powinna prowadzić przez strach przed złem. Po rozmowie z "Gazetą" Katarzyna Dzieża ogłosiła, że tegoroczny wyjazd do Częstochowy został odwołany z powodu braku zainteresowania młodzieży.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13759463.html

patologia

DATA: 2013/04/09 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 100
 

Episkopat publikuje dokument ws. in vitro.

Episkopat Polski opublikuje dziś nowy dokument bioetyczny, nad którym przez kilka miesięcy pracował specjalny zespół ekspertów duchownych i świeckich. Biskupi zaapelują m.in. do polityków o odpowiedzialne decyzje w kwestiach dotyczących in vitro - informuje "Rzeczpospolita". - Nie odkrywamy w tym dokumencie nic nowego. Ci, którzy spodziewali się np. innego spojrzenia Kościoła na in vitro, będą zawiedzeni - powiedział w rozmowie z "Rz" ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, członek zespołu episkopatu ds. bioetycznych. Dokument, który liczy ok. 10 stron, został opracowany przez zespół ekspertów pod kierownictwem arcybiskupa Henryka Hosera, ordynariusza warszawsko-praskiego.

Jeden z rozdziałów dokumentu "O wyzwaniach bioetycznych, przed którymi stoi współczesny człowiek" zawiera m.in. specjalny apel do polityków, którzy - jak mówi arcybiskup Hosner - "albo dopuszczają, albo ograniczają pewne praktyki bardzo dyskusyjne i groźne dla ludzkiego istnienia". - Obowiązkiem katolika jest wierność Chrystusowi. W sprawach wiary i moralności nie ma kompromisów, co innego płaszczyzna prawna i polityczna - gdzie czasem są one trudne do uniknięcia. Oczywiście nie każdy kompromis jest do przyjęcia. Tak więc w żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju - powiedział "Rz" ksiądz Longchamps de Berier. Biskupi spodziewają się, że opracowanie pomoże polskim katolikom w refleksji nad wartością ludzkiego życia oraz obowiązkami, jakie z tego wynikają.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13701851,Episkopat_publikuje_dokument_bioetyczny_i_apeluje.html

patologia

DATA: 2013/04/03 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 91
 

Ksiądz podejrzany o prezentowanie treści pornograficznych

Prokuratura w Kędzierzynie postawiła księdzu jednej z miejscowych parafii zarzut dotyczący prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej. Grozi za to do dwóch lat pozbawienia wolności. - Sprawa ma bardzo delikatny charakter, dlatego udzielamy w niej bardzo mało informacji - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Opolu Lidia Sieradzka. - Zarzut podejrzanemu postawiono przed świętami wielkanocnymi, ale ze względu na ten szczególny okres nie chcieliśmy wcześniej informować o sprawie opinii publicznej - dodała.

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kędzierzynie-Koźlu. To ona postawiła duchownemu z jednej z miejscowych parafii zarzut z artykułu 202a kodeksu karnego, który mówi: "Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". W sprawie jest jedna osoba pokrzywdzona. - Wobec podejrzanego zastosowano środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji oraz zakaz pracy z młodzieżą do lat 18 - powiedziała

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/opolskie/kedzierzyn-kozle/news/ksiadz-podejrzany-o-prezentowanie-tresci-pornograficznych,1906848,4591

patologia

DATA: 2013/03/29 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 86
 

Rekolekcje z Szatanem dla gimnazjalistów

Oburzenie po rekolekcjach w Poznaniu. Uczniom Gimnazjum nr 30 puszczono horror o egzorcyzmach. Niektórzy rodzice skarżą się, że ich dzieci nie mogą przez to spać – podaje wyborcza.pl. Gimnazjalistom pokazano "Rytuał", czyli historię o losach kleryka, który uczy się w szkole dla egzorcystów w Watykanie. W Rzymie poznaje "mroczną stronę wiary". W obrazie nie brakuje szokujących scen. Ojciec jednej z gimnazjalistek oburza się, że tego typu filmy nie powinny być pokazywane uczniom w wieku 13 lat bez uzgodnienia z rodzicami. Dyrektorka szkoły przyznaje, iż nie wiedziała, co zobaczą nastolatki, bo „nie cenzuruje tego, co szykuje ksiądz proboszcz z katechetami”.

Natomiast ks. Adam Pawłowski, katecheta z VIII LO w Poznaniu, twierdzi, że "Rytuału" na rekolekcjach raczej by nie puścił. - Ale nie przesadzałbym z nadwrażliwością gimnazjalistów, nie takie horrory i pornografię oglądali – mówi wyborczej.pl. Podobne kontrowersje wzbudziła zorganizowana przez Szkołę Podstawową nr 51 w Lublinie droga krzyżowa na szkolnym patio. Część rodziców uważa, że to naruszenie świeckości placówki edukacyjnej. Kontrolę w tej sprawie zlecił prezydent miasta.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/poznan/rekolekcje-z-szatanem-dla-gimnazjalistow,1,5456247,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/03/29 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 87
 

Ks. Olszewski: szatan nie pyta, tylko włazi z butami

Szatan nie pyta, tylko włazi z butami. Niestety, doświadczenie egzorcystów nie zawsze jest brane na poważnie, a szkoda, bo dzisiaj, gdy ludzie odchodzą od Ewangelii, zło osobowe może mieć dużo do powiedzenia. Trzeba wiedzieć, że to jest bardzo realny świat, nieraz byłem świadkiem, jak różne złe duchy w człowieku komunikowały się ze sobą, rozkazywały sobie itd. - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" ks. Michał Olszewski, egzorcysta i przypomina szokującą historię opętanej kobiety.

Ks. Olszewski jest sercaninem, egzorcystą diecezji kieleckiej 
i znanym rekolekcjonistą. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" opowiada on o wstrząsających wydarzeniach podczas swojej pracy i o kulisach działalności egzorcystów. - Dawniej egzorcyści byli trochę ukrywani, traktowani jako temat tabu. Nie wiadomo było, jak do nich dotrzeć, kim oni właściwie są, co robią - mówi duchowny. - Kiedy byłem na kursie egzorcystów w Rzymie, jeden z wysokich hierarchów opowiadał nam, że dziś Kościół zrozumiał, że egzorcystów trzeba zacząć formować tak, jak się formuje wychowawców czy spowiedników. Zmieniło się zupełnie patrzenie na tę posługę - dodaje. Ks. Olszewski tłumaczy też, że część diecezji w Polsce każdego, kto zgłasza się po pomoc egzorcysty, najpierw kieruje do psychologa, a dopiero potem psycholog może skierować taką osobę do egzorcysty. Jest to motywowane tym, że człowiek składa się z ciała i duszy i jeżeli cierpi jedno, to zazwyczaj cierpi też drugie.

- To bardzo niedobre rozwiązanie, bo psychologowie nie mają przecież narzędzi do rozpoznania obecności złych duchów - ocenia ksiądz i dodaje: "Sam nieraz miałem problem w takim rozeznaniu. Pamiętam, jak kiedyś przyszła do mnie prosta, niewykształcona kobieta, nieznająca żadnego języka obcego itd. Myślałem, że potrzebuje ona psychiatry, skontaktowałem ją więc z bardzo dobrym lekarzem i jak już się żegnaliśmy, postanowiłem ją pobłogosławić. Jak tylko położyłem na niej rękę i zacząłem się modlić, w nią jak gdyby coś wstąpiło. Zaczęła wyklinać mnie po włosku, całym stekiem wyszukanych przekleństw bez ani jednego błędu językowego. Jak to wyjaśnić chorobą psychiczną?". Ksiądz Olszewski wspomina też przypadek kobiety, która opowiadała mu o działalności ruchu Hare Kriszna. - Wyjaśniła mi, że krisznowcy co roku wcale nie przechodzą wybrzeżem Bałtyku i biją w bębenki ot, tak sobie. Oni wtedy przyzywają złe duchy, aby wstąpiły w ludzi, którzy leżą na plaży - podsumowuje.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ks-olszewski-szatan-nie-pyta-tylko-wlazi-z-butami,1,5456286,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/03/26 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 83
 

"Skandaliczne" słowa o pedofilii w Kościele. Zdecydowana reakcja biskupa

Rzecznik Praw Dziecka odpisał Wandzie Nowickiej na list ws. słów biskupa Tadeusza Pieronka o pedofilii. Co? Że poprosił biskupa o wyjaśniania. Ale hierarcha list przeczytał i tyle. - Nie odpiszę na niego. Myślałem, że ten urząd jest poważniejszy - mówi Onetowi bp Pieronek. Półtora miesiąca temu biskup Tadeusz Pieronek stwierdził, że "papież (Benedykt XVI - red.) zmagał się z ważniejszymi problemami niż pedofilia". - Dbał o to, żeby ludzie żyli zgodnie z przykazaniami Bożymi. To jest o wiele ważniejsze zadanie niż ukrócenie sprawy pedofilskiej, która była na świecie, jest i będzie. Żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, żeby korzystać z pewnych możliwości, jakie daje człowiekowi wolna wola i do czego go pchają namiętności. Przepraszam bardzo, świata nie zmienimy - dodał hierarcha.

W związku z tymi słowami Wanda Nowicka, wicemarszałkini Sejmu, domagała się w piśmie "pilnej i stanowczej" reakcji Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. Sama uznała wypowiedź bpa Pieronka za "skandaliczną". Michalak odpisał jej po około miesiącu. "Również mnie (…) zaniepokoiła przedmiotowa wypowiedz" - napisał. Dodał też, że już 18 lutego wystąpił do biskupa Pieronka. Z czym? "Wskazałem, że jako urzędnik powołany konstytucyjnie do ochrony dzieci nie mogę się zgodzić, by jakiekolwiek działania lub wartości były publicznie uznawane za ważniejsze, a tym bardziej „o wiele ważniejsze” niż przeciwstawianie się jednej z najgorszych krzywd, jaką można wyrządzić dziecku, czyli nadużycia seksualnego. Poprosiłem o wyjaśnienie przedmiotowej kwestii, wyrażenie stanowiska oraz jednoznaczne publiczne potępienie czynów pedofilskich" - czytamy w piśmie Michalaka do Nowickiej.

Wicemarszałkini z zadowoleniem odnotowała ten głos. - Cieszy mnie tak jednoznaczna reakcja RPD oraz fakt, że biskup Pieronek jest rozliczany do dnia dzisiejszego ze swoich niestosowanych wypowiedzi - skomentowała. Co na to biskup Tadeusz Pieronek? Hierarcha list Michalaka otrzymał, przeczytał. I tyle. - Nie odpiszę na niego. Myślałem, że ten urząd jest poważniejszy - mówi Onetowi bp Pieronek. Jak dodaje, wypowiedzi i listy tak Wandy Nowickiej jak i Marka Michalaka to "wielkie kroki poza drogą". A wicemarszałkini Sejmu i rzecznikowi radzi nauczyć się czytania ze zrozumieniem.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/skandaliczne-slowa-o-pedofilii-w-kosciele-zdecydow,1,5453878,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/03/26 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 84
 

Biskup królem

Dlaczego w Kościele dochodzi do nadużyć, a ich sprawcy często czują się bezkarni? Dlaczego niektórzy księża awansują mimo braku kompetencji? To pytania warto zadać po tym, czego dowiedzieliśmy się o abp. Głódziu, który - jak napisał "Wprost" - pił i poniżał podwładnych, a sama kuria gdańska ma długi. "Ustrój feudalny", na który żalił się jeden z księży z archidiecezji gdańskiej, to nie jest wymysł abp. Głódzia. Biskup jest w swojej diecezji praktycznie królem. W skrajnych przypadkach mógłby usunąć go papież, ale to tylko teoria. Szkoda, że na ogół nic do powiedzenia nie mają świeccy, a rady parafialne to fikcja - albo nie ma ich wcale, albo nie działają. Z kolei tworzone ostatnio w diecezjach tzw. rady społeczne najczęściej złożone są z cieni biskupa, a ich zadaniem jest powtarzanie jego myśli. Podobne rady celują w oświadczeniach broniących Kościoła przed bliżej nieokreślonym wrogiem albo przypominających katolicką naukę, np. o tym, jak złe jest in vitro czy antykoncepcja.

Feudalny bywa sam mechanizm awansów. Autorami oświadczenia w obronie abp. Głódzia byli księża awansowani za czasów rządów abp. Głódzia w Gdańsku na dziekanów. Reporterzy "Gazety" opisali historię ks. Bużana, byłego proboszcza skazanego za rozpijanie i molestowanie 15-letniej dziewczyny. Abp. Głódziowi nie przeszkodziło to w ulokowaniu księdza na stanowisku dyrektora budownictwa sakralnego w archidiecezji. Bo "trzymają się go pieniądze". Z kolei mechanizm awansów samych biskupów daje szerokie możliwości - niestety, bardzo rzadko są wykorzystywane. Biskupa mianuje papież, ale jak wiadomo, kandydatów wskazuje nuncjusz apostolski - po konsultacjach z Episkopatem. Ordynariuszem diecezji czy metropolitą może zostać zwykły ksiądz - tak było w przypadku roztropnego kard. Franciszka Macharskiego. Teraz praktycznie to się nie zdarza - biskupi są przenoszeni zwykle z mniejszej diecezji do większej, nieistotne, czy w tej poprzedniej się sprawdzili.

Sam abp Głódź idzie w polskim Kościele jak burza. Mimo ewidentnych zastrzeżeń do jego działalności, jawnego bratania się z politykami od lewa do prawa (a może właśnie także dlatego?) sprawuje w Episkopacie rekordową liczbę funkcji. A w kościelnych kuluarach już mówi się o jego kolejnym awansie - być może do archidiecezji wrocławskiej. Zapewne ostatnie artykuły mu w tym nie przeszkodzą. Stosunek części Kościoła do drażliwych problemów duchowieństwa dobrze pokazują komentarze w Radiu Maryja po publikacjach na temat abp. Głódzia. Jeden z czołowych autorytetów mediów o. Rydzyka prof. Bogusław Wolniewicz: "Mówi się tam - jako zarzut - że ks. arcybiskup lubi wypić. Tylko co z tego? To przecież nie grzech". Nałogi duchownych zbyt często są bagatelizowane, bo to najprostszy sposób na pozbycie się odpowiedzialności za błędy duchownego. Skoro "to nie grzech" (z zadziwiającą gorliwością bronili tej "słabości" arcybiskupa politycy od prawa do lewa), to nie trzeba nic z tym robić, wystarczy otoczyć ekscesy hierarchy dyskrecją, złożyć na karb żołnierskiej fantazji. Wysyłanie księży na leczenie to ostateczność, tylko wtedy gdy np. skompromitują parafię, bo przyjdą pijani na własną mszę, albo - jak bp Jarecki - rozbiją samochód na drzewie. Kto zresztą miałby zasugerować terapię metropolicie czy ordynariuszowi diecezji? Przecież nie papież, a nikt stojący niżej się nie ośmieli. Bo może wylecieć.

Prof. Wolniewicz mówił też w Radiu Maryja: "Ksiądz arcybiskup myślał wyczarterować samolot, by polecieć z szerszym gronem na inaugurację pontyfikatu nowego papieża. Przecież żyjemy w epoce komunikacji lotniczej. Do czarteru zresztą nie doszło, ale gdyby - co w tym złego?". Wszystko dlatego, że w polskim Kościele na ogół aprobowane są zachowania hierarchów w stylu "zastaw się, a postaw się". Dlatego abp Głódź nie miał oporów przed wydaniem milionów na odbudowę zabytkowego dworu w Gdańsku, w którym mieszka. A w ramach "duszpasterskich" inicjatyw marzy mu się potężne sanktuarium - "wotum dziękczynne" za dar Jana Pawła II, chociaż papież Polak podobnych pomników i pustych gestów szczerze nie znosił. Sprawa arcybiskupa pewnie wkrótce ucichnie. Tym bardziej warto patrzeć na nią nie jak na jednorazowy skandal, ale opowieść o wadach instytucji nieradzącej sobie z wieloma nadużyciami.

http://wyborcza.pl/1,75478,13629092,Biskup_krolem.html

patologia

DATA: 2013/03/19 ZRODLO: tokfm.pl RAPORT NR: 79
 

Rekolekcje w podstawówce. Msza w kościele, droga krzyżowa w szkolnym patio

W Szkole Podstawowej nr 51 w Lublinie, największej w regionie, w ramach rekolekcji uczniowie uczestniczą we mszy w pobliskim kościele. Ale przed odbywa się droga krzyżowa na terenie szkoły, w patio. Prezydent Lublina zarządził kontrolę. - Wszystkie placówki publiczne prowadzone przez samorząd są szkołami świeckimi - mówi jego rzeczniczka. W wielu podstawówkach trwają rekolekcje. W jednych lekcji nie ma w ogóle, są tylko msze w kościele, w innych lekcje są, ale tylko niektóre.

W SP 51 rekolekcje rozpoczęły się w poniedziałek. Dzieci wraz z wychowawcą udają się na mszę świętą do kościoła, a przedtem w szkole biorą udział w drodze krzyżowej. Odbywa się w szkolnym patio. To już tradycja. Na stronie szkoły można znaleźć zdjęcia z ubiegłorocznego nabożeństwa w budynku szkoły. O sprawie poinformowali nas rodzice dzieci. - W budynku powieszone są stacje Drogi Krzyżowej, a dzieci klęczą i się modlą przy poszczególnych stacjach - opowiada nam jedna z mam. Potwierdziliśmy to w szkolnym sekretariacie. "Jestem matką dziecka z kl. I-III. Mąż i ja uważamy, że nie jest to nabożeństwo, które powinno się odbywać w szkole. Rodzice mogą zaprowadzić dziecko do kościoła, pod warunkiem że uważają, że jest w stanie akurat to nabożeństwo zrozumieć" - pisze w mailu do nas pani Maria*. "Jesteśmy rodziną katolicką. Jednak takie sytuacje w świeckiej szkole publicznej wydają nam się niedopuszczalne" - dodaje.

Spotkaliśmy się z autorką listu i jej mężem. - Organizowanie takich religijnych uroczystości w budynku szkoły jest nie na miejscu. Przecież to świecka placówka - mówi ojciec 9-latki. Na nasze pytanie, dlaczego nie poszli z tym do dyrektora szkoły, odpowiadają wprost: boimy się o nasze dziecko. - Próbowałam rozmawiać o tym z innymi rodzicami. Słyszałam głosy, że im to nie odpowiada, ale każdy boi się wychylić - mówi pani Maria. Bardzo szybko zareagowało miasto, czyli organ prowadzący szkoły. Prezydent Krzysztof Żuk jest poza Polską, ale wie o sprawie. I podjął decyzję o wszczęciu kontroli przez urzędników wydziału oświaty. - Do tej pory nie mieliśmy sygnałów o tej drodze krzyżowej. Wszystkie szkoły publiczne prowadzone przez samorząd są placówkami świeckimi. Stąd kontrola. Jeśli informacja o drodze krzyżowej się potwierdzi, podejmiemy decyzję - mówi Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta.

Kuria w Lublinie nie widzi niczego złego w tym, że droga krzyżowa odbywa się w budynku podstawówki. Rzecznik kurii ks. Krzysztof Podstawka przywołuje Rozporządzenie Ministra Edukacji z 1992 roku, które ustala zasady organizowania rekolekcji wielkopostnych w szkołach. - Zgodnie z tym rozporządzeniem szkoły mają obowiązek umożliwić młodzieży przez trzy dni udział w takich rekolekcjach - mówi ks. Podstawka. I dodaje, że formy rekolekcji mogą być różne: albo w całości na terenie szkoły, albo tylko na terenie parafii. - Ale może to być też taka formuła, że część rekolekcji odbywa się w placówce, a część w parafii. I tak jest w tym przypadku. Od strony prawnej wszyscy zachowali obowiązujące przepisy - mówi rzecznik lubelskiej kurii. Jak dodaje, to nie jest jedyna szkoła, w której tak się to odbywa. - M.in. w lubelskim liceum, które nosi nazwę Biskupiak, jest kaplica na terenie szkoły. Ale uczestniczyłem też w pięknym misterium przygotowanym przez uczniów szkoły przy ulicy Elsnera kilka lat temu - mówi ks. Podstawka.

- W tych rekolekcjach chodzi też o to, by religia nie kojarzyła się tylko i wyłącznie z przestrzenią sakralną. Bo to nie jest rzeczywistość zamknięta tylko do kościoła, do zakrystii, ale rzeczywistość, która obejmuje całe życie człowieka, w tym także szkołę - mówi TOK FM rzecznik lubelskiej kurii. Szkoła Podstawowa nr 51 w Lublinie to ta sama podstawówka, o której pisaliśmy kilka tygodni temu. To tu w statucie był zapis odwołujący się do Kościoła katolickiego, a na szkolnej stołówce wisiały zasady kulturalnego spożywania posiłków, a pierwsza z nich, napisana większym drukiem niż pozostałe, brzmi "Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu". Poza tym na ścianach stołówki były jeszcze dwie inne tablice z treścią modlitw.

Rada pedagogiczna szkoły kilka dni temu zmieniła kontrowersyjny statut. Zniknął zapis, że "szkoła kształtuje i rozwija postawy uczniów w oparciu o naukę Kościoła katolickiego". Dziś czytamy, że szkoła "kształtuje i rozwija postawy uczniów w oparciu o chrześcijański system wartości z zapewnieniem wolności sumienia i przekonań religijnych każdego ucznia". - Statut w poprawionej wersji jeszcze do nas nie dotarł, ale z informacji, które posiadamy, wiemy, że został zmieniony przez radę pedagogiczną, wcześniej zaaprobowany przez rodziców. Czekamy w tej chwili na ten dokument, przeanalizujemy go - mówi nam kurator oświaty w Lublinie Krzysztof Babisz. Nie dostaliśmy jednak od kuratorium odpowiedzi ws. drogi krzyżowej. Z władzami szkoły - mimo prób - nie udało nam się skontaktować.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13590792,Rekolekcje_w_podstawowce__Msza_w_kosciele__droga_krzyzowa.html

patologia

DATA: 2013/03/18 ZRODLO: wprost.pl RAPORT NR: 78
 

Poważne zarzuty wobec abp. Głodzia. "Pił, wyzywał, poniżał"

U nas panuje ustrój feudalny. Jest pan i są podwładni. I wszystko byłoby dobrze, bo przecież ślubujemy arcybiskupowi posłuszeństwo. Ale jeśli ten arcybiskup nie zachowuje się jak duchowny katolicki, tylko jak okrutny władca, to musimy o tym zacząć mówić - mówi Magdalenie Rigamonti ksiądz I. W Gdańsku powstaje czarna lista przewinień abp. Sławoja Leszka Głodzia. Ma być wysłana do Watykanu. Ludzie z kurii potrafią straszyć. Wiem, że byli u przyjaciół księdza dręczonego przez abp. Głodzia. Grozili, że jeśli nie wpłyną na młodego kapelana, nie odwiodą go od składania do sądu sprawy przeciwko Głodziowi, to jego życie będzie zniszczone - opowiada ksiądz II.

- Niech pani dzwoni do tego księdza. On ma zeznania przygotowane, dokładnie spisane wspomnienia z prawie każdego dnia współpracy z arcybiskupem. Z każdej nocnej pijackiej imprezy, każdego upokorzenia, jakiego doświadczył. Zresztą nie tylko on. Ale on chyba jako pierwszy się postawił - dodaje duchowny. Wszyscy nasi rozmówcy - urzędnicy, księża, nawet członkowie ich rodzin i przyjaciele - nie chcą wypowiadać się pod nazwiskami. Boją się, że zostaną rozpoznani.

Ksiądz III służył u arcybiskupa. Był kapelanem. Przybocznym arcybiskupa. Kimś na każde zawołanie. Arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie do tańca. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: "Co ty, k..., nawet nalać nie potrafisz!". Rano na kacu wzywał go, żądając "actimelka" i krzycząc: "Bądź moim actimelkiem!". Upokarzał, wyzywał go, pomstował na jego rodzinę przy swoich gościach, często słynnych politykach różnych opcji.

http://www.wprost.pl/ar/392238/Powazne-zarzuty-wobec-abp-Glodzia-Pil-wyzywal-ponizal/

patologia

DATA: 2013/02/27 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 71
 

Podlaskie: Ksiądz zabronił zasypać grób

Rodzina Orłowskich z Przerośla koło Suwałk pogrzebu mamy nie zapomni do końca życia. Była to podwójna tragedia, bo śmierci ukochanej osoby nie potrafił uszanować duchowny. Ksiądz, a zarazem właściciel cmentarza, zabronił grabarzom zasypać grób. Z powodu pieniędzy. W tej okolicy nie ma przemysłu, ziemie są kiepskie, więc ludziom żyje się biednie. Nie przelewa się też w rodzinie Orłowskich. Głowa rodziny Adam Orłowski żyje z pracy w gospodarstwie i z tego, co urodzi ziemia. Rok po roku musiał pochować ojca i mamę. To finansowo pogrążyło rodzinę.

– Nie miałem 1400 zł, żeby zapłacić z góry za pogrzeb, jak wyliczył proboszcz – żali się Adam. – Powiedziałem, że zapłacę, gdy dostanę pieniądze z zasiłku pogrzebowego z ZUS-u. Bardzo to rozzłościło księdza – relacjonuje. Wstrząsające wydarzenia rozegrały się w dniu pogrzebu. Ksiądz, jak mówi rodzina, nie poświęcił ciała. – Pogrzeb wyglądał jak w strasznym śnie. Na cmentarzu ksiądz nie poświęcił też trumny, a ziemię ostentacyjnie rzucił pod nią – opowiada Julita Orłowska, żona pana Adama. – Potem odwrócił się i poszedł. Kiedy grabarze chcieli zakopać grób, zabronił im i powiedział: „nie zapłacił, to nie zasypywać!” – dodaje wstrząśnięta.

Nad rodziną zlitowali się jednak grabarze i kiedy ksiądz odjechał, zasypali grób. – Potraktował mnie jak oszusta przed rodziną i nad grobem mamy – mówi rozgoryczomy Adam Orłowski. Ksiądz Janusz Ch. nie chciał rozmawiać z dziennikarzami Faktu. Rzucił jedynie, że to jego sprawa, a Orłowski powinien zapłacić tyle, ile trzeba. Na koniec kazał opuścić teren plebanii. – Po tym, jak sprawę nagłośniłem, ksiądz zapowiedział, że nie dopuści mojego najmłodszego syna Mateusza do Pierwszej Komunii Świętej. To przykre, jak postępuje kapłan – kiwa głową Adam Orłowski.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/bialystok/podlaskie-ksiadz-zabronil-zasypac-grob,1,5431639,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/02/22 ZRODLO: polskieradio.pl RAPORT NR: 67
 

Koncesja dla TV Trwam. Grożą śmiercią członkom KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji złoży w piątek zawiadomienie do prokuratury w sprawie gróźb, jakie listownie otrzymał przewodniczący Rady Jan Dworak i jeden z jej członków Krzysztof Luft. Anonimowi autorzy listu grożą Dworakowi i Luftowi śmiercią w przypadku nieprzyznania TV Trwam miejsca na multipleksie. List został nadany w poniedziałek w jednym z warszawskich urzędów pocztowych. Dołączony do niego był sznurek i dwa czarne paski z napisem "śmierć wrogom ojczyzny" (napis tej treści pojawił się też we wtorek na gdyńskim biurze europosłanki Joanny Senyszyn).

Autorzy listu napisali: "Jeśli wykonacie polecenie rządzącej antypolskiej i antykatolickiej masońsko-żydowskiej mafii Tusk-Komorowski i nie przyznacie licencji na multipleksie 1 częstotliwości dla Telewizji Trwam sąd WiN wyda wyrok śmierci na odpowiedzialnych za taką decyzję. Termin - marzec 2013 rok. Po tym terminie nasz pluton egzekucyjny dostanie polecenie wyeliminować zdrajców Boga i Ojczyzny. Samochody pancerne, hełmy ani kamizelki kuloodporne nie wystarczą, mamy środki do wyeliminowania zdrajców". Pod listem znalazł się podpis: "Wolność i Niezawisłość" oraz zdjęcie krzyża tej antykomunistycznej organizacji, działającej w pierwszych latach po II wojnie światowej.

KRRiT - jak poinformowała jej rzeczniczka Katarzyna Twardowska - w piątek złoży do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 224 par. 1 lub par. 2 Kodeksu karnego. Przepisy te stanowią, że kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe organu administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tej samej karze podlega ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej. Na oferty w ogłoszonym pod koniec 2012 roku konkursie na cztery miejsca na pierwszym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej KRRiT czeka do poniedziałku. Rada zdecydowała, że miejsca na multipleksie otrzymają podmioty nadające programy: społeczno-religijny, filmowy, edukacyjno-poznawczy oraz dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Zgłosić mogą się zarówno nowi nadawcy, jak i ci, którzy już posiadają koncesje na nadawanie programu drogą satelitarną i chcą ubiegać się o jej rozszerzenie.

Nadawca Telewizji Trwam - fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka - ubiegał się o miejsce na MUX-1 w poprzednim konkursie, ale go nie otrzymał. KRRiT tłumaczyła to niepewną sytuacją finansową fundacji - w dniu złożenia wniosku o miejsce na multipleksie majątek Lux Veritatis wynosił ok. 90 mln zł, ale większość środków pochodziła z pożyczki udzielonej przez polską prowincję zakonu redemptorystów. Fundacja odmówiła KRRiT wyjaśnień na temat warunków spłaty tego zobowiązania. Skargę na decyzję KRRIT Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił w maju ub.r. Złożona do NSA skarga kasacyjna nie była jeszcze rozpatrywana.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/787451,Groza-smiercia-czlonkom-KRRiT-w-zwiazku-z-TV-Trwam-

patologia

DATA: 2013/02/19 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 61
 

"Ksiądz przekroczył granice medialnego chuligaństwa."

"To niespotykana dotychczas w mediach nowa jakość w stygmatyzowaniu dzieci z in vitro. Ksiądz profesor przekroczył wszelkie granice medialnego chuligaństwa i barbarzyństwa" - napisał o wypowiedzi ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier, członka Episkopatu Polski, ojciec dziecka poczętego metodą in vitro. Poniżej publikujemy jego list:

"W "Uważam Rze" z 11-17 lutego ukazał się wywiad z ks. prof. Franciszkiem Longchamps de Berier, członkiem zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski. Śmiem twierdzić, że to już pozycja wyjątkowa w annałach polskiego dziennikarstwa. Wszystkie epitety i słowa krytyki, które za chwilę padną z mojej strony pod adresem ks. prof. de Berier, nie są przejawem żadnego bezrefleksyjnego antyklerykalizmu. Są głosem zbulwersowanego ojca dziecka poczętego in vitro, który w ostatnich pięciu latach usłyszał w mediach wszystkie już, zdawałoby się, możliwe przejawy podłości z ust ludzi reprezentujących inny światopogląd. Ale to, co w powyższym wywiadzie powiedział ks. prof. Franciszek Longchamp de Berier, to niespotykana dotychczas w mediach nowa jakość w stygmatyzowaniu dzieci z in vitro. Ksiądz profesor przekroczył wszelkie granice medialnego chuligaństwa i barbarzyństwa.

Jest w tym wywiadzie wiele fragmentów, które zasługują i - mam nadzieję - staną się przedmiotem szczegółowej analizy prawników i lekarzy z uwagi na ogromną ilość przekłamań, półprawd, manipulacji i zwykłej mowy nienawiści. Jednakże pragnę jako rodzic zwrócić uwagę zwłaszcza na ten fragment: "Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka, wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych". Powyższe zdanie to szczyt nikczemnej retoryki, czyli już nie "słyszałem, że są tacy lekarze" lub "mówiono mi, że są tacy lekarze", ale po prostu są tacy lekarze.

Po tych dwóch zdaniach ks. de Berier jednym tchem wymienia cztery zespoły wad genetycznych, o których (z wyjątkiem zespołu Beckwitha-Wiedemanna, o którym czytamy w paranaukowych opracowaniach, nie popartych żadnymi badaniami) nawet nieliczni profesorowie medycyny będący w opozycji do technik wspomaganego rozrodu, nie wspominają w swoich atakach. Oczywiście ksiądz de Berier nie podaje żadnego źródła, nie odwołuje się do żadnych badań, nie cytuje żadnej publikacji z bazy Pubmed, tylko oznajmia, że "są tacy lekarze". Nie pada także żadne stwierdzenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną, że żadna z wymienionych wad nie ma związku z techniką poczęcia jako taką.

Nikt jeszcze w ponad 20-letniej historii wolnych mediów tak jawnie nie odwoływał się do poetyki nazistowskiej i jej podstaw w postaci wypowiedzi sugerujących rozpoznawanie sposobu poczęcia po cechach fenotypowych. Taka retoryka to cyniczna, perfidna i prymitywna metoda ataku na środowisko ludzi niepłodnych i wszystkich myślących inaczej niż ks. de Berier. Od dziś obiecuję księdzu de Berier prymitywne intelektualne naśladownictwo i podzielę się od razu taką refleksją: są tacy księża, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka chcą praktykować pedofilię.

Żyję nadzieją, że będzie mi dane wziąć udział w debacie, sympozjum czy też zwykłym spotkaniu z ks. de Berier. Bynajmniej nie po to, żeby jako skromny magister wdać się w merytoryczną dyskusję z uzbrojonym w oręż erudycji i elokwencji profesorem. Chciałbym tylko móc spojrzeć w twarz ks. de Berier i wykrzyczeć: ODPIEPRZ SIĘ OD MOJEGO DZIECKA. Choć za jedno jestem ks. de Berier wdzięczny. To kolejny głos utwierdzający mnie w przekonaniu, z jaką mową nienawiści mamy do czynienia. To utwierdza w przekonaniu, jak bardzo z daleka muszę trzymać moje dzieci od Kościoła katolickiego. To utwierdza mnie w przekonaniu, jak ciężko jest żyć w tym kraju."

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13425554,Ojciec_dziecka_z_in_vitro_w_emocjonalnym_liscie_do.html

patologia

DATA: 2013/02/18 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 58
 

Parafia prywatnym folwarkiem księdza? Jest skarga

Proboszcz z Wolbromia wykreśla z ksiąg parafialnych wiernych, którym nie podobają się jego rządy. Organista Grzegorz Pasierba stanął publicznie w obronie zwolnionego ojca, także organisty z 20-letnim stażem, i domagał się legalnego zatrudnienia. Przypłacił to wyrzuceniem z parafii, bo ks. Zbigniew Luty rządzi parafią jak prywatnym folwarkiem. – Napisałem list do biskupa Grzegorza Kaszaka w obronie moje ojca – przyznaje ze smutkiem Grzegorz Pasierb. – Gdy go upubliczniłem, ksiądz Luty wykreślił mnie z parafii, pod pretekstem, że przebywałem poza nią przez trzy miesiące – dodaje.

W swoim liście do biskupa Diecezji Sosnowieckiej pan Grzegorz domaga się interwencji kurii. Ksiądz wyrzucił z pracy jego ojca, Maksymiliana Pasierba, który od 20 lat był parafialnym organistą. Wszystko dlatego, że zastępująca chorego na raka ojca Grzegorz, po dziewięciu miesiącach pracy "na czarno", poprosił o umowę o pracę. Od tamtej pory ks. Luty prowadzi prywatną krucjatę przeciwko rodzinie Pasierbów. Szkaluje ich podczas kazań, zabronił rodzinie zbliżać się do kościoła i rozwiązał chór, który stanął w obronie organisty.

Samego siebie ksiądz przeszedł jednak podczas ostatniej wizyty duszpasterskiej. Wykreślił pana Grzegorza z ksiąg parafialnych, bo ten przez okres dłuższy niż trzy miesiące przebywał poza jej terenem. – Pojechałem do pracy do Irlandii – wyjaśnia Grzegorz Pasierb. Swój list upublicznił, bo nie doczekał się na niego odpowiedzi. Odpowiedzi nie doczekali się także inni parafianie, którzy w sprawie proboszcza Lutego i jego zachowania interweniowali już kilkukrotnie. Sam proboszcz nie chciał z nami rozmawiać. – Z tymi pytaniami proszę do kurii – powiedział reporterom "Faktu". Tymczasem kuria milczy, a Grzegorz Pasierb doczekał się jedynie ostrzeżenia, że jeśli nie przestanie oczerniać ks. Lutego, sprawa może trafić do sądu.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/fakt-parafia-prywatnym-folwarkiem-ksiedza-jest-ska,1,5423308,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/02/14 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 57
 

"Zdziczenie", "indoktrynacja" - modlitwy w szkole im. Jana Pawła II

Helsińska Fundacja Praw Człowieka interweniuje ws. tablic w jednej z lubelskich szkół, na której napisano: "Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu". - Indoktrynacja - ocenia HFPC. - Jeśli rodzicom się nie podoba, to mogą przenieść dzieci do innej szkoły. Może gdzieś jest jeszcze jakaś szkoła im. Lenina - replikuje posłanka PiS Anna Sobecka. Sprawa, o której jako pierwsze informowało radio TOK FM, dotyczy publicznej szkoły podstawowej nr 51 im. Jana Pawła II w Lublinie. Uczęszcza do niej ok. 1,4 tys. uczniów. To właśnie na stołówce tej placówki umieszczono tablicę "Zasady kulturalnego spożywania posiłków". W pierwszym punkcie napisano: "Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu". Na ścianach wywieszono też treść modlitw. Rodzice są podzieleni w ocenach.

W statucie placówki napisano, że "szkoła kształtuje i rozwija postawy uczniów w oparciu o naukę Kościoła katolickiego", a także wskazuje im "godne naśladowania autorytety - przede wszystkim przybliżenie postaci oraz nauki Ojca Świętego". W tej sprawie wystąpiła HFPC - do Lubelskiego Kuratora Oświaty, któremu zwrócono uwagę, że "szkoła współczesna ma obowiązek kształtowania u dzieci szacunku wobec ludzi o różnych przekonaniach światopoglądowych i uczenia zasad demokracji i państwa prawa". I do minister edukacji narodowej. Wedle Fundacji Krystyna Szumilas (PO) powinna "uwrażliwić" kuratorów na standardy edukacji w duchu poszanowania praw człowieka.

Jednak wedle Anny Sobeckiej (PiS) - tym bardziej, że w statucie i nazwie szkoły jest mowa o papieżu - tablica z wezwaniem do modlitwy nie powinna dziwić. - Nie widzę w tym niczego złego. Jeszcze nikomu modlitwa nie zaszkodziła, a wręcz odwrotnie - rozświetliła myślenie dzięki działaniu Ducha Świętego - podkreśla Anna Sobecka w rozmowie z Onetem. Zupełnie inaczej na "Zasady kulturalnego spożywania posiłków" lubelskiej szkoły patrzy Elżbieta Czyż, ekspertka HFPC. Stwierdza ona, że "nie ma niczego niewłaściwego w tym, że kto sobie życzy, modli się przed i po jedzeniu, ale nie ma to nic wspólnego z zasadami kulturalnego zachowania". - Natomiast wywieszone w stołówce zasady zawierają komunikat, że kto się nie modli zachowuje się źle, a to już jest niedopuszczalne - dodaje Czyż.

W piśmie do kuratora i pani minister ekspertka HFPC zauważyła, że "nawet jeżeli wszystkie dzieci w szkole chcą się modlić, to nadal taka forma »edukacji kulturalnej« jest przejawem indoktrynacji i nietolerancji wobec »innych«". W piśmie, do którego dotarł Onet, można też przeczytać: - Proszę o nadzór nad wprowadzeniem w tej szkole stosownych zmian (nie chodzi o zakaz modlenia się) i realizację obowiązujących standardów edukacyjnych wynikających zarówno z Konstytucji RP, jak i ratyfikowanych umów międzynarodowych. W wystąpieniu Czyż wymieniła niektóre z zasad: "Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych", "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne". Wymieniła także gwarancję niedyskryminowania ze względu np. na rasę, płeć, język, a także religię.

- Może na ścianach szkoły powinny zawisnąć plakaty z takimi treściami? - zapytała retorycznie na koniec. Interwencja i zamieszanie wokół modlitewnych tablic dziwi posłankę PiS Annę Sobecką. W rozmowie z Onetem stwierdza ona: - Polska jest krajem katolickim, ale okazuje się, że najbardziej narażeni na ataki są właśnie katolicy. To jest już jakieś zdziczenie. Czy tak powinno być? Niech każdy już sam sobie odpowie w sumieniu - stwierdza posłanka. Radzi jednocześnie, aby być tolerancyjnym, a w jej opinii tablica z wezwaniem do modlitwy, drażnić może jedynie osoby najbardziej zacięte. Sprawą zajęło się już kuratorium. Wyniki kontroli mają być znane za ok. trzy tygodnie.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/zdziczenie-indoktrynacja-modlitwy-w-szkole-im-jana,1,5420964,wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/02/13 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 53
 

Brud, smród i ubóstwo w Exodusie. Katolicki ośrodek socjoterapii bez nadzoru?

- Mój syn był duszony, bity, ze złamanym nosem wylądował w szpitalu. W ośrodku był brud, smród i ubóstwo - tak Katolicki Ośrodek Socjoterapii Exodus w Starosielcach opisuje matka jednego z wychowanków. Przed feriami zabrała stamtąd syna. Nie był już w stanie mieszkać w ośrodku. - To, co on tam przeżył... Wychowawcy? Mój Boże. Nikt nie reagował. Te dzieci były pozostawione same sobie. Bez nadzoru, bez opieki. Zresztą ci wychowawcy zmieniali się tam jak rękawiczki. Żaden nie był tam dłużej niż kilka tygodni. Syn w tym ośrodku był przez pół roku. Skierowało go tam kuratorium. Ja myślałam, że jak ośrodek jest katolicki, że jak prowadzi go ksiądz, to jest to dobre miejsce, miłosierne... Nic bardziej mylnego. Te dzieciaki żyły w skrajnie strasznych warunkach. Nikt ich nie kontrolował. Chodziły sobie samopas. Często do ośrodka nie wracały.

Syna kobiety pobili inni wychowankowie. Wychowawcy nie zareagowali. Dokładnie tydzień temu w nocy w ośrodku wybuchł pożar. Wychowankowie uciekali stamtąd, wybijając szyby. Aż cud, że nikomu nic się nie stało. Policja kilka dni wyjaśniała przyczyny pożaru. Okazało się, że było to podpalenie, a ogień podłożyli wychowankowie ośrodka. Nastolatkowie usłyszeli zarzuty sprowadzenia zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób. Mają od 14 do 17 lat. Najsurowszą karą, która grozi za podpalenie, to umieszczenie w zakładzie poprawczym. Dlaczego to zrobili? Dlaczego wychowawcy niczego nie zauważyli? Nie zareagowali? - To nie było pierwszy raz - mówi mama jednego z wychowanków. - Takie podpalenia były tam na porządku dziennym. Aż dziw, że dopiero teraz to wszystko spłonęło. Młodzież, która uciekła z płonącego budynku, przez pierwsze dni miała zapewnione schronienie w pobliskiej szkole. Później przeniosła się do pomieszczeń przy Domu Dziecka nr 1. Gdzie teraz są dzieci?

- Te, które trafiły tam z domów rodzinnych, wróciły do nich z powrotem. Te, które były umieszczone po wyrokach sądów, są w innych placówkach - mówi Małgorzata Palanis, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Białymstoku. To właśnie ta placówka sprawuje praktycznie jedyny nadzór nad ośrodkiem. Ostatnia kontrola pracowników kuratorium w EXODUSIE mała miejsce w połowie grudnia ubiegłego roku. Wiadomo, że była ona po tym, jak interweniował rzecznik praw dziecka. Jak powiedziała Palanis, stwierdzono wówczas kilka nieprawidłowości i wydano zalecenia pokontrolne. Na jaw wyszło, że na przykład kary, jakie dostawała tam młodzież, nie były zgodne ze statutem ośrodka. Młodzieży zabraniano kontaktów z rodziną. W zaleceniach znalazły się też zapisy, że wychowawcy powinni podejmować takie działania, aby zmniejszyć agresję wśród wychowanków. Spalony ośrodek dziś jest zamknięty, ogrodzony czerwoną taśmą. Wszędzie wiszą informacje, że grozi zawaleniem. Obok niewielki budynek. To administracja. Urzęduje tu ksiądz Grzegorz Boraczewski, dyrektor ośrodka.

- Ksiądz jest bardzo zajęty - słyszymy w sekretariacie. - Na pewno nie znajdzie czasu. Ale proszę kontaktować się z rzecznikiem prasowym Urzędu Miasta. Tam są wszelkie niezbędne informacje, które nas dotyczą - zbyła nas starsza kobieta. Zbyła, bo raczej nie wiedziała, o czym mówi. - My nie mamy żadnego nadzoru nad tym ośrodkiem. Miasto przekazuje tylko i wyłącznie dotacje na poszczególnych uczniów i z tego rozliczamy ten ośrodek - powiedziała Urszula Mirończuk, rzeczniczka magistratu. - Nie mamy innych uprawnień do kontroli. Być może kuria? Ksiądz Andrzej Dębski, rzecznik białostockiej kurii, mówi wprost: - Kuria nadzoru nad takimi ośrodkami nie sprawuje. Szefem jest ksiądz - powiedział.

http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35241,13371824,Brud__smrod_i_ubostwo_w_Exodusie__Katolicki_osrodek.html

patologia

DATA: 2013/02/07 ZRODLO: wyborcza.pl RAPORT NR: 45
 

Kościół - oblężona twierdza

W USA i Europie toczy się skoordynowana kampania dyskredytacji Kościoła katolickiego - stwierdził przewodniczący watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary abp Gerhard Ludwig Müller. W ten sposób dostojnik Kościoła zinterpretował wybuchające w różnych krajach skandale wokół seksualnego wykorzystywania nieletnich przez księży. W Polsce oglądamy właśnie najnowszą odsłonę tego pedofilskiego serialu - do księgarń trafiła książka mieszkającego w naszym kraju holenderskiego dziennikarza Ekke Overbeeka "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią". Ciekaw jestem, czy wydawcy byli bardzo zdziwieni, gdy dowiedzieli się od abp. Müllera, że padli ofiarą manipulacji i odegrali rolę narzędzia w skoordynowanej światowej kampanii. Na ich miejscu wezwałbym Overbeeka na dywanik i zmusiłbym go do wyjawienia, od kogo dostał tekst i kto mu wydawał polecenia.

Żarty na bok. Oczywiście doskonale wiemy, że nie ma żadnej centrali nakazującej mediom eksponować fakty niewygodne dla Kościoła. Fala skandali przetaczająca się przez świat jest zjawiskiem spontanicznym. Nikt jej nie koordynuje, nikt nie wydaje instrukcji autorom książek, redaktorom, publicystom. Aura świętości i tabu gwarantujące nietykalność ludziom Kościoła zostały złamane, więc ofiary zaczęły ujawniać bulwersujące fakty, o których dotąd nikt nie chciał nie tylko mówić, ale nawet słuchać. Grzechy kapłanów są po kolei wyciągane na światło dzienne. I będą wyciągane mimo sprzeciwu hierarchów.

Czy w Kościele jest tych grzechów więcej niż gdzie indziej, np. w szkołach czy sierocińcach? Tego nikt nie wie, ale w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Głównym problemem nie są bowiem pedofilskie czyny niektórych księży, lecz sposób reagowania hierarchów na ujawnianie bolesnej prawdy. Okopywanie się, zamykanie w oblężonej twierdzy i traktowanie wszystkich mówiących rzeczy niewygodne dla Kościoła jak śmiertelnych wrogów, których należy zakrzyczeć, napiętnować i obłożyć klątwą. Ta niezdolność do dialogu i do przyjmowania krytyki, nieumiejętność tolerowania odmiennych opinii i akceptowania niewygodnych faktów objawia się nie tylko w kwestii oskarżeń o pedofilię, lecz także w innych ważnych tematach społecznych - w sprawie in vitro, związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych, antykoncepcji. W każdej z tych spornych kwestii Kościół uznał oponentów za wysłanników cywilizacji śmierci i sięgnął po duchową przemoc, by ich zdyskredytować i narzucić swoje stanowisko wszystkim - wierzącym, niewierzącym, wyznawcom innych religii. Szczególnie wyraźnie widać to w Polsce: biskupi, zamiast nauczać wiernych, wywierają presję na ustawodawców i władze państwowe. Za ich pośrednictwem chcą wpłynąć na kształt prawa i zmusić ogół obywateli do podporządkowania się katolickiej poprawności.

Wiemy, jaki los spotkał świeckie imperia, których przywódcy nie potrafili odczytać znaków czasu i udzielić właściwych odpowiedzi na wyzwania współczesności. Widząc, że ich autorytet upada, sięgali po nakaz i przymus. Wszędzie węszyli spiskujących wrogów. Dopiero w obliczu ostatecznej klęski próbowali się ratować otwarciem i pierestrojką, ale wtedy na wszystko było już za późno. W ten sposób imperia, które miały trwać wiecznie, przeszły do historii. Jeśli ktoś uważa, że taki los nie może spotkać królestwa, które nie jest z tego świata, to niech przyjrzy się pustym kościołom w Europie Zachodniej i przeanalizuje trendy w religijnej aktywności Polaków.

http://wyborcza.pl/1,75968,13360558,Kosciol___oblezona_twierdza.html

patologia

DATA: 2013/02/07 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 46
 

Abp Głódź o związkach partnerskich: "Bierze mnie na nudności"

Zapytany w publicznym radiu o opinię na temat związków partnerskich abp Sławoj Leszek Głódź odparł: Mnie to nudzi, bierze na nudności, wie pani, co to jest? No, to skończmy tę rozmowę. Metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź był w czwartek gościem Radia Gdańska. - Co ksiądz uważa na temat związków partnerskich, zarówno hetero-, jak i homoseksualnych? Obserwuje ksiądz tę dyskusję polityczną, która się toczy? - zapytała Agnieszka Michajłow, dziennikarka prowadząca rozmowę.

- Na nudności bierze, jak się tego słucha. Nawet w publicznej telewizji, w dziennikach, przez 15 minut, przecież tego nie można słuchać - odpowiedział Sławoj Leszek Głódź. - Nie wiem, jak rodziny z dziećmi, z tym..., to wszystko znoszą. Wczoraj na przykład prowadzący, pan Kraśko, nie wiem, czy to on przygotowywał, ale te relacje piosenkarek, ministrów spraw zagranicznych Niemiec... Wyglądało na to, jakby co drugi był hetero czy co trzeci homo. Więc nie przesadzajmy. To fala, która dopłynęła do nas i przeminie.

Zapytany przez dziennikarkę o opinię na temat samych związków partnerskich odparł:
- Mnie to nudzi, bierze na nudności, wie pani, co to jest?
- Tak, wiem - odpowiedziała Michajłow.
- No, no i dlatego skończmy tę rozmowę - podsumował abp Sławoj Leszek Głódź.

http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,13361280,Abp_Glodz_o_zwiazkach_partnerskich___Bierze_mnie_na.html

patologia

DATA: 2013/02/05 ZRODLO: onet.pl RAPORT NR: 39
 

Ksiądz jechał po pijanemu, już wcześniej spowodował śmiertelny wypadek

"Głos Koszaliński": Do zdarzenia doszło w podkoszalińskich Osiekach w poniedziałek. Proboszcz tutejszej parafii prowadził samochód będąc pod wpływem alkoholu. Zdarzenie potwierdza Komenda Miejska Policji w Koszalinie. Duchownego udało się zatrzymać po tym, jak policję zawiadomił przypadkowy świadek zdarzenia na drodze. Ksiądz prowadził toyotę i wjechał samochodem do rowu. Policjanci zatrzymali go już na plebanii i zabrali do wytrzeźwienia - w organizmie miał 1,5 promila alkoholu. Z informacji "Głosu Koszalińskiego" wynika, że ksiądz przyznał się do zarzutu, a więc do prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu.

Biskup diecezji w trybie natychmiastowym odwołał proboszcza z funkcji. To ten sam ksiądz, który w listopadzie ub. roku spowodował wypadek na trasie Osieki - Kleszcze. Wtedy dachowała toyota, którą prowadził ksiądz. W aucie oprócz duchownego jechało jeszcze czterech młodych ministrantów: trzech w wieku 16 lat i 23-latek. Dwóch z nich zginęło. Według ustaleń ksiądz w trakcie tamtego wypadku był trzeźwy.

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/szczecin/zachodniopomorskie-ksiadz-jechal-po-pijanemu-juz-w,1,5413124,region-wiadomosc.html

patologia

DATA: 2013/01/29 ZRODLO: kontakt24.tvn.pl RAPORT NR: 29
 

Proboszcz prowadził po alkoholu.

Proboszcz, który w poniedziałek zderzył się z samochodem osobowym w pobliżu Annopola (woj. lubelskie) i uciekł z miejsca zdarzenia został zwolniony do domu. Jak informuje policja, ksiądz wyraził skruchę i przyznał się do spowodowania kolizji. Duchowny miał w organizmie 1,10 promila alkoholu. Informacje o zdarzeniu otrzymaliśmy na Kontakt 24 od jednego z kierowców. "Ksiądz nie spędził nocy w areszcie. Po przeprowadzeniu wstępnych czynności został zwolniony do domu" - powiedział nam we wtorek asp. Janusz Majewski, rzecznik prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku. Jak dodał policjant, duchowny niczego nie ukrywał. "Ksiądz wyraził skruchę i przyznał się do spowodowania kolizji. Zostaną mu postawione dwa zarzuty: kierowania w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania kolizji" - poinformował Majewski.

Zgłoszenie o sprawcy, który uciekł z miejsca kolizji wpłynęło do policji w poniedziałek po godzinie 18. Do zdarzenia doszło w okolicach miejscowości Annopol. Według ustaleń, kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z nadjeżdżającym autem osobowym. "W pościg za kierowcą rzucili się inni uczestnicy ruchu drogowego oraz policja. Mężczyznę ujęto w Annopolu" - powiedział w poniedziałek Majewski. Jak dodał, zatrzymany mężczyzna to 55-letni proboszcz parafii pw. św. Joachima i Anny w Annopolu. "Badanie wykazało, że proboszcz ma 1,1 promila alkoholu we krwi" - poinformował policjant.

http://kontakt24.tvn.pl/temat,proboszcz-prowadzil-po-alkoholu-wyrazil-skruche,74755,html

patologia

DATA: 2013/01/23 ZRODLO: interia.pl RAPORT NR: 26
 

Prokurator: Pół roku w zawieszeniu i grzywna dla biskupa Piotra J.

6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata, 2,4 tys. zł grzywny i 4 tys. na Fundusz Pomocy Postpenitencjarnej oraz 4-letni zakaz prowadzenia pojazdów - taką karę uzgodnił biskup Piotr J. z prokuratorem. J. jest oskarżony o prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. Sąd ma ogłosić wyrok w piątek. Wcześniej biskup wnosił o karę 8 miesięcy ograniczenia wolności i czterech lat zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów. W razie skazania w trybie dobrowolnym przez osiem miesięcy miał wykonywać prace społeczne. W środę, podczas niejawnej części procesu, biskup przedłożył nową propozycję kary.

Kryzys który przeżywam ma konsekwencje prawne i właśnie je ponoszę. Oby ten kryzys był dla mnie okresem wzrostu w człowieczeństwie kapłaństwie i biskupstwie - mówił w środę duchowny w ostatnim słowie. Prokurator Tomasz Dems powiedział, że kara musi być adekwatna do wszystkich przesłanek kodeksowych. - Stopień społecznej szkodliwości czynu był znaczny. Oskarżony przyznał, że odcinek drogi jaki przejechał tego dnia, był długi - dodał. Przypadek, los czy opatrzność boska - w zależności od światopoglądu - spowodował, że na drodze oskarżonego stanęła latarnia, a nie człowiek - podkreślił oskarżyciel zauważając, że oskarżony duchowny "jak każdy obywatel miał świadomość zakazu jazdy po alkoholu i rażąco naruszył te reguły".

- Wydaje się, że oskarżony w pełni zrozumiał naganność swego czynu. Wydaje się, że poniósł karę - całkowicie lub w części stracił zaufanie społeczne. Długi przed nim okres i ciężka praca, aby to zaufanie odzyskać - ocenił Dems. Adwokat biskupa J. Piotr Skwarzyński mówił w sądzie, że rolą mediów nie powinno być wydawanie wyroków, ale informowanie. - Zachował się jak nikt nigdy dotąd - złożył oświadczenie z publicznymi przeprosinami i wyraził wolę poddania się karze - a taki czyn popełniali i posłowie, i inne osoby publiczne. Nikt się tak nie zachował, a media tego nie doceniły - powiedział o biskupie. Sąd postanowił odroczyć wydanie wyroku do 25 stycznia.

20 października 57-letni biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej stracił panowanie nad autem i uderzył w latarnię w Warszawie. Badanie na zawartość alkoholu w organizmie wykazało ponad 2,5 promila. Dwa dni później duchowny wydał oświadczenie, w którym przyznał się do prowadzenia auta pod wpływem alkoholu i oddał się do dyspozycji papieża. - Nie powinienem kierować samochodem pod wpływem alkoholu - napisał hierarcha. Przeprosił wszystkich, których zgorszył swoim czynem, w szczególności wiernych archidiecezji, których zaufanie zawiódł. - To jednak się stało, dlatego też oddaję do dyspozycji Ojca Świętego moją posługę biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej - napisał biskup. Zapewnił też, że chce jak najszybciej skorzystać ze specjalistycznej pomocy.

Biskup został przesłuchany i złożył wyjaśnienia. Przedstawiono mu zarzut prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Biskup przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Ostatniego dnia października Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ skierowała do sądu akt oskarżenia wobec biskupa, wraz z wnioskiem o skazanie bez przeprowadzenia rozprawy. Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

http://fakty.interia.pl/polska/news/prokurator-pol-roku-w-zawieszeniu-i-grzywna-dla-biskupa,1886044

patologia

DATA: 2013/01/15 ZRODLO: gazeta.pl RAPORT NR: 19
 

Czy dziecko wikarego miało szansę przeżyć? Ocenią to biegli spoza Poznania

Ksiądz Mariusz G. - wikariusz, ojciec zmarłego na plebanii noworodka - jest teraz misjonarzem na Ukrainie. Tam znalazła go dziennikarka TVP i - podając się za doktorantkę - nakłoniła do szczerej rozmowy o kobietach. Tymczasem śledztwo nadal trwa, a prokuratorzy zażądali powołania biegłych spoza Poznania, którzy ocenią, czy dziecko wikarego miało szansę przeżyć. - Poznańska prokuratura rejonowa znowu chciała umorzyć sprawę porodu na plebanii, na której zmarło dziecko wikariusza. Postępowanie jednak nie zostanie zakończone, bo nie zgodzili się na to nadzorcy z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Ksiądz Mariusz G. do dziś nie poniósł żadnej kary - pisze dzisiejszy "Głos Wielkopolski". - Pracuje w Pnikucie na Ukrainie i czuje się niewinny, mimo że nie wezwał karetki podczas porodu swojego syna.

"Głos" zapowiada też materiał, który dziś o 20.20 wyemituje TVP1 w programie Tomasza Sekielskiego "Po prostu". Przypomnijmy. W lutym 2011 r. w mieszkaniu ks. Mariusza G. na poznańskim Junikowie rozpoczął się poród jego dziecka. Matką była dziewczyna, którą wikary poznał na rekolekcjach. Kapłan - jak sam przyznał - nie chciał tego dziecka. Kobieta pierwsze skurcze zaczęła odczuwać wieczorem, wikary przygotował jej posłanie i poszedł do swojego pokoju słuchać muzyki. Nad ranem obudziły go krzyki. Kobieta krwawiła i prosiła o wezwanie karetki. Kapłan nie zareagował, dziecko zmarło. Kościelni przełożeni odwołali wikarego z parafii na Junikowie i przenieśli do klasztoru pod Ostrowem Wlkp., a potem wysłali na misję na Ukrainę.

Ks. Mariusza G. we wsi Pnikut na Ukrainie znalazła dziennikarka programu "Po prostu" (nowy program Tomasza Sekielskiego w TVP 1). Jak pisze dzisiejszy "Głos", dziennikarka podała się za doktorantkę interesującą się duszpasterstwem polskich księży na Ukrainie: "Ksiądz opowiedział jej o swoich kontaktach z kobietami, które miał nawiązywać jeszcze w trakcie pobytu w seminarium. - Zapytałam go, czy w związku z tym, że romansuje i robi to konsekwentnie, nie uważa, że to sygnał, by zrzucił sutannę. Nie uważa także, żeby hipokryzją było mówienie innym, jak żyć, po tym wszystkim, co się stało - mówi reporterka programu. (...) - Mówił, że matka jego dziecka, Agnieszka D., mu wybaczyła. Dodał też, że wciąż mają ze sobą kontakt, by potem się z tego wycofać. Był bardzo luźny w rozmowie i sposobie bycia. Stwierdził, że jest niewinny - mówi Iwona Poreda".

Śledztwo w sprawie nieudzielenia pomocy podczas porodu prokuratura najpierw umorzyła, opierając się na opinii doktora Krzysztofa Kordela. Uznał on, że szanse na uratowanie dziecka nawet w szpitalu byłyby nikłe, bo było owinięte pępowiną. Po artykule "Głosu" (gazeta opisała sprawę w lipcu 2012 r.) akta badała prokuratura okręgowa. Ale uznała, że w śledztwie nie było uchybień: dowody zostały należycie zebrane i ocenione. Prokuratura apelacyjna uznała jednak, że sprawę umorzono przedwcześnie, i nakazała śledztwo wznowić.

Jak informuje dzisiejszy "Głos", Wydział Nadzoru poznańskiej prokuratury okręgowej zażądał niedawno powołania innych biegłych, tym razem spoza Poznania. - Nowymi biegłymi zostali lekarze z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Mają ocenić cały przebieg porodu oraz odpowiedzieć, jak duże szanse na przeżycie miałoby dziecko księdza, gdyby rodziło się w szpitalu. Na ich opinię będziemy czekać ok. 9 miesięcy, bo tyle czasu wyznaczyli na sporządzenie swojej ekspertyzy - mówi w rozmowie z "Głosem" Magdalena Mazur-Prus, rzecznik poznańskiej prokuratury okręgowej.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13205339.html

patologia

DATA: 2013/01/07 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 9
 

Skandal na pogrzebie! Ksiądz: Jesteście jak Kiepscy

Na pogrzebie 37-letniej kobiety proboszcz mówił o zmarłej: "Jakie życie, taka śmierć", "z kim przestajesz, takim się stajesz", a jej rodzinę porównał do Kiepskich - pisze ”Nowa Trybuna Opolska”. Pogrzeb kobiety odbył się w Szonowie pod Głogówkiem. Zmarła mieszkała na Rynku. Z jednej strony kościół, z drugiej strony kościół, ale Boga nie znała - grzmiał proboszcz. Zszokowani żałobnicy zaczęli wychodzić z kościoła. Spodziewali się duchowego wsparcia ze strony kapłana, tymczasem nie usłyszeli ani jednego dobrego słowa.

To była mowa kogoś, kto chciał nas tylko poniżyć, obrazić, skrytykować. Moja dziewczyna siedziała przy mnie na tej mszy i mnie uspokajała, żebym nie wyszedł na środek z krzykiem i nie dał mu w pysk – wspomina 18-letni syn zmarłej. Jak ksiądz tłumaczył dziennikarzom swoje postępowanie? Twierdzi, że mówił o Kiepskich, "bo nie możemy w naszych rodzinach promować takiego modelu życia jak w tym serialu, gdzie na każdym kroku towarzyszy ludziom flaszka z alkoholem". W poradach, jak napisać mowę pożegnalną, powtarzana jest stara rzymska maksyma: De mortibus nil nisi bene. O zmarłych albo dobrze, albo wcale - przypomina gazeta.

http://www.sfora.pl/Skandal-na-pogrzebie-Ksiadz-Jestescie-jak-Kiepscy-a51280

patologia

DATA: 2013/01/02 ZRODLO: sfora.pl RAPORT NR: 3
 

Pijany ksiądz uciekł ze stacji paliw. Kuria nie widzi problemu

Proboszcz z Chojnic w tarapatach. Po zatankowaniu paliwa do swojego samochodu nakłonił do grzechu i uciekł ze stacji bez płacenia - informuje dziennik.pl. Wszystko rozegrało się na stacji paliw w Sierpcu. Kierowca księdza nalał do zbiornika paliwo za 100 zł, a duchowny zmusił mężczyznę do odjechania bez regulowania należności. Obsługa stacji o kradzieży natychmiast zaalarmowała policję. Zatrzymany przez patrol proboszcz wyzywał wulgarnie funkcjonariu­szy i groził im zwolnieniem. Okazało się też, że ma w organizmie 1,8 promila alkoholu i dlatego trafił do izby wytrzeźwień. Teraz odpowie za znieważenia policjantów.

Tymczasem przełożeni księdza nie widzą w incydencie nic złego. Ksiądz był pasażerem, mógł być pijany - powiedział ksiądz Ireneusz Smagliński, rzecznik kurii w Pelplinie. To nie pierwsze takie przewinienie proboszcza z Chojnic. W 2006 roku sąd skazał go za jazdę pod wpływem alkoholu. Ksiądz zapłacił 3 tysiące zł grzywny i na 4 lata stracił prawo jazdy. Wtedy miał 2,9 promila alkoholu w organizmie.

http://www.sfora.pl/Pijany-ksiadz-uciekl-ze-stacji-paliw-Kuria-nie-widzi-problemu-a51095